Intro Artykuły ORP Błyskawica Ekspozycje Modele Literatura Galerie Quiz Linki Forum
Stawiacz min ORP Gryf

 

Geneza powstania.

Po odzyskaniu przez Polskę w 1920 roku dostępu do morza, stało się jasne, że powstająca od zera Polska Marynarka Wojenna nie będzie w stanie szybko dognić silniejszych flot sąsiadów.

Zapewnienie minimalnej ochrony wybrzeża upatrywano więc między innymi w rozwoju broni defensywnych takich jak artyleria nadbrzeżna, czy zagrody minowe, o wiele tańszych niż budowa okrętów.

Pierwszymi polskimi okrętami minowymi był cztery poniemieckie trałowce typu FM, zakupione w Danii w 1921 roku. Po długim okresie ich użytkowania, wyeksploatowane okręty wycofano ze służby w 1931 roku, a rok później podjęto decyzję o budowie nowych trałowców.

Sześć nowych jednostek zaprojektowanych przez Biuro Projektów Kierownictwa Marynarki Wojennej, zostało wybudowanych w kraju. Okręty te, zwane minowcami, mimo że były udane, to nie mogły jednak postawić dużej zagrody minowej (każdy z okrętów mógł zabrać na pokład 20 min). Dlatego też w mniej więcej tym samym czasie postanowiono o budowie dużego i nowoczesnego stawiacza min, który współpracując z dywizjonem minowców mógłby szybko i sprawnie przeprowadzić akcję blokady polskiego wybrzeża.

Nowy okręt, podobnie jak trałowce, został wstępnie zaprojektowany przez Biuro Projektów KMW. Podstawowym celem konstruktorów (w tym m.in. kmdr por. Karola Korytowskiego szefa sztabu KMW) było uzyskanie jednostki, która byłaby zdolna postawić zaporę minową z około 300 min. Drugim zadaniem okrętu była możliwość pełnienia funkcji szkolnych. Taka specyfikacja wymagały wybudowania dużej jednostki o wyporność większej od wyporności nowo budowanych niszczycieli klasy "Grom". Stawiacz min byłby największym okrętem bojowym w PMW, co dowództwo marynarki postanowiło wykorzystać stawiając jeszcze jedno zadanie - okręt reprezentacyjny. Zaowocowało to silnym uzbrojeniem artyleryjskim (w planach było jeszcze zainstalowanie wodnosamolotu Nikol A-6 z katapultą, ale ze względy na przeciążenie okrętu zrezygnowano z tego pomysłu).

Moment wodowania ORP Gryf.
Gotowy projekt musiał zostać zrealizowany w stoczni zagranicznej ze względu na to, że w polski przemysł stoczniowy nie był jeszcze przygotowany na budowę tak dużego okrętu. Budowę powierzono francuskiej stoczni Augustin Normand w Le Havre. Mimo złych doświadczeń przy budowie poprzednich okrętów budowanych we Francji (w stoczni w Le Havre budowany był ORP "Wilk", na którym w trakcie budowy wykryto szereg wad i usterek) to na taką decyzję prawdopodobnie wpłynęły czynniki polityczne. Budowa stawiacza min rozpoczęła się 14 listopada 1934 roku, wodowanie okrętu odbyło się 29 listopada 1936 roku. Matką chrzestną okrętu, któremu nadano nazwę ORP "Gryf", została pani Jadwiga Frankowska, żona radcy ambasady polskiej w Paryżu. Wyposażanie natomiast trwało, aż do początków 1938 roku. Ostatecznie banderę podniesiono 27.02.1938 roku. Po raz kolejny stocznia francuska dała przykład swojej niefachowości (tuż po położeniu stępki okazało się, że okręt nie zmieści się na pochylni i aby zrobić miejsce na dziobnice musiano wyburzyć trzypiętrową kamienice). Nie został co prawda pobity niechlubny rekord stoczni Chantier Naval Francais w Blainville, która budował niszczyciel ORP "Burza" przez blisko 5 lat, ale polska komisja nadzorująca budowę Gryfa (pod kierunkiem kmdr ppor. inż. Romana Somnickiego) musiała nieustannie zmagać się z francuskimi stoczniowcami. Z ważniejszych usterek należy wymienić wadliwie wykonane partie kadłuba, które zostały przez stocznie wymienione. Całkowity koszt poniesiony przez KMW (wraz z dostawami własnymi) przy budowie stawiacza min wyniósł 13313675 zł. Od samego początku okręt wzbudzał kontrowersje. Już jego nietypowy wygląd - wysoka wolna burta, duży trójnożny maszt oraz mały komin odsunięty daleko w stronę rufy sprawił, że "Gryf" szybko został okrzyknięty "przerośniętą barką rzeczna". W czasie odwiedzin i wizyt na okręcie, załoga wyrażała się o nim "nasz krążownik", na co dzień zaś - "nasza tratwa".

Jako okręt szkolny ORP Gryf był jednak jednostką ze wszechmiar udaną. Jak pisał komandor Stanisław Mieszkowski:

"Gryf" miał co roku płynąć na dalekie, wielomiesięczne podróże oceaniczne z drugim rocznikiem Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej. Uczniowie posiadali na okręcie własny obszerny, drugi pomost nawigacyjny z kompletnym, najnowszym i całkowicie zelektryfikowanym wyposażeniem nawigacyjnym, z logami, sondami, wykreślaczem kursu i repetytorami; na pomoście tym podchorążowie prowadzili całkowicie samodzielną i niezależną od właściwego prowadzenia okrętu nawigację szkolną. Z obszernych dwu międzypokładów można było na czas podróży zdejmować z łatwością poczwórne tory minowe i w ten sposób uzyskiwało się dwa przestronne i luksusowe pomieszczenia dla przeszło 100 osób.

Dodatkową zaletą podnoszącą walory szkolne okrętu był ogromny zasięg - przy prędkości 10 węzłów wynosił on 9500 mil morskich. Umożliwiało to odbywanie długich oceanicznych podróży.

Reasumując można powiedzieć, że "Gryf" z powodzeniem pełniłby rolę okrętu szkolnego, niestety do rozpoczęcia wojny ani jeden rocznik Szkoły Podchorążych nie zdołał odbyć choćby jednej zamorskiej podróży na pokładzie okrętu.

ORP "Gryf" w gali banderowej.

Do pełnienia funkcji bojowych, a więc pierwszoplanowych, "Gryf" już nie był tak dobrze przystosowany. Wydaje się, że jak na okręt minowy posiadał zbyt duże uzbrojenie artyleryjskie (6x120mm). Obronę przeciwlotniczą stanowiło 4 działa kalibru 40mm i 4 n.k.m-y 13,2mm. Okręt charakteryzował się fatalnymi własnościami sterowymi. Wysoka wolna burta była podatna na podmuchy wiatru, kadłub (w porównaniu z niszczycielami) był mało smukły, co przy wyporności 2250 ton, zaowocowało duża cyrkulacją skrętu. Jednak największa wadą "Gryfa" była jego prędkość wynosząca zaledwie 20 węzłów. Ze względu na obszerne pomieszczenia nawigacyjne i załogowe oraz ciężką artylerie, nie starczyło już miejsca na rozbudowane urządzenia napędowe. Aby zaoszczędzić na miejscu i ciężarze postanowiono wyposażyć okręt w dwa spalinowe wysokoprężne silniki szwajcarskiej firmy Sulzer o łącznej mocy 6000KM (dla porównania można dodać, że niszczyciele klasy "Grom" posiadały maszyny o mocy 54000KM). Niewątpliwie takie silniki zajmowały mniej miejsca od napędu turbinowego, a i pozwoliły na uzyskanie imponującego zasięgu, ale pod koniec lat 30-tych maksymalna prędkość okrętu wojennego wynosząca 21 węzłów, była niedorzecznością.
Budowane w mniej więcej tym samym czasie angielskie i francuskie stawiacze min osiągały prędkości prawie dwukrotnie większe od "Gryfa".
Dużo kłopotów sprawiała również instalacja elektryczna. Francuzi zamontowali szereg nowych skomplikowanych urządzeni, które nigdy nie zostały należycie przetestowane i sprawdzone. Najlepszym tego przykładu była elektryczna maszynka sterowa, która z czasem przysporzyła załodze wielu kłopotów.

Służba w okresie przed wojennym.

ORP "Gryf" wypłynął w swój pierwszy rejs - do kraju - pod dowództwem kmdr ppor. Stanisława Dzienisiewicza. Podczas podróży okręt trafił na silny sztorm na Morzu Północnym, podczas którego nieobciążony okręt dostawał mocnych przechyłów. Po drodze pobrano również amunicję do dział w Goeteborgu. 6 marca 1938 roku około godziny 8.30 okręt pojawił się na redzie portu w Gdyni.
Ponieważ na "Gryfie" prowadzone jeszcze były prace wykończeniowe i porządkowe, 1 maja przeniesiono go do I rezerwy.
Na początku czerwca stawiacz min odbył rejs po Zatoce Fińskiej, by 6 czerwca stanąć na redzie portu w Tallinie. Podczas postoju odbyto kilka nieoficjalnych wizyt. Po powrocie do Gdyni na "Gryfa" zaokrętowano grupę podchorążych, z którymi często wychodzono na krótkie ćwiczebne rejsy po Bałtyku.
W lipcu na okręcie odbył się Wyższy Kurs Taktyczny, którego komendantem był kmdr dypl. Stefan Frankowski.
W sierpniu, po uszkodzeniu dziobu (który uderzył w nabrzeże w wyniku awarii maszyn), "Gryf" po raz pierwszy stanął w doku. Dokonano niezbędnych napraw, przeglądów maszyn, oczyszczono również dno z wodorostów.
We wrześniu dowództwo stawiacza min objął kmdr Roman Stankiewicz i pozostał na nim aż do kwietnia 1939 roku. W tym czasie okręt odbywał rutynowe manewry, ćwiczenia i szkolenia. Podczas tej służby załoga zastała wyróżniona za dobre wyniki artyleryjskie i sprawność podczas ćwiczeń alarmowych.
1 kwietnia 1939 roku nowym dowódcą został kmdr ppor. Stefan Kwiatkowski. Od tego czasu okręt sporadycznie wychodził na pełne morze (w obliczu zbliżającej się wojny ćwiczono zadania minowe i artyleryjskie). W maju "Gryf" po raz drugi został wydokowany. Tym razem w nowym doku pływającym zbudowanym w Warsztatach Portowych Marynarki Wojennej. W ciągu tygodnia przeprowadzono prace konserwacyjne podwodnej części okrętu. Na przełomie lipca i sierpnia "Gryf" popłynął w swoją ostatnią zagraniczną podróż - na wody estońskie.

Dizałalność bojowa podczas wojny polsko-miemieckiej na Bałtyku.

Wybuch wojny zastał okręt w porcie wojennym na Oksywiu w basenie nr.2. Dowódca przewidując operacje minowe, postanowił uzupełnić ładunek min. Godne uwagi, że w celu oszczędzeniu na czasie kmdr Kwiatkowski, wykorzystując sprzyjające warunki (wiatr od strony lądu), wyszedł z portu bez pomocy, normalnie używanych, holowników.
Po pobraniu ładunku z kryp minowych zakotwiczonych w Jamie Kuźnickiej o godzinie 14.00 "Gryf" wypływa na wody zatoki Gdańskiej poczym udaje się pobliże Płyty Oksywskiej, na której ulokowana była bateria przeciwlotnicza. Około godziny 16.00 został odebrany rozkaz wykonania operacji "Rurka". Polegał on na postawieniu dużej zagrody minowej w południowej części Zatoki Gdańskiej (12 mil od cyplu, w zasięgu dział baterii im. Laskowskiego). Daleką osłonę zespołu minowców miał stanowić niszczyciel ORP "Wicher". Operacja miała się rozpocząć o godzinie 22.00, a za bazę wypadową został przyjęty port na Helu.

O godzinie 17.30 polskie okręty utworzyły zespół i ruszył w kierunku półwyspu. Na czele szyku płynął niszczyciel "Wicher" dowodzony przez komandora Stefana de Waldena, z jego prawej burty zajął miejsce trałowiec Jaskółka. W śladzie torowy Wichra płynął "Gryf" otoczony pozostałymi trałowcami. Na końcu zespołu ulokowały się kanonierki "Generał Haller" i "Komendant Piłsudski". Już kwadrans później niemiecki zwiad lotniczy odkrył zgrupowanie polskich okrętów, a niedługo potem, w odległości około 3 mil morskich od Helu, zespół został zaatakowany przez formację około 33 bombowców Ju-87B. Samoloty, w celu zwiększenia skuteczności atakowały z dwóch stron i za główny cel obrały sobie największy okręt w zespole - "Gryfa". Podczas tej pierwszej w historii II wojny światowej bitwie powietrzno-morskiej (trwającej kilkanaście minut) okazało się, że załogi polskich okrętów są dobrze wyszkolone i z powodzeniem mogą odpierać ataki silniejszego przeciwnika - niemieckie samoloty nie uzyskały żadnego bezpośredniego trafienia. Niestety nie udało się uniknąć strat. Jedna z 500 kilogramowych bomb wybuchła przy burcie trałowca Mewa, okręt został ciężko uszkodzony, a załoga poniosła duże straty osobowe. Również "Gryf" nie wyszedł cało z ataku. W pobliżu upadło około 30 bomb, odłamki jednej śmiertelnie raniły dowódcę okrętu kmd ppor. Stefana Kwiatkowskiego oraz kilku członków załogi. Najgroźniejsza detonacja pod rufą okrętu uszkodziła ster elektryczny, telegrafy maszynowe, podnośniki minowe, żyrokompas, radiostacje. "Gryf" praktycznie został pozbawiony możliwości sterowania (sterowano ręcznie). Na szczęście dla okrętu nalot wkrótce się zakończył. Dowództwo okrętu przejął zastępca kmdr Kwiatkowskiego kapitan Wiktor Łomidze, który nakazał wyrzucenie wszystkich min, w stanie nieuzbrojonym, za burtę. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że była to decyzja pochopna i niepotrzebna (niektórzy autorzy zarzucają nawet kpt. Łomidze tchórzostwo), ale zastępca kapitana nie mógł wiedzieć, że kolejny nalot już nie nastąpi. Gdyby nastąpił, niesterowny lub wydokowany "Gryf" stanowiłby dla pilotów niemieckich łatwy cel. Poza tym należy przypuszczać, że od bliskich detonacji bomb, czułe urządzenia nastawcze min i tak prawdopodobnie zastały rozregulowane.
Po wojnie, z polecenia admirała Jerzego Świrskiego, zostało przeprowadzone dochodzenie przeciwko kpt. Łomidze, ale miało ona raczej na celu wyjaśnić okoliczności wyrzucenia min, niż osądzenie samego czynu.

Stawiacz min ORP "Gryf"

Po zmroku "Gryf" zawinął do portu wojennego na Helu. W celu dokonania niezbędnych napraw zastał wprowadzony do pływającego doku. Operacja "Rurka" została odwołana (w ogólnym chaosie nie powiadomiono o tym "Wichra", który aż do północy osłaniał zaplanowaną operację). W nocy na nowego dowódcę "Gryfa" wyznaczono kmdr por. Stanisława Hryniewieckiego. Nad ranem do portu zawinął "Wicher", który otrzymał rozkaz wygaszenia kotłów i wyokrętowania broni torpedowej i bomb głębinowych.Mimo, że naprawa "Gryfa" dobiegła końca i jego spotkał ten sam los, oba okręty miał odtąd stanowić nieruchme baterie artyleryjskie (w celu lepszej ochrony stawiacz min zacumował w pobliżu zatopionego doku). Na taką decyzję dowództwa niewątpliwie wpłynął fakt absolutnego panowania wroga w powietrzu jak i brak zadań dla dużych okrętów nawodnych. Słabo uzbrojone w artylerię przeciwlotniczą okręty nie mogły skutecznie odpierać ataków niemieckich samolotów, a w helskim porcie dodatkową osłonę stanowiły zainstalowane tam baterie pelot.

Przez cały dzień 2 września i noc z 2 na 3 artylerzyści z "Gryfa" odpierali ataki niemieckiego lotnictwa.

Po intensywnych bombardowaniach Helu w dniach poprzednich, dowództwo niemieckie postanowiło sprawdzić ich skuteczność. Głównie chodziło tu o zweryfikowanie informacji o uszkodzeniu lub zniszczeniu dział artylerii nadbrzeżnej. Dowódca sił morskich na Zatokę Gdańską kontradmirał Günther Lütjens, postanowił osobiście przeprowadzić rozpoznanie. Nad ranem 3 września z Piławy wyszły dwa niszczyciele: flagowy "Leberecht Maass" oraz "Wolfgang Zeneker" i obrały kurs na Gdańsk wzdłuż Mierzei Wiślanej. O godzinie 6.50 niemieckie okręty zostały dostrzeżone przez sygnalistów "Wichra" i "Gryfa". W chwilę później niemiecki zespół wykonał zwrot i obrał kurs na Hel. Stało się jasne, że musi dojść do walki. Siły oby stron były mniej więcej wyrównane - Niemcy dysponowali łącznie 10 działami kalibru 127mm, a Polacy 6 działami 120mm z "Gryfa" oraz 4 działami 130mm z "Wichra". Dodatkowym atutem okrętów niemieckich była możliwość manewru. Gdy dystans zmniejszył się do około 17000 metrów nieprzyjacielskie niszczyciele otworzyły ogień, na który odpowiedziały działa "Gryfa". Dowódca "Wichra" kmdr ppor. Stefan de Walden czekał na podział celów, który wynikał ze starszeństwa - dowódca "Gryfa" jako starszy stopniem wybierał, do którego w szyku okrętu będzie strzelał. Niestety w tym momencie na pokładzie stawiacza min podobno nie było kmdr Hryniewieckiego - wraz z większością oficerów spędzał noc na lądzie w pobliskim lesie. Najstarszym oficerem na pokładzie był kpt. mar. Adam Jagielski, zaś artylerią główna dowodził ppor. mar. Zbigniew Jagusiewicz (kmdr de Walden utrzymuje, że po walce rozmawiał z Hryniewieckim i ten powiedział mu, że był na okręcie i wydał rozkaz podziału celów, ale nie wie dlaczego nie został on przekazany dalej).
Jako pierwsze spadły pociski salwy niemieckiej i były o około 3000 metrów za krótkie. Oba wrogie niszczyciele obrały za cel stojącego w głębi portu "Gryfa". W chwilę potem upadły pociski pierwszej salwy "Gryfa" - około 800 metrów za pierwszym w szyku "Leberecht Maassem". Drugą salwę "Gryf" zdołał oddać wcześniej niż Niemcy. Upadła ona w dobrej odległości, ale nieco za rufą niszczyciela. Natomiast druga salwa niemiecka wybuchłą na terenie portu, a jeden z pocisków trafił w "Gryfa". Trzecia salwa ze stawiacza min nakryła "Leberecht Maassa". Prawdopodobnie wtedy jeden z pocisków trafił w maskę przedniego działa, zabijając 4 osoby i raniąc kilkunastu. Okręty niemieckie zrewanżowały się kolejnym trafieniami z trzeciej salwy, które niegroźnie uszkodziło okręt. Działa stawiacza min przeszły na ogień ciągły tzn. strzelały z maksymalną szybkostrzelnością. W tym czasie "Wicher" otworzył ogień do drugiego w szyku niszczyciela. Już w pierwszej salwie uzyskał nakrycie, nie na darmo okręt zbierał wszystkie nagrody we flocie podczas ćwiczeń artyleryjskich.
Wkrótce do walki włączyła się bateria artylerii nadbrzeżnej im. H. Laskowskiego dysponująca czteroma działami kalibru 152,4mm. Kontradmirał Lütjens rozkazał natychmiastowe postawienie zasłony dymnej. Jego okręty znajdowały się pod ciągłym ogniem polskich okrętów, okręt flagowy był uszkodzony, a i już wiedział, że bateria nadbrzeżna jest nadal nienaruszona, nie chcąc dłużej narażać swoich jednostek nakazał odwrót.

Okręty polskie oddały jeszcze kilka salw na namiar wystających z zasłony dymnej masztów, poczym przerwały ogień.

Wynik tej kilkunasto minutowej potyczki artyleryjskiej budził i budzi do tej pory, wiele sprzeczności i kontrowersji. Trafienie w maskę działa "Leberecht Maassa" zgłaszał również dowódca baterii im. Laskowskiego kpt. Zbigniew Przybyszewski, a potwierdził to kontradmirał Lütjens. Z kolei komandor F. Ruge, który oglądał 4 września szkody na niszczycielu twierdził, że były wywołane pociskiem kalibru co najwyżej 120mm. Niektóre niemieckie źródła podają, że "Leberecht Maass" został trafiony wielokrotnie i musiał być odholowywany do Piławy. Nie ma też zgodności co do czasu naprawy tego okrętu w Świnoujściu - od tygodnia od całego miesiąca.
Dziś trudno podać jednoznaczny rachunek strat, ale faktem jest, że niemieckie okręty zostały zmuszone do odwrotu i musiały to robić szybko, gdyż znalazły się w poważnych opałach.

Wrak "Gryfa" - stan z 1939 r.

Zapewne w wyniku porannego starcia, niemieckie dowództwo postanowiło zintensyfikować bombardowania półwyspu helskiego, a w szczególności polskich okrętów wojennych. Już około godziny 9.00 nastąpił pierwszy nalot, przeprowadzony przez 11 samolotów Ju 87B dowodzonych przez kpt. Blattnera. Samoloty te należały do 186 Trägergruppe, która została sformowana w październiku 1938 roku, miała być zaokrętowana na budowanym lotniskowcu "Graf Zeppelin". Niemieccy piloci skoncentrowali swoje ataki na "Gryfie". Mimo, że nalot został przeprowadzony z dużej wysokości, to jedna z maszyn dowodzona przez oberleutnanta Karla H. Liona, zdołała trafić w rufę "Gryfa" jedną bombą. Kolejne trzy bomby, wybuchając na nadbrzeżu, podziurawiły odłamkami burtę okrętu, a podmuch eksplozji zerwał
cumy i nieznacznie odepchnął kadłub od mola. (jeszcze z niezdemontwanymi działami).
W celu ugaszenia pożarów dowódca okrętu nakazał zatopienie rufowych komór amunicyjnych. Podczas ataku również Niemcy ponieśli straty - jedna maszyna nie powróciła do bazy.

Drugi nalot nastąpił około godziny 15.00, przeprowadziła go również formacja kapitana Blattnera. Tym razem dysponował on 12 bombowcami (wykorzystano dwie maszyny rezerwowe). Niemieccy piloci znając rozmieszczenie polskich okrętów, opracowali następujący plan: część samolotów symulowała ataki z dużej wysokości, absorbując uwagą artylerzystów, a inne nadlatując lotem koszącym z nad półwyspu atakowały znienacka okręty.

Już pierwsza eskadra dowodzona przez oberleutnata Liona uzyskała jedno trafienie w dziób "Wichra". Druga bomba wybuchając przy burcie okrętu rozerwała jej poszycie. Trzecia bomba eksplodując na śródokręciu "Wichra" przypieczętowała jego los- niszczyciel powoli kładąc się na burtę zatonął.

Wrak Gryfa w 1939 r. (już bez dział).

Podczas tego nalotu, również "Gryf" został trafiony jedną bombą w śródokręcie. Eksplozja wywołała pożar amunicji przeciwlotniczej. Od bliskich wybuchów bomb uszkodzeniu uległy działa przeciwlotnicze kalibru 40mm. Niemcy znowu stracili jeden samolot - z eskadry atakującej "Wichra", maszyna oberleutnata Rummela, została zestrzelona przez artylerię przeciwlotniczą na Kępie Oksywskiej. Podczas kolejnych dwóch nalotów o 16.00 i 17.25, przeprowadzonych przez wodnosamoloty lotnictwa przybrzeżnego, "Gryf" został trafiony kolejną, bombą która wywołała pożar ropy wyciekającej z podziurawionych odłamkami zbiorników. Jedna z bomb trafiła w dok pływający stojący obok stawiacza min. Odrywająca się ściana boczna dodatkowo uszkodziła burtę "Gryfa". Większą część okrętu objął pożar, którego nie udało się opanować.
Załoga opuściła okręt, który palił się jeszcze dwa dni. "Gryf" ostatecznie osiadł na równej stępce na dnie basenu portowego, a jego górny pokład wystawał ponad powierzchnię wody.

Po zatopieniu okrętu, por. mar. Edmund Pappelbaum, wystąpił z inicjatywą zdemontowania części uzbrojenia w celu wzmocnienia obronności półwyspu Helskiego. Wstępnie opracowany plan przewidywał demontaż nadających się do użytku dział przeciwlotniczych oraz rufowych dział artylerii głównej, które zostałyby włączone w skład Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej (DAN). Po akceptacji dowódcy DAN-u kmdr por. S.Kukiełki oraz zgodzie dowódcy rejony umocnionego, przystąpiono do działania.

Po wygaśnięciu pożarów, 5 września, zespół marynarzy i podoficerów, kierowanych przez porucznika Pappelbauma i chorążego Franciszka Jendrasika przystąpił do wymontowywania dział. O ile broń przeciwlotnicza nie stwarzała dużych problemów to zdjęcie z okrętu dwóch ciężkich wież artylerii głównej było dużym wyzwaniem. Port wojenny na Helu był bardzo słabo wyposażony w urządzenia pomocnicze, takie jak żurawie, windy, lewary, łańcuchy, w związku z tym większość prac musiała być wykonywana ręcznie. Z początku demontaż szedł bardzo opieszale - już samo odkręcenie zatopionych śrub fundamentowych przedstawiało ogromną trudność. Gdy dostarczono jeden skafander do nurkowania, prace nabrały tempa.

Równolegle rozpoczęto przygotowanie stanowisk dla nowej baterii. Nadano jej numer 34, a na miejsce jej lokalizacji wybrano (zaproponowaną przez Pappellbauma) północną część półwyspu w połowie drogi pomiędzy Helem i Jastarnią. Pracami budowlanymi kierował ppor. mar. rezerwy inż. Henryk Wagner.

9 września zdemontowano pojedynczą wieżę rufową i przystąpiono do jej transportu w pobliże nowego stanowiska. W drugiej wieży, jak się okazało, tkwił w jednej z luf niewystrzelony pocisk. Wszelkie próby rozładowania nie przyniosły efektu ze względu na mocno zapiaszczony zamek. Działo zostało zabezpieczone i przeniesione na molo, za pomocą pływającego dźwig. Stamtąd na walcowatych klocach miano przetransportować je do stacji kolejki. Kierujący pracami chorąży Jendrasiak wstrzymał jednak prace, gdyż został wezwany przez dowódcę DAN-u kmdr Kukiełkę. Najstarszy stopniem w pozostawionej grupie, starszy marynarz Krawczyk, z własnej inicjatywy postanowił przyśpieszyć prace, przez ustawienie wieży na podkładach. Skutki tego okazały się tragiczne. Źle zamocowane łańcuchy dźwigu podczas podnoszenia wieży ześlizgnęły się odbezpieczając zamek. W tym czasie marynarz Krawczyk trzymając za lufę chciał ustawić wieżę równolegle do mola. Niestety nie zdążył - nastąpił wystrzał. Niefortunny marynarz zginął rozerwany na strzępy. Wyrzucony z lufy pocisk wyorał nieopodal portu głęboką bruzdę, następnie odbił się od ziemi i upadł w głębi lasu, demolując barak mieszkalny.

17 września po przetransportowaniu kolejką drugiej wieży w pobliże stanowiska wybudowanego na szczycie piaszczystej wydmy, rozpoczęło się mozolne wciąganie obu wież za pomocą specjalnie skonstruowanych sań. Była to niezmiernie trudna praca wykonywana w całości ręcznie i do tego tylko w nocy (ze względu na niebezpieczeństwo przedwczesnego wykrycia przez samoloty wroga).

30 września 34 bateria mogła już czynnie uczestniczyć w obronie półwyspu. Wraz z bateriami 32 i 33 stanowić miała obronę przeciwdesantową od strony otwartego morza (prawdopodobnie Niemcy planowali taką operacje na październik). Niestety wszystkie te heroiczne wysiłki poszły jednak na marne, gdyż nazajutrz w obliczu beznadziejność sytuacji, dowództwo rejony umocnionego rozpoczęło rozmowy kapitulacyjne. W nocy 1 października załogi wszystkich polskich baterii, w tym baterii 34, zniszczyły swoje działa.

Losy powojenne.

Wrak "Gryfa" - stan z 1945r.
Po kapitulacji Helu, wrak "Gryfa" został podniesiony z dna przez Niemców, którzy wyholowali go w głąb Zatoki Puckiej na mieliznę pomiędzy Jastarnią i Rewą (na zachodzie pojawiły się plotki o planowanym wyremontowaniu okrętu przez Niemców, ale nie znalazło to później potwierdzenia). Służył on tam jako cel dla ćwiczebnych ataków lotniczych i strzelań artyleryjskich. Po wojnie na wraku umieszczono światło nawigacyjne. W 1956 roku rufowa części wraku została wydobyta i zaholowana do Gdyni, gdzie pocięto ją na złom. Druga część wraku została częściowo zezłomowana na miejscu, w latach późniejszych. Obydwie dziobowe wieże artylerii głównej zostały zdjęte z wraku i przekazane do muzeów. Obecnie pojedyncze działo nr.1 można oglądać w Warszawie w Muzeum Wojska Polskiego, a działo podwójne nr.2 w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni na plenerowej ekspozycji broni i uzbrojenia morskiego przy Bulwarze Nadmorskim.

Działo z warszawskiego muzeum. Działo podwójne z gdyńskiego muzeum.

Pozostałe szczątki stawiacza min leżą do dziś (istnieje możliwość nurkowania za pośrednictwem klubu płetwonurków Explorer, ale na dnie leżą już jedynie małe fragmenty nie mające wiele wspólnego z pojęciem - wrak okrętu).

Charakterystyka stawiacza min ORP "Gryf":

Budowa
Stocznia Augustin Normand w Le Havre
Położenie stępki 14.11.1934
Wodowanie 29.11.1936
Wcielenie do służby 27.02.1938
Wymiary
Długość całkowita 103,2 metrów
Szerokość 13,1 metrów
Średnie zanurzenie 3,6 metrów
Wyporność
Wyporność normalna 2227 ton
Napęd
Silniki dwa silniki wysokoprężne Sulzera
Śruby dwie sztuki
Moc 6000 KM
Prędkość maksymalna 20 węzłów
Zasięg 9500 mil morskich przy 14 węzłach
Zapas paliwa 310 ton
Uzbrojenie
6 dział 120mm Model Bofors wz. 34/36Kaliber 120 mm :

Długość działa wraz z zamkiem 6390 mm
Długość lufy 6000 mm
Długość gwintowania 4940 mm
Długość komory ładunkowej 1071
Liczba gwintów 36
Pochylenie gwintu 45/30 kal.
Głębokość bruzdy 1,5
Zamek klinowy poziomy
Długość odrzutu 600mm
Ładowanie ręczne
Kąt ostrzału od -10° do +30°
Szybkostrzelność 9 strzałów na minutę
Masa lufy działa z zamkiem (poj.) 4115 kg
Masa podstawy działa (poj.) 4635 kg
Masa osłony przeciwodłamkowej grubości 7mm (poj.) - 1550 kg
Długość pocisku zespolonego 496 mm
Masa pocisku zapalającego 17,2 kg
Masa pocisku burzącego 22,7 kg
Masa pocisku przeciwpancernego 24 kg
Prędkość wylotowa 900 m/s
Zasięg poziomy przy kącie 30° 13900 m

4 działa 40mm Model Bofors L-60 wz.36:

Kaliber 40 mm
Długość lufy gwintowanej 2400 mm
Pochylenie gwintu 45/30 kal.
Zamek klinowy poziomy
Długość odrzutu 200mm
Masa lufy działa 220 kg
Masa całkowita działa 3500 kg
Kąt ostrzału w poziomie 360°
Kąt ostrzału w pionie od -10° do +90°
Szybkostrzelność 120 strzałów na minutę
Masa pocisku 0,955 kg
Prędkość wylotowa 900 m/s
Zasięg poziomy 6790 m
Zasięg pionowy 4300 m

4 n.k.m 13,2mm Model Hotchkiss wz.30:

Kaliber 13,2 mm
Długość całkowita 1990 mm
Długość lufy 1000 mm
Masa lufy 19,5 kg
Masa pojedynczego n.k.m-u 42,5 kg
Masa n.k.m wraz z podstawą 350 kg
morską wz.R4SM
Kąt ostrzału w poziomie 360°
Kąt ostrzału w pionie od -5° do +85°
Szybkostrzelność 450 strzałów na minutę
Masa pocisku 0,118 kg
Prędkość wylotowa 800 m/s
Zasięg poziomy 6500 m
Zasięg pionowy 3000 m

600 min morskich Model wz.08/39 mina kontaktowo-kotwicznych:

Masa całkowita 600 kg
Masa ładunku wybuchowego 110 kg
Masa kadłuba miny 274 kg
Masa kotwicy z minliną 110 metrów 318 kg
Długość 1290+30 mm
Wysokość 1040+20 mm
Szerokość 905+25 mm

Model wz. SM-5 mina kontaktowo-kotwiczna

Masa całkowita 1108 kg
Masa ładunku wybuchowego 220 kg
Masa kadłuba miny 210 kg
Masa kotwicy z minliną 200 metrów 660 kg
Wysokość wraz z kotwicą 1510 mm
Średnica 1040 mm

 


--------------------------------------------------

Literatura

Mariusz Borowiak "Mała flota bez mitów"
Marisz Borowiak "ORP Gryf - największy okręt II Rzeczypospolitej"
Zdzisław Golanek "Stawiacz min ORP Gryf"
Jerzy Lipiński "Druga wojna światowa na morzu"
Edmund Kosiarz "Obrona Helu w 1939"
Edmund Kosiarz "Druga wojna światowa na Bałtyku"
Edmund Kosiarz "Salwy nad zatoką"
Edmund Kosiarz "Flota Białego Orła"
Zbigniew Kowalski "Na Mazurze i Wichrze"
Stanisław Mielczarek "Ostatnie dni Gryfa"
Stanisław Mieszkowski "ORP Gryf"
Jerzy Pertek "Wielki dni małej floty"
Jerzy Pertek "Mała flota wielka duchem"
Stanisław M.Piaskowski "Okręty Rzeczpospolitej Polskiej 1920-1946"
Edward Przewoźniak "ORP Gryf w działaniach wojennych 1939 roku"
Antoni Seroka "32 dni obrony Helu"
Stefan de Walden "Ostatnie dni Wichra"
podziękowania za cenne informacje Witolda Podoskiego i Marka Twardowskiego.

 

<<< Poprzedni Artykuły Nastepny >>>