ARCHIWUM KRÓLICZEGO BLOGA
W archiwum bloga znajdują się kopie moich notek pisanych na stronie
http://kroliki.blog.pl od 26.12.2002 r. do 01.04.2005 r., czyli do ostatniego wpisu przed likwidacją właściwego
Króliczego Bloga. Tak, tak - to nie "Prima Aprylis" - decyzję o likwidacji bloga podjęłam już jakiś czas temu.
Przyczyny były dwie: brak czasu na prowadzenie dwóch króliczych stron, oraz brak kultury niektórych osób komentujących i
wpisujących się do Księgi Gości. Niestety, takie "kwiatki" w postaci wulgarnych komentarzy, wymagają ciągłej
czujności i wielu interwencji ze strony prowadzącego stronę, a przecież nie po to się ją tworzy,
aby potem mieć kłopoty i dodatkową, niepotrzebną pracę. Dla wszystkich wiernych czytelników Króliczego Bloga mam
jednak i wesołą wiadomość - kolejne wpisy w postaci "dziennika" będą się pojawiały... ale już na samej Króliczej Stronie,
w tymże temacie, bez możliwości komentowania. Zapraszam więc do dalszego uczestniczenia w życiu zakróliczonej
rodziny, a jeśli ktoś ma ochotę wypowiedzieć się na temat którejś z notek, proszę o maila klikając tutaj:
| 12.2002 | 01.2003 | 02.2003 | 03.2003 | 04.2003 | 05.2003 |
| 06.2003 | 07.2003 | 08.2003 | 09.2003 | 10.2003 | 11.2003 |
| 12.2003 | 01.2004 | 02.2004 | 04.2004 | 05.2004 | 07.2004 |
| 09.2004 | 10.2004 | 11.2004 | 12.2004 | 01.2005 | 02.2005 |
| 04.2005 | 06.2005 | 08.2005 | 12.2005 | 09.2006 |
12.2002
WITAM!!
... wszystkich bardzo serdecznie, od dziś po ciężkich "bojach" z edycją i ustawieniami, rusza PIERWSZY
KRÓLICZY BLOG :) Będę w nim zamieszczać, jak sam tytuł strony sugeruje, wszelkie informacje i opowieści
dotyczące KRÓLICZKÓW, zaczerpnięte z moich codziennych doświadczeń. Osobom nie znajacym nas wcześniej,
pragnę siebie i moją "uszatą gromadkę" przedstawić: głównymi bohaterami bloga będą cztery domowe króliczki:
Toffik, Funiek, Rysiulka i Misiek (ich podobizny widnieją po lewej, na stronie głównej), których poczynania
uwieczniać w formie "dziennika" będę ja - Ziabak (Monika). O historii czwóreczki tutaj rozpisywać się nie ma
potrzeby, gdyż to wszystko jest już zamieszczone na działającej od roku KRÓLICZEJ STRONIE (link również po
lewej...). Zachęcam wszystkich zaciekawionych do poczytania i pooglądania galerii fotek - to w ramach wstępu
i zapoznania się z króliczkami :)... no i oczywiście cieszyć nas będzie jeśli każdy z wpisów zaobfituje w
niezliczoną ilość komentarzy - również zachęcam! Życzę wszystkim miłej lektury, a z uwagi na to, iż jestem
laikiem jeszcze w prowadzeniu bloga, potrzebne mi będą Wasze uwagi i sugestie zamieszczone np. w postaci
wpisu do KSIĘGI GOŚCI KRÓLICZEGO BLOGA. Pozdrawiam!
2002-12-26 12:47:52
Rysieńka...
... od sobotniej sterylizacji juz prawie całkowicie wydobrzała. Przynajmniej patrząc na jej zachowanie nic
a nic nie wskazuje na to, aby była obolała i gdyby nie żółty kubraczek, w którym wygląda jak "serdelek",
nigdy byście nie powiedzieli, że miała zabieg. Cieszy mnie to ogromnie, bo prawdę mówiąc bałam się tej
sterylizacji okropnie - teraz jednak coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że jest i będzie wszystko
w porządku... no i oczywiście nie pojawią się już ciąże urojone :) Mam nadzieję, że to była dobra decyzja i
zaowocuje większym spokojem króliczki oraz pomoże w zaprzyjaźnieniu jej z Miśkiem. Dziś nawet troszkę ją
wypuściłam z klatki, biegała i cieszyła się wyraźnie, ale trwało to krótko bo obawiam się jeszcze o jej szwy.
W międzyczasie posprzątałam klatkę gruntownie - to wypuszczenie było specjalnie w celu porządkowym, bo jak
jest w swoim "królestwie" to tylko kuwetę pozwala wymienić i podać jedzonko ;)) Jeszcze kilka dni i zdejmiemy
kubraczek :)) Wtedy to będzie radość... Apetyt ma taki jakby nie jadła z tydzień - pochłania niesamowite
ilosci siana - dokładam porcje kilka razy dziennie i znikają szybciutko. Toffik i Funiek razem tyle nie
zjadają... Ogólnie jestem już całkiem o nią spokojna - rekonwalescencja przebiega bardzo pozytywnie i
raczej juz nic nieprzewidzianego nie powinno się wydarzyć. Jutro może pobiega nieco dłużej...
2002-12-26 21:33:52
Co kryje Misiek w futrze...
Jakiś czas temu rozpoczęłam wyczesywanie Miśka. Z tego co powiedziała mi jego była właścicielka, (Miś jest
ze mną od października), on nie był w zasadzie nigdy czesany... bo nie lubił (!) Ja wiem, że nie dla
wszystkich zwierząt czesanie to przyjemność... ale fakt "nie lubienia" nie może być powodem do zaniechania
systematycznego czesania futrzaka. Nie jest to faktycznie proste, ponieważ królik jest duży i silny... i
niestety pokazuje swoje niezadowolenie nawet nas podgryzając, jednak nie zaprzestaję przyzwyczajania go do
szczotki. Wczoraj wieczorem odkryłam na skórze jego grzbietu coś co mnie mocno zaniepokoiło - jeszcze nie
potrafię do końca tego sprecyzować, ale ogólnie da się wyczuć taka jakby narośl... może to zbita sierść...
lub też jakiś guz na skórze :( To dopiero ujawniło się po wyczesaniu dużej ilości zbędnej, martwej sierści...
Na razie mogę z całą pewnością stwierdzić, że dotykanie i masowanie tego miejsca nie sprawia mu żadnego bólu.
Jeszcze jedno przypuszczenie nasuwa mi się na myśl: może to być również zgrubienie po iniekcji... ale żadnej
pewności nie mam i przy najbliższej wizycie u weterynarza poruszyć będę musiała ten temat.
W poniedziałek prawdopodobnie idę z Rysieńką na kontrol i ewentulane pozbycie się resztek szwów (resztek
ponieważ miała rozpuszczalne...), no i nareszcie króliczka pozbędzie się, już chyba na stałe, żółtego
kubraczka ;) Chyba pstryknę jej wcześniej fotkę, będzie edukacyjna - jak to wyglada królik w ubranku
zabezpieczającym gojące się ranki przed lizaniem i drapaniem...
2002-12-27 19:34:42
Odkurzacz
... jak co sobotę, podczas odkurzania miałam ubaw, ponieważ Misiek wcale nie boi się odkurzacza. Na moje
oko to traktuje go trochę jak nieproszonego gościa i usiłuje najpierw przestraszyć i delikatnie wyprosić
ze swojego terenu (tu na myśli mam głównie przedpokój, gdzie królik ma swoje miski i sianko), potem po
nieuzyskaniu oczekiwanego efektu, nieco bardziej poddenerwowany usiłuje ugryźć w czułe miejsca (a kto to
wie gdzie odkurzacz ma czułe miejsca ;))), no a na koniec niestety sam bierze nogi za pas - ale nie ze
strachu - raczej dochodzi do wniosku, że z takim głąbem nie da się dojść do porozumienia ;)) i nie zniża
się dłużej do poziomu nierozumnej maszyny... śmiesznie to wszystko razem wygląda - żałujcie Ci, którzy nie
macie zwierzaczków. Toffik też co prawda nie boi się odkurzacza, ale jego kontakty ograniczają się do
obwąchania ze wszystkich stron, natomiast reszta uszatej gromady woli się nie spoufalać... Aha - coś mi
się jeszcze przypomniało - Misiek kiedyś tak się ustawiał (celowo!!), żeby znaleźć się za odkurzaczem...
od strony wywiewnej - siadał i się wentylował - pierwszy raz coś takiego widziałam w jego wykonaniu, bo
raczej zwierzęta nie lubią takiego pędu powietrza... a te rozwiane uszy... ha ha :))
2002-12-28 15:39:18
...
Misiek leży na boku, wyciąga tylne łapki i liże przednią... sama rozkosz... chyba pójdę w jego ślady... ;))
2002-12-29 22:32:03
Kubraczek i tańce ;)
Dziś po raz drugi Rysieńce odpioł się kubrak - na szczęscie tylko w jednym miejscu... Wczoraj jeszcze
pozwoliła go sobie zapiąć... ale teraz - nic z tego ;) Warczy jak pies - nie da ruszyć. Chyba już tak
zostawię - wieczorem idziemy do weta i prawdopodobnie będzie miała już zdjęty na stałe.
Misiek przywitał mnie rano takim tańcem jak nigdy wcześniej... dlaczego? Dobre pytanie - po prostu wstałam
później niż zwykle (odsypiam sobie bo wolne dni :)) i tym samym nieco czas podania śniadania się przesunął.
Pewnie już myślał, że "michy" nie będzie i tak mile zaskoczony się radował jak "dzieciak" :) Fajny widok,
tylko uszy fruwały jak podskakiwał - a ponieważ to nadal tłuścioszek, to być może i sąsiedzi pod nami
odczuli jakieś delikatne wstrząsy... dobrze że to nie była jeszcze pora obiadowa, bo tynk w zupie nie
należy do przyjemności ;))
2002-12-30 13:45:45
... już po :))
Jesteśmy już po kontroli u weterynarza, Rysieńka pozbyła się kubraczka i szczątków nici... Ranka zagoiła
się tak genialnie, że aż się zdwiwiłam - prawie nic nie widać! Jak mała będzie grzeczniutka i nie za bardzo
ogarnie ją chęć lizania to kubraczka już nie będzie.
Miś był z nami i ten tajemniczy guz na jego grzbiecie okazał się być strupem po iniekcji... tak jak
przypuszczałam w jednej z wersji moich przemyśleń - czyli nie ma się czym martwić, za jakiś czas powinien
zejść sam.
Wszyscy zdrowiutcy, więc i szczęsliwi :)) Ale było ludzi w klinice... czekaliśmy na naszą kolej ponad
godzinę...
2002-12-30 21:18:51
jeszcze o wczorajszej wizycie u weta...
... tak sobie pomyślałam, że napiszę coś jeszcze. Jak wspominałam, wczoraj było dość dużo ludzi w klinice,
między innymi króliczków kilka również... i tak czekajac na swoją kolej patrzyłam na pewnego biedaka
(króliczka mam na myśli...), który został przyniesiony bez żadnej klateczki transportowej, a tylko na
rękach. Tak się biedak stresował, że aż żal było... to takie delikatne zwierzaczki, w klatce byłoby mu
raźniej... a te rzeczy wcale nie są takie drogie - nie noście króliczków do weterynarza na rękach. One za
mocno to przeżywają - nie dosyć, że tak inna sytuacja, to jeszcze tyle zapachów... tyle ludzi i innych
zwierząt wokół - po co stwarzać mu dodatkowe powody do stresów? Naprawdę - tak się ten biedak trząsł... a
potem zastygł w bezruchu trzymany na rękach z szeroko otwartymi oczami... straszny widok.
2002-12-31 14:28:02
skocz do góry
01.2003
noc sylwestrowa
... jak wiadomo obfitowała we wszelkiego rodzaju wystrzały i wybuchy, więc moje zwierzaczki (i wszystkie
inne...) niestety nie przeżyły jej tak radośnie jak ludzie. Ja mieszkam na 3 piętrze i odgłosy były dość
wyraźne, na szczęście nie trwały w moich okolicach zbyt długo. Najwięcej spokoju i opanowania wykazywał
(jak zwykle w każdej stresującej sytuacji) Misiek - on tylko kilka razy się wzdrygnął na dźwięk wystrzału
petardy, ale ogólnie to leżał spokojnie na środku dywanu. Natomiast Toffik i Funiek są bardziej nerwowi i
płochliwi - niejednokrotnie zrywały się na równe nogi, gotowi do ucieczki w najciemniejszy kąt pokoju...
Rysieńka raczej nie miała odruchów ucieczki, tylko po niespokojnym oddechu oraz czujnych oczkach i uszkach
widać było zdenerwowanie. Ale to wszystko było wczoraj, w okolicach północy, więc do dziś wszystkie negatywne
emocje u maluchów "wyparowały" i jak co dzień zajmują się spokojnie swoimi sprawami :))
Powiem szczerze, że ja sama nie przepadam za tymi głośnymi atrakcjami - szczególnie w wykonaniu podwórkowych
amatorów...
2003-01-01 19:48:15
Gościnny Miś ;)
Wiecie że mam bardzo towarzyskiego królika? Misiek zachowuje się zupełnie odmiennie niż reszta gromady.
Ryśka, Toffik i Funiek nie maja zaufania do obcych osób... a on - lgnie do nich w nadziei na głaskanki i
przytulanki. Taki jest łobuziak, że jak się nim nikt przez dłuższą chwilę nie interesuje to nawet próbuje
podgryzać, żeby zwrócić na siebie uwagę... odważniacha :) Może to dlatego, że jest najstarszy... i
najwiekszy... i czuje się pewniej, bo goście wchodzą w końcu bezpośrednio do jego klatki ;)))
2003-01-02 23:38:21
coś mi Rysieńka choruje... :(
No właśnie... w niedzielę rano bardzo źle się czuła... zastałam ją leżącą w kuwecie, wyciągniętą z
wyraźnymi dreszczami. Nie cieszyła się na mój widok, nie wyszła z klatki na poranne bieganie... więc mój
niepokój wzmagał się z minuty na minutę. Po jakimś czasie moich obserwacji wygrzebała się z kuwety i nawet
wyszła na zewnątrz. Chwilkę pobiegała i już myślałam, że to tylko może jakieś takie Rysieńkowe "foszki"...
lecz mała wróciła z powrotem leżeć w kuwecie. Dreszcze pojawiły się znów i w tym momencie już byłam pewna,
że coś jej jest...
Pojechaliśmy oczywiście do kliniki, pani dr była tak miła, że po moim telefonie umówiła się z nami mimo iż
był to jej wolny dzień. Rysieńka została bardzo dokładnie zbadana, łącznie z prześwietleniem ale nic się nie
wyjaśniło. Na komplikacje po zabiegu było już stanowczo zbyt późno, ponieważ wszystko zdążyło się zagoić w
czasie dwóch tygodni... a rentgen żadnych nieprawidłowości nie wykazał. Do tej pory nie wiemy co też jej
się stało i skąd takie ataki? W tej chwili nie wykazuje żadnych objawów choroby, normalnie je, pije...
kupki i siuśki są również. Nic nie wskazuje również na to, żeby cokolwiek ją bolało - przygotowała nam
niezłą zagadkę... Cokolwiek by to nie było - mam nadzieję, że już się nie powtórzy. A może ktoś z Was
spotkał się z podobnym przypadkiem?
2003-01-06 22:42:25
... o wszystkim po trochu
Najpierw o Rysieńce - otóż wydarzenia z niedzielnego poranka się już na szczęście nie powtórzyły ani razu,
wszystko jest w jak najlepszym porządku i nic nie wskazuje na chorobę. Oczywiście o sterylizacji już prawie
wszyscy zapomnieliśmy, jeszcze tylko jak czasem się mała położy na boczku, to widać nie do końca odrośnięte
futerko i to jedyny fakt przypominający zabieg... Jeśli chodzi o jej zachowanie, to w ostatnich dniach
powróciła całkowicie do starych przyzwyczajeń i rytuałów, a mianowicie: znów kopie "norki" w narzutce na
materacu... znów robi tradycyjne rundki po pokoju i materacu w podskokach... znów zaczepia nas trącając
noskiem i kładzie się do głaskania wyciągnięta do granic możliwości :)) Jeszcze tylko nie wiemy czy nieco
złagodnieje jej stosunek do Miśka... ale o tym dopiero za jakieś dwa miesiące... Aha - zapomniałabym o tym,
w co samej mi trudno uwierzyć - Ryśka przestała niemal całkowicie bobkować swój teren (robiła to wokół
kuwety zewnętrznej i przy klatce chłopaków bardzo intensywnie)!! Czy to już skutek pozbawienia jej hormonów
trudno mi orzec, ale podoba mi się taki stan...
Wczoraj wieczorem króliki po raz pierwszy w życiu dostały na ząb troszkę płatków kukurydzianych - bardzo
im smakowały :) Najlepsze jednak były miny w trakcie kosztowania - wyraźnie nęcił je zapaszek, jednak
podchodziły do nowego smakołyku z ogromną ostrożnością (jak to one potrafią...). Ponieważ te płatki są
mocno chrupiące, to wydawało się patrząc na króliki, iż są niemal zaskoczone efektami w buźkach ;)) ...a
może smakiem? W każdym razie ogólnie zadowoliłam je taką niespodzianką kulinarną i raz na jakiś czas dostaną
coś nietypowego dla urozmaicenia wrażeń smakowych :)
No i na koniec troszkę smutniej: Funio, tym razem, coś mi pokichuje i pokasłuje. On jest taki chorowitek,
więc nawet jeśli nie ma żadnych warunków sprzyjających rozwojowi choroby, to zdarza mu się coś złapać...
nie wiadomo skąd. Dostaje Bactrim od wczoraj i zdaje się, że pomaga bo już dziś nie słyszałam żadnych
kichnięć.
2003-01-09 19:57:51
i po kaszelku :)
... no właśnie - już kończymy jutro z podawaniem bactrimu Fuńkowi, jak w temacie - jest po kaszelku, tak
że pomogło. Myślę, że udało mi się w porę wykryć początki przeziębienia i szybko zareagowałam, dzięki
czemu wyleczyło się nie rozwijając w nic poważniejszego.
Właśnie zerkam sobie na Miśka, który w przedpokoju ma swoją jadalnię. Bardzo śmiesznie traktuje miskę z
żarciem - a wygląda to mniej więcej tak: siada przed nią szykując się do jedzenia i zawsze, bez względu na
odległość między pyszczkiem a michą, zanim zaczyna konsumpcję, przysuwa naczynie do siebie chwytając je
w ząbki. To taki rytuał Miśkowy :) U pozostałej trójki nie zauważyłam nic podobnego, więc to raczej swoiste
upodobanie jednostki. To bardzo ciekawe - obserwując zachowania zwierząt często zauważam takie reakcje,
które wyraźnie nie są jedynie instynktowne, a wręcz świadczą o tym, że zwierzak musi sobie coś tam
przemyśleć i wymyśleć... ehh... gdyby one mogły pogadać z człowiekiem ;))
2003-01-12 21:10:10
no nareszcie :))
... po tygodniu chyba dopiero udało mi się otworzyć mojego bloga... chyba była jakaś awaria... mam nadzieję,
że nie będzie takich przerw często i nie ucierpi przez to ciągłość informacji o mojej czwóreczce.
U królików wszystko w jak najlepszym porządku - żadnych już niespodzianek z katarkami i kaszelkami nie ma.
Zastanawia mnie Rysieńka - od czasu wydobrzenia po sterylizacji wydaje mi się być nieco bardziej
niecierpliwa... objawia się to tak, że rano dużo bardziej się domaga wypuszczenia z klatki gryząc pręty -
dziwi i niepokoi mnie to, ponieważ wcześniej takich rzeczy nie robiła... to tylko chłopcy mieli tendencję
do koncertowania ;) Muszę przeanalizować co też ją skłania do takiej niecierpliwości... najlepszym
rozwiązaniem byłoby nie zamykanie jej w klatce wcale - tak jak Miśka, tyle że ona jest teraz w pokoju razem
z chłopakami i muszą niestety biegać na zmianę... jeszcze miesiąc i rozpocznę zaprzyjaźnianie jej z Miśkiem
od początku - jeśli wszystko będzie się układało pozytywnie - na co ogromnie liczę... - to Rysieńka będzie
mieszkała w jednym pokoju z Misiem a chłopaki w drugim :)) Taki idealny układ mi się marzy... zobaczymy jak
to wyjdzie.
Chciałam jeszcze wszystkim oznajmić, że Ryśkowe nóżki już zarosły sierścią :)) (dla nie wtajemniczonych
przypominam krótko o co chodziło: otóż ona wydepilowała sobie w pewnym momencie obie podeszwy skoków i
wylizywała je bardzo mocno nie pozwalając tym samym odrosnąć sierści... to było najprawdopodobnie spowodowane
moim nieśwadomym błędem, a mianowicie zastosowałam w kuwecie koci, drewniany żwirek - i on podrażnił jej
stopy... po prostu jest za twardy dla rexa o tak wrażliwej skórze i tak delikatnej sierści). Śmiem
przypuszczać, iż ciągłe wyrywanie sierści i wylizywanie nóg trwające ponad rok było również spowodowane
frustracją wynikającą z burzy hormonów samiczki nie mogącej zrealizować swoich matczynych instynktów...
po sterylizacji jak na razie jest genialnie - żadnych niemal śladów ranek :))
... i jeszcze jedna nowość: jak już pisałam w którymś z poprzednich wpisów, postanowiłam podawać co jakiś
czas królikom coś, czego nigdy wcześniej nie jadły - w ramach smakołyku (w granicach rozsądko oczywiście -
tylko pokarmy dla królika właściwe...). Kilka dni temu poczęstowałam je łuskanymi nasionami dyni - zjadły,
myślę że ze smakiem - bez ociągania :)... wszystkie poza Toffikiem... chyba mu dyńka nie podchodzi ;)) a
może nie miał nastroju na smakowanie nowości... spróbuję jeszcze przy każdym podawaniu reszcie królikom -
może się kiedyś skusi...
2003-01-19 17:27:12
beztroska...
... Misiek lubi się czasem przytulić... sam z własnej woli wskakuje do Jacka na narożnik, i tak sobie
razem leżą. Właśnie zerkam jak im dobrze. Misiek nadstawia główkę a Jacek go głaszcze - bardzo sympatyczny
widok... i co też myśli sobie wtedy królik?
... zrobiłam serię fotek, właśnie w tej chwili skończyłam film - będą niebawem na stronie nowości :)
ha... a jaki Misio jest grzeczniutki - siada pod narożnikiem i czeka chwilę na zaproszenie. Tak się patrzy
z zadartą główką i tymi swoimi długaśnymi uszkami jak sierotka ;)) Nie sposób nie zaprosić... zauważyłam że
samczyki są jednak delikatniejsze od samiczek - takie ostrożniutkie. Rysieńka to się nie "pyta" - włazi na
głowę z "kopytami" i niech jej ktoś przeszkodzi... ho ho! Ma temperament... ale wszystkie oczywiście
posiadają nieodparty urok.
Cudne są króliki - żałujcie wszyscy, którzy nie macie możliwości obcowania z tymi zwierzakami... idę
dołączyć do "ekipy narożnikowej" ;))
2003-01-22 22:26:35
kiełki...
Maluchy dziś dostały kiełki słonecznika - oczywiście po troszeczku - bo to po raz pierwszy. Jak do
wszelkich nowości kulinarnych tak i do kiełków króliki podchodzą bardzo ostrożnie... taki ogromny dystans
cechuje te zwierzaczki. Jedynie Misiek zjadł w kilka minut po podaniu - jemu wszystko smakuje :) natomiast
Toffik, Funiek i Ryśka na razie nie ruszyły... jeśli się jednak przekonają i dobrze przyswoją - to będzie
to kolejny dodatek do codziennej diety moich królików. Takie malutkie kiełki to, wydaje mi się, nie powinny
zawierać jakiejś chemii... w końcu niewiele im potrzeba do tego aby puścić dwa listeczki ;)
Dziś rano wchodząc do pokoju przeżyłam lekki szok spowodowany tym co ukazało się moim oczom... otóż:
paprotka stojąca na dość wysokiej witrynce zmieniła samoistnie swą lokalizację... spadła na podłogę :(...
przeważył ją ciężar liści i gdy ziemia nieco przeschła stając się tym samym lżejszą - doniczka z całą
zawartością wylądowała na podłodze... żeby było ciekawiej - na paprotce (dość pokaźny zwój liści ;))
siedział sobie Misiek... i o dziwo - nic nie zjadł. Przynajmniej ja oglądając roślinę nie zauważyłam
żadnych ubytków, czy też jakichkolwiek chęci spróbowania takiej "egzotycznej zieleninki" w zachowaniu
królika. Na początku się przestraszyłam widząc taki obrazek, ale teraz jest już wieczór - Miśkowi nic nie
dolega, więc raczej na pewno nie jadł paprotki. Swoją drogą... to ciekawe czemu? On jest taki żarłok, że
aż dziwne... widać parpotki nie smaczne - nawet dla królika - łakomczucha ;)
Jest i pozytywny akcent tego wydażenia - paprotka dostała nową doniczkę - większą i cięższą - teraz nic
jej nie przeważy... może rosnąć do woli.
2003-01-24 22:17:19
... kiełki 2 ;)
... no i dały się namówić na spróbowanie :) Mało tego - posmakowało im to nowe danie i dziś już zjadają z
przyjemnością. Czyli ta zielona drobnica zostanie wprowadzona na stałe do jadłospisu "czwóreczki" - niech
im idzie na zdrówko :)
Miś już tak się przyzwyczaił do tych Jackowych zaprosin na narożnik, że jak przychodzą wieczorne godziny,
podbiega do niego - patrzy i czeka. Jacek mówi "chodź"... i królik natychmiast wskakuje. Po pieszczotach
dostaje jakiś smakołyk - ostatnio na "topie" są pestki z dyni :)
2003-01-25 21:58:20
... co ten Misiek dziś wyprawia... ;)
No właśnie - jakiś diabełek w niego wstąpił od rana... Zawsze emanował takim spokojem i statecznością a
dziś - uprawia takie psoty, że aż nie mogę się nadziwić.
W przedpokoju stoi aluminiowa drabinka remontowa (... my jeszcze w dalszym ciągu dopracowujemy mieszkanko,
więc wiecznie jakieś tego typu akcesoria się walają po kątach...), między nią a ścianą zalegają dwa pudła
kartonowe... puste... i właśnie do tego kąta Misiek się dziś przypiął ;) Zaczęło się od tego, że leżąc
jeszcze w pościeli, usłyszałam jakieś niepokojące drapania w ścianę przedpokoju (tam jest boazeria więc
głośne to było...). Poszłam sprawdzić co też on kombinuje i moim oczom ukazał się taki widok: Miś wćiśnięty
pod pudełka, między drabiną a ścianą usiłuje się wydostać - ale nie tą drogą którą wszedł, tylko zupełnie
przeciwną stroną. Nie wziął tylko pod uwagę, że szpara w tym miejscu jest nieco za wąska na takie "ciałko"
i chciał ją ewidentnie powiększyć wydrapując sobie dziurę w ścianie ;)) Wyprowadziłam go z błędu wskazując
odpowiednią drogę ewakuacji... ale po chwili znów się tam wpasował... Tak się tam wiercił, że poruszał w
niebezpieczny sposób całą konstrukcją z drabiną na czele i doszłam do wniosku że mu te pudła wyjmę. Drabina
z aluminium - lekka, więc mogła się po prostu na niego zwalić... Wyciągnęłam pudła na śrdek przedpokoju i
Misiek po raz pierwszy odkąd u nas mieszka zajął się obrabianiem kartonu :) Trochę pogryzł, poskakał po
tych pudłach - taki niecodzienny to był widok, bo on zwykle nie jest zaiteresowany tego typu rozrywkami.
Teraz już się zmęczył i poszedł spać... ale ranek mieliśmy rozrywkowy - co też go skłoniło do grzebania w
pudłach stojących tam od ponad tygodnia - nie wiem... widać i królikom odbija czasami taka zwykła
"głupawka" ;)))
2003-01-29 11:19:06
linienie
Miś tak mi linieje od kilku dni, że nie można z tą jego sierścią dojść do ładu... wiszą mu po bokach takie
"falbanki"... których oczywiście nie pozwala za bardzo powyciągać... i wygląda jak siedem nieszczęść.
Dopiero jak się go na siłę wyczesze to nieco tych kłaczków mniej. Jacek go "obiera" podczas głaskania -
to takie udawanie, że pieszczoty ;)) - ale przy gęstości miśkowej sierści rezultaty są niemal niezauważalne.
Miśka najtrudniej jest czesać z całej czwórki... reszta też co prawda nie przepada za taką toaletą, ale jest
przyzwyczajona i nie protestuje w tak intensywny sposób... no i jeszcze do tego dochodzi fakt, iż Miś jest
dość dużym i silnym królikiem, więc utrzymać go to nielada wyczyn ;)
ehh... mimo wszystko - czesać trzeba koniecznie... nie tylko ze względów estetycznych ale i zdrowotnych :)
2003-01-30 10:59:31
futrzak... ;)
Wyczesałam Miśka... tak porządnie jak tylko potrafię - a i tak jeszcze sierść sterczy miejscami... Oczywiście
sam futrzak zadowolony z tego powodu nie był ani trochę... a nawet bardzo się złościł. Okazywał swoje
niezadowolenie w bardzo wyraźny i charakterystyczny dla siebie sposób. Gdy robił to po raz pierwszy, a my
nie wiedzieliśmy do czego jest zdolny gdy zły, uszczerbku doznał Jacek... który go trzymał na kolanach. No
ale do rzeczy: chodzi o to, że Miś jak się denerwuje to... gryzie to co ma właśnie pod pyszczkiem. Nie
wyrywa się, nie próbuje uciekać... no może troszeczkę... ale właśnie gryzie. Jeśli trzyma się go w czasie
jakiegokolwiek zabiegu na kolanach - to niestety ugryzie w kolana... i to właśnie podczas pierwszego czesania
spotkało Jacka ;) Dziś - ja nauczona przykrym doświadczeniem, zanim Miśka posadziłam sobie na kolana -
rozłożyłam dość grubą warstwę różnych rzeczy... w tym kilkakrotnie złożone, królicze prześcieradło. To w
jaki sposób Miś znęcał się nad owym prześcieradłem można byłoby nagrać na wideo i stworzyć film szkoleniowy
ukazujący możliwości królika ;)) Czesanie dziś trwało troszkę bo było co wyczesywać i po kilkunastu minutach
Misiek się wyluzował nawet... pozwolił poczesać boczki :) więc twierdzę, iż przyzwyczai się do tego zabiegu z
czasem. Przy okazji popatrzyłam na strupek, który już dość długo nie schodzi (w którymś z poprzednich wpisów
jest na ten temat) i widzę, że wykrusza się po malutku - niedługo nie będzie śladu :)
... i jeszcze na koniec przykra historia - podczas odkurzania znalazłam Miśkowy pazurek :( Złamał pazurek...
cały. Nie wiem jednak nawet który, bo już po tym czesaniu nie chciałam go ponownie maltretować oglądaniem...
ale tak obserwuję i nie widzę żeby mu to jakoś doskwierało. Mam nadzieję że po prostu odrośnie i tyle...
Kiedyś zdażyła się podobna przygoda Fuńkowi - nie było żadnych komplikacji, więc i teraz zapewne nie będzie...
2003-01-31 16:57:53
skocz do góry
02.2003
...będą nowości !!!
Mam całą serię nowych fotek :) Między innymi te z serii leżakowania na narożniku - świetnie wyszły...
zaraz zabieram się za obróbkę i niebawem wstawię na stronę do galerii poszczególnych królików. Misiek to
jednak komicznie wychodzi na fotkach... ha ha - patrząc na nie nie sposób się powstrzymać od uśmiechu...
... kilka godzin później
Już są, już są!! Zapraszam do miśkowej galerii - kilkanaście nowych fotek czeka na oglądających :))
2003-02-01 17:00:32
... z królikiem pod łóżkiem ;)
... kupiliśmy wreszcie stelaż pod materac i... Rysieńka będzie miała już niebawem więcej miejsca :) Po
złożeniu stelaża - łóżka na antersoli - pod nim będzie miejsce wygospodarowane z myślą o królikach.
Przestrzeń wielkości 200x140 cm - oczywiście dopuki Rysieńka nie zaprzyjaźni się z Miśkiem... bo jak już
wspominałam celem moim jest nie zamykanie królików wcale... Potem - gdy próby zaprzyjaźniania odniosą już
oczekiwane rezultaty - miejsce pod łóżkiem prawdopodobnie dostanie się Toffikowi i Fuńkowi... ale to się
jeszcze okaże :) Na razie stelaż jeszcze w paczkach - musieliśmy skrócić nieco nogi aby dostosować wysokość
do takiej jaka nam odpowiada... jutro będziemy składać - no i pierwsza noc "na wysokości" przed nami ;))...
Z tymi paczkami to jak na razie Miś ma niezłą zabawę - skacze po nich, biega... podgryza sobie... wszystko
to leży na środku pokoju - ze względu na gabaryty nie należące do najmniejszych...
Coś trafiłam ostatnio na bardzo kiepskie siano, króliki nie chcą go jeść :(( Nie było niestety w okolicznych
sklepach nic lepszego, kupiłam kilka różnych paczek - ale nic z tego... patrzcie - jak to ważna jest jakość
siana. Królik nie da się zbyć byle czym... kiepskiego gatunkowo nie zje, więc jeśli macie problem typu "mój
królik nie chce jeść siana..." to wypróbujcie kilka różnych rodzai - różnych firm... może to właśnie kwestia
jakości? Moje króliki gustują w sianie o grubych liściach traw, nie może być słomowate bo nie ruszą
zupełnie... lubią jak wśród traw są jeszcze inne rośliny - w dobrym sianie to widać przez opakowanie - jeśli
ładnie pachnie i jest przez to nęcące :) A teraz właśnie wszędzie trafiam na takie słomowate :((... ehh...
jakby tak mieć własne łąki...
2003-02-05 00:12:21
kojec
Rysieńka dziś już zapoznała się z nowym domkiem - kojec jest urządzony :) Jest taki wielki, że jak patrzę
taraz na tą klatkę... to aż strach... a wcale nie jest najmniejsza... W kojcu Ryśka ma kuwetkę, oczywiście
miseczki, paśnik i wstawiłam też jedną z klatek transportowych... może będzie chciała tam sobie wchodzić.
Na podłodze jej położyłam narzutkę z materaca, którą tak lubi tarmosić. Patrzyłam na nią długo jak sobie
ogląda wszystko - sprawdzała czy granulat właściwy, sianko smaczne... woda też... chodziła sobie to tu to
tam i wąchała nowe miejsce - śmiesznie to wygląda jak tak sobie królik sprawdza :))
Dziś będzie już tam nocować, mam nadzieję że wszystko jej się spodoba i szybko przyzwyczai się do tego
lokum :)
2003-02-08 22:19:19
pierwsza noc Rysieńki w kojcu...
... minęła bardzo pozytywnie - nie było żadnych buntów i gryzienia kratek, natomiast nad ranem nieco
przemeblowała sobie ustawienie akcesorii klatkowych - a mianowicie wyjechała z kuwetką na drugi koniec
kojca ;) i wyciągnęła kocyk z klatki transportowej. Znaczy - zaczyna się urządzać ;) Słyszałam przez sen
jak sobie "kopie norki" w narzutce z materaca - czyli wszystko wróciło do normy i samopoczucie nie odbiega
od stanu dotychczasowego :))
Zastanawia mnie pewna rzecz... Rysieńka, jako jedyna spośród moich królików, ma tendencję do zakopywania
miski z wodą... Jak mieszkała w klatce - to myślałam że po prostu niechcący podczas wierzgania w kuwecie
jej się rozsypuje papier i wpada do miski... ale teraz jest w kojcu - i zasypuje najwyraźniej celowo...
żaden inny królik u mnie tego nie robi. Rozmyślam co też może powodować takie zachowanie - nie żeby mi to
przeszkadzało... i tak zmieniam wodę dwa razy dziennie... ale z czystej ciekawości. Może budzi się w niej
jakiś instynkt ochrony norki przed zalaniem? Co też taki królik może sobie myśleć... w każdym razie nie jest
to raczej przypadek - bo powtarza się co dzień - to wg mnie celowość królika. Czasem żałuję że nie umieją
mówić... ;))
2003-02-09 12:25:09
nocne atrakcje ;)
Po dzisiejszej nocy śmiem twierdzić, iż jeśli ktoś ma królika i myśli, że już nic nie jest w stanie go
zaskoczyć... to jest w błędzie ;) Same niespodzianki mam co jakiś czas... Okazało się, że Toffik i Funiek,
którzy nie schodzili wcześniej z dywaniku na gołą podłogę ze strachu przed poślizgiem niemal nigdy ( bardzo
nie lubią się ślizgać...) dziś właśnie zrobili pierwsze kroki i pognali pod kojec Ryśki - oczywiście mnie
obudziły warkoty - bo ona reaguje jak piesek... nie pozostaje mi nic innego jak zabezpieczać kojec w taki
sam sposób jak dotychczas robiłam to z klatką - czyli dookoła półki. Inaczej nosy i inne wystające królicze
członki mieszczące się między kratki są zagrożone.
Atrakcji dostarczał mi również Miś, który nauczył się wskakiwać na stoliki z kwiatkami i dobiera sie do
jednego z nich, zrzucając wszystko dookoła co przeszkadza mu w tych praktykach... dziś dodatkowo jeszcze
ucierpiał zestaw słuchawkowy do telefonu - najzwyklej w świecie został potraktowany ząbkami...
Tak więc moje zwiewrzęta dostarczyły mi wielu rozrywek tej nocy, co bym się za mocno nie nudziła ... a to
wszystko zapewne w rewanżu za szereg przemeblowań i zmian w mieszkaniu - wczoraj bowiem zakupiliśmy nowy
dywanik do sypialni i na początku dość niepewnie królikom się po nim stąpało ;)) Jak widać jednak w kilka
godzin opanowały stresik do tego stopnia aby porozrabiać sobie na całego ;)
Ohh... jak by było nudno bez stadka króliczków :)))
2003-02-10 20:10:01
ewakuacja ;)
... no i musiałam niestety kwiatki ewakuować, ponieważ Miśkowi już w nawyk weszło wskakiwanie na stoliki i
coraz więcej obserwowałam ubytków wśród listowia... Pozostał na miejscu kaktus. do którego królik nie czuje
raczej sympatii, więc jest szansa iż przetrwa ;) Dziś w nocy pewnie się futrzak nieco zdziwił - o tym, że
był na stoliku świadczy wiele pozostawianch "dowodów zbrodni"... a mianowicie porozsuwane rzeczy - ten
"gruby tyłeczek" musi się przecież przepchnąć - oraz zarysowania popazurkowe ;) Śmieszne - ale chyba wie,
że tam nie wolno wchodzić, bo nigdy na "miejscu zbrodni" osobiście go nie zastałam...
2003-02-13 06:54:45
zrób królikowi przyjemność
... nawet nie przypuszczałam, że moje króliki tak bardzo posmakują w kiełkach słonecznika. To teraz równie
atrakcyjne dla nich danie co jabłuszko - przynajmniej reakcja jest taka sama :) Zaczynałam od podawania jako
dodatek odrobiny kiełków razem z cykorią, a obecnie schodzą mi dziennie dwie tacki - myślę, że mogę wszystkim
polecić podawanie królikom kiełków słonecznika. Spróbujcie - warto królikowi zrobić taką przyjemność :)
2003-02-16 23:40:14
pazurki
... wczoraj wieczorem były obcinane - robię to hurtowo, ale zwykle najdłużej mi schodzi z Miśkiem - bo żeby
jemu dokonać takiego zabiegu trzeba biedaka położyć na pleckach, inaczej nie ma szans... Metoda opisywana
przez Małgosię ( http://www.chochliki.republika.pl/artykuly_trans.htm ) nam jeszcze nie do końca wychodzi -
ale jesteśmy na dobrej drodze ;) Misiek owszem - poleży przez kilkadziesiąt sekund - ale tylko gdy jest
przytrzymywany - inaczej by czmychnął. Właśnie w takiej pozycji jak na fotce w artykule można jedynie Miśkowi
cokolwiek zrobić - oby tylko tak spokojnie dłużej wytrzymywał... Przy okazji odkryłam który to pazurek został
złamany (wcześniej o tym pisałam) - strata jest w tylnej łapce, ale goi się i nie widzę żadnych niepokojących
objawów. Aha - odpadł Miśkowi wreszcie strupek po iniekcji - również wczoraj, podczas obcinania - gdy lekko
się wyrywał.
A Rysieńka linieje na całego - wygląda jakby piorun w miotłę trafił... jak ktoś nie widział liniejącego rexa
nigdy wcześniej to mógłby się przestraszyć, że coś mu się stało...
2003-02-18 07:15:42
nie wsadzaj nochala między kratki...
... coś Rysieńka ma ostatnio niefarta. Ona jest ogromnie zaczepna i jak już wspominałam nie raz - lubi
denerwować chłopaków, którzy podczas jej biegania siedzą w klatce i zwykle śpią... Klatka jest wówczas
zabezpieczona półkami dookoła - mniej więcej na całą wysokość, ze względu na wścibstwo Rysieńki właśnie.
Od kilku dni mała bardzo jest ożywiona, linieje potwornie - myślę, że po prostu czuje wiosnę ;) i w związku
z tym również bardziej zaczepna. Jakiś czas temu w trakcie brykania kilkakrotnie próbowała uporczywie zerknąć
co tam u chłopaków ciekawego, i wspinała się pionowo po tej półce żeby móc cokolwiek zobaczyć... oczywiście
Toffik i Funiek jak widzą takie rzeczy to dostają "białej gorączki" ze złości - a my z kolei palpitacji
serca - bo reakcje królików są tak szybkie, że czasem nie zdąży się interweniować. No i stało się tak, że
Ryśka oparła łapę wysoko między kratkami - w efekcje Toffik ją skubnął... na szczęście nie groźnie. Niestety
wynikiem nadpobudliwości króliczki jest tym razem przednia wydepilowana łapka :(( Podrażnienie przez
skaleczenie automatycznie wyzwala w niej tą chęć do pozbycia się źródła dyskomfortu i wtedy wyrywa sierść
oraz wyluzuje.
Dziś łapka już nie jest w centrum zainteresowań... ale wczoraj stała się kolejna nieszczęsliwa przygoda.
Nochal... a właściwie warga została skaleczona również przez Toffika i w identycznych okolicznościach. Też
nie groźnie, i dziś już prawie nie ma śladu - jednak ja rozbudowałam zasieki i muszę teraz pomyśleć jak
przerobić część pokoju żeby kontakt między królikami był całkowicie uniemożliwiony. A kiedyś marzyłam o
przyjaźni całej czwórki... króliki skutecznie wybijają mi takie pomysły z głowy...
Ehh... będzie dobrze ;)
2003-02-22 12:06:23
królicze zabawki :)
Wczoraj odwiedziła nas Ania z Uszatej Strony i przywiozła "czwóreczce" bardzo sympatyczny prezencik w postaci
zestawu króliczych zabawek :) Są wśród nich drewniane figurki i klocki, gałązki, sprasowana mocno, twarda
kostka z siana, wiklinowe kółeczko, taka metalowa, dzwoniąca kulka z uszkiem i jeszcze kilka drobiazgów -
a wszystko to razem zapakowane było w koszyczek z cienkich gałązek wyściełany sianem. Porobiłam kilka fotek
jak bawią się tym Toffik i Funio jeszcze wczoraj w nocy... i dobrze, że zdążyłam, bo dziś już większość z
elementów zmieniła nieco kształt i objętość po spotkaniu z króliczymi ząbkami ;))) Ku mojemu zdziwieniu
bardzo duże jest zainteresowanie tymi drobiazgami - siana oczywiście już nie ma, koszyczek właśnie "rzeźbi"
Rysieńka (drewniana marchewa już została wypróbowana...), Toffik preferuje klocuszki i kostkę siana - razem
z Funiem obrabiały to cały ranek :) Aż miło jest popatrzeć co też one wyprawiają z tymi rzeczami :)
Właśnie byłam świadkiem czegoś, czego zupełnie bym się nie spodziewała... otóż Rysieńka gania z tą metalową,
dzwoniącą kulką i bawi się jak kociak :)) Toczy sobie, chwyta w ząbki i biega po całym pokoju... do swojego
kojca i z powrotem, dzwoni przy tym oczywiście... puszcza i znów toczy :)) No pierwszy raz coś takiego
widzę... ale numer :)) Anuszka - czy Ty to czytasz?? Ale im zrobiłaś radochę :)))
... a ja się muszę nauczyć angielskiego - książka HRS "woła" aby ją przeczytać ;)
Podsumowując - zabawki są genialne, nie ma ich u nas w Polsce w sprzedaży, ale nie tak trudno wykombinować
coś podobnego samemu - a frajda dla królików murowana... są oczywiście i takie zwierzaczki mniej
zaiteresowane... Miś bowiem nie daje się namówić, ale spróbować warto - i przygotujcie aparaty!
2003-02-23 11:28:29
skocz do góry
03.2003
królicze zmiany
... tak sobie właśnie wczoraj myślałam, że od początku tego roku bardzo dużo było zmian w związku z
aranżacją króliczych mieszkanek. Oczywiście wszystkie na korzyść zwierzaków... bo czego się dla nich nie
robi ;) Najpierw Zakupiliśmy stelaż łóżka na antresoli i dzięki temu mogliśmy w sypialni wygospodarować
więcej miejsca. Pod stelażem zainstalowany w niedługim czasie został kojec dla Rysieńki - jego wymiary
kilkakrotnie przewyższyły rozmiar dotychczasowej klatki. Z mieszkanka 80x45x40 przeprowadziła się do lokalu
160x110 - a więc "apartament" ;)) ... w dodatku z wszelkimi wygodami porządnych rozmiarów, czyli własną
kuwetką, domkiem (klatka transportowa), narzutką... o akcesoriach stołówkowych już nie wspomnę :) Pisząc
o przeprowadzce nie mam na myśli oczywiście tego, iż ona tam spędzi teraz całe życie - normalnie jest
wypuszczana jak dotychczas. Kolejne zmiany królicze dokonały się wczoraj - a mianowicie chłopcy (Toffik i
Funiek) dostali również nowe lokum i również większe :) Korzystając z okazji, na jaką trafiłam przeglądając
ogłoszenia forum, wymieniliśmy klatkę mniejszą (tą, którą używała Rysieńka) na większą. Z przestrzeni o
wymiarach 100x50x45 przeprowadzili się do klatki 120x58x47 - może nieduża różnica, ale zawsze dodatkowe
centymetry :)) W każdym razie wszystkim się podoba i nie było żadnych protestów... natomiast ciekawość
ogromna... W międzyczasie do pokoju króliczo-sypialnianego kupiliśmy dywanik, który pozwala teraz maluchom
na pełniejsze wykorzystanie przestrzeni podczas brykania - one niechętnie bardzo chodzą po gołej podłodze,
bo rozjeżdżają im się łapki na śliskim... No i to by było na razie na tyle - nie wiem tylko na jak długo...
bo znając siebie, pewnie w niedługim czasie wpadnie mi do głowy jakiś kolejny pomysł... chciałabym np.
zorganizować im jakoś konkretnie przestrzeń zabawy - aby nie nudziły się tylko miały czym zająć... ale nad
tym jeszcze intensywnie myślę :)
2003-03-02 12:04:15
... a wiosna idzie...
... koszyczek został zjedzony :) Rysieńka niedawno dokończyła dzieła i wczoraj wieczorem moim oczom ukazały
się tylko marne strzępki w postaci pojedyńczych cząstek plecionki... a najgorsze jest to, że nie mogę dostać
takiego cuda z podobnego materiału - nie była to bowiem zwykła wiklina - raczej jakieś cieńkie gałązeczki...
nie wiem tylko czego? Rozglądam się za takimi wyrobami, bo królikom się bardzo podobał i chętnie się nim
zajmowały, więc jakby ktoś gdzieś widział... poproszę o sygnał :)
Niedługo szczepienia - jesteśmy zapisani na 15 marca - jeśli ktoś jeszcze nie umówił się na wizytę to na
mojej stronie (główna) znajdują się namiary na Warszawską, Wrocławską i Krakowską klinikę organizującą
akcje szczepień na myksomatozę. Koniecznie zaszczepcie swoje króliki, nawet jeśli nie wychodzą na podwórka...
zarazić może byle komar.
Rysieńka kończy linieć - jeszcze tylko na tyłeczku są "fifraczki" ;) Grzbiet już całkiem nowiutki...
... a ta wiosna idzie... i idzie... coś stopkami chyba ;))
2003-03-09 19:21:15
już po szczepieniach :))
Właśnie dziś rano byliśmy całą "paczką" na szczepieniu i ogólnym przeglądzie stanu zdrowia maluchów. Okazało
się, że Funio i Misiek mają prawdopodobnie jakąś drobną wadę zgryzu. Były przycinane nieco trzonowe ząbki,
Funiek kaleczy sobie język o wyrastające z obu stron, ostre "wyrostki" na zębach i trzeba będzie to korygować
co jakiś czas. Miś ma taki sam problem, ale nieco inaczej się objawiający... nie ma skaleczeń lecz tylko
widoczne przerosty. Jest jeszcze podejrzenie, iż korzenie jego zębów mocno przerastają, powodując podrażnienia
poprzez ingerencję do zatok i to może być powodem pojawiającej się wydzielinki z nosa. Oddaliśmy ją do
badania - wyniki będą w przyszłym tygodniu - jeśli nie wykażą infekcji, zrobimy prześwietlenie i wtedy
dopiero będzie wiadomo co też to jest...
Zważyliśmy też całą czwórkę - może niezbyt precyzyjnie... ale zawsze :) Wbrew pozorom nie jest to proste z
ruchliwymi króliczkami... Toffik jest najlżejszy - przy czym ma najprawidłowszą z gromadki wagę - 1,15 kg
(prawdziwa miniaturka), Funio jest grubasek - waży 1,50 kg i musi nieco zrzucić, bo powinien ważyć mniej
więcej tyle co Toffik... Rysieńka waży 1,65 kg - i też kwalifikuje się na dietkę... a Miś - to prawdziwy
kawał "króla" - prawie 3,50 kg... oczywiście ma dietkę - powinien zrzucić około kilograma żeby było wszystko
w normie. Z Misiem było najtrudniej jeśli chodzi o ważenie bo bardzo się wyrywał - zakładam więc, że jego
waga jest najmniej precyzyjna... tym bardziej, że jak był ważony kilka miesięcy temu, wynosiła ona około
3,15 kg (przy użyciu wagi elektronicznej), a wyraźnie od tej pory schudł... tak że nie mogę jednoznacznie
sprecyzować co jest pewniejsze... w każdym razie schudnąć musi i to sporo.
Zaszczepione zostały wszystkie, teraz musimy odczekać 2-3 tygodnie i będzie szczepienie na pomór. W zeszłym
roku dwa króliki miały łagodny syndrom poszczepienny, widać były czymś osłabione... albo tak silny stres
przeżyły podczas wizyty. Tym razem sytuacja taka może się powtórzyć u Misia i Fuńka... ze względu na
większą ilość stresu (badania buźki oraz pobieranie wydzieliny do wymazu) i ewentualne drobne infekcje
(bądź też nie infekcje... tego jeszcze nie wiemy). Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze...
Teraz wszyscy odpoczywają :) a ja zabieram się za cosobotnie sprzątanko....
2003-03-15 11:22:25
ehh... te katarki :(
Martwi mnie coraz bardziej ten Misiowy nochal, bo jakby wydzieliny było nieco więcej... nie kicha co prawda
jakoś przerażająco - czasem sobie prychnie, ale jest wyraźnie "usmarkany". Czekamy na wyniki posiewu tego
wymazu, jeszcze kilka dni i powinno się wyjaśnić co to za katar... Poza tym nie ma żadnej osowiałości,
braku apetytu czy też innych oznak złego samopoczucia... o właśnie sobie "fiknął" na boczek po śniadanku :)
2003-03-20 07:20:20
co wyhodował Miś w nosie...
Wiemy już co wyhodował Miś w nosie, a dokładnie w zatokach - GRONKOWCE... Mamy dobrany antybiotyk
(Enroxil w tabletkach 15 mg), zalecone inhalacje. Tabletki podaję raz na dobę - rozkruszam na pyłek i
wsypuję do dziurki wydrążonej w kawałku jabłka - Miś zjada z lekkim wzdrygnięciem ;) Jednak to wielki
łakomczuch... mimo, iż wyraźnie czuje, że coś nie tak z tym jabłkiem, jak na razie zjada - dostał już 2
razy. Oczywiście osłonowo podaję lakcid - i tu również nie ma problemów - pije z łyżki bez specjalnych
kombinacji z mojej strony. Mam nadzieję, że do ostatniej dawki będzie "współpracował" :) Przez te dwa dni
leczenia toleruje antybiotyk całkiem dobrze, nie ma żadnych kłopotów trawiennych, je i pije.. no może
troszkę mniejszy ma apetyt - ale nie jest to bardzo niepokojące. Leczenie będzie trwało co najmniej
tydzień - jeśli jeszcze pojawi się wydzielinka - przedłużymy. Gdyby Miś np. stracił mocno apetyt -
zmienimy lekarstwo na inne... mam nadzieję, że leczenie szybko da pozytywne rezultaty i Miś pozbędzie
się uciążliwego katarku.
Inhalacje są robione z mieszanki gorącej wody, soli iwanickiej i 3 kropel Olbasu - przy okazji sama się
inhaluję również... Misia zapraszam do klatki transportowej, zamykam - przed wejściem stawiam miseczkę z
lekarstwem, którą razem z klatką nakrywam ręcznikiem - "sesja" trwa około 15 minut i ma za zadanie
dodatkowo dezynfekować górne drogi oddechowe.
Trzymajcie kciuki za szybkie pozbycie się gronkowców...
2003-03-22 22:09:48
"leczymy" się...
Dziś już 4 dzień podawania Misiowi antybiotyku - w zasadzie toleruje go dobrze, choć drugiego dnia miałam
lekkie obawy... Miś bowiem dostał rano biegunki, co prawda nie była bardzo silna... ale i tak mnie
zaniepokoiła. Apetyt był nieco mniejszy niż zwykle i dość mocno "polegiwał" sobie smutny. Być może to
była jakaś "krytyczna doba", bo w tej chwili zachowanie królika nie odbiega od normalności. Wszystko co
podaję ładnie jest zjadane, kupki normalne - więc nie ma się już czym martwić. Katarek niestety jeszcze
daje o sobie znać, no ale nie zakończyliśmy przecież leczenia... Zadziwia mnie to, że Miś tak ślicznie
wypija lakcid prosto z łyżeczki - żaden z reszty moich królików nie jest tak chętny do przyjmowania
lekarstw. Co prawda tabletkę "kamufluję" w kawałku jabłka i podaję "podstępem", ale lakcid...
bezproblemowo :)
2003-03-24 22:45:26
ciąg dalszy kichania
Wczoraj Miś zaczął brać kolejną partię tabletek - antybiotyku nie przerywamy, mimo, iż przyjmuje go już
ponad tydzień. Choć wydzielinki nie widzę, kichanie nie ustąpiło do końca. Jego organizm już się chyba
przyzwyczaił do tego lekarstwa i na szczęście nie ma sensacji żołądkowych. 14 dni to maksymalny czas leczenia
tym antybiotykiem, mam nadzieję, że w pełni pokona gronkowce i nie będzie potrzeby stosowania jeszcze
innych lekarstw...
Toffik, Funiek i Rysiulka wyraźnie są pobudzone nadchodzącą wiosną - to widać zarówno w częstotliwości
"bobkowania", jak i ogólnie - po zachowaniu. Tak radośnie sobie podskakują, zimą niezbyt często chciało
im się brykać - teraz widać jak odżywają zapędy do "bzikowania".
Nową sierść Ryśki można podziwiać już w całej okazałości :)) Jest ciemniejsza i krótsza... a Tofcio i Funio
pod tym względem się raczej nie zmieniają - ich okrywa włosowa - nowa czy stara - ma taką samą długość i
odcienie.
Zbliża się już kolejne szczepienie - na pomór, chyba zaczekam aż Miś przestanie brać już lekarstwa i nieco
zregeneruje organizm po leczeniu, dopiero wtedy pojadę z całą czwórką. Jeśli chodzi o syndrom
poszczepienny - w tym roku nie obserwuję u żadnego królika nawet najmniejszych objawów, mimo iż np. Miś
był nieco osłabiony gronkowcem. To bardzo dobrze świadczy o ogólnej kondycji moich królików - co cieszy
mnie ogromnie, bo właśnie ich dobre samopoczucie jest dla mnie bardzo ważne :)
2003-03-29 23:07:39
skocz do góry
04.2003
nooo... nareszcie :)
Leczenie skończone - Miś czuje się dobrze. Kataru już nie ma, wydzieliny nie widuję - czyli ogólnie wszystko
w porządku... no i blog od wczoraj znów chodzi :)
"Odświeżam" stopniowo króliczą dietkę - a mianowicie - zmieniam proporcje poszczególnych "dań" na bardziej
wiosenno-letnie. Co prawda u mnie za oknem zima na całego - pada śnieg od trzech dni non stop (przynajmniej
ja nie zauważam aby przestawał), ale w końcu, to już prawie połowa kwietnia.
Od wczoraj maluchy dostają dwa razy dziennie po całej cykorii na głowę, i po pół tacki kiełków słonecznika
podczas tych samych posiłków. Dodatkowo po kawałku korzeni: pietruszki, marchewki i selera. Jednocześnie
zmniejszam ilość podawanego granulatu... planuję doprowadzić do takiej sytuacji, aby jak w zeszłym roku -
był on latem tylko jako przysmaczek "na ząb". Zjadają wszystko ze smakiem :)
Rysińka ostatnio jest bardzo "kłótliwa" ;)) Jak zbliża się pora wypuszczenia jej a zamknięcia chłopaków,
piłuje pręciki zagródki niecierpliwie.. a jak otwieram drzwiczki to wyskakując mnie obwarkuje po swojemu...
hmm... chyba, dokazuje - że mam za wolne "ruchy" ;)). Za to jak już biega, a zbliża się czas kolacji - kręci
takie piruety, jak nigdy... Strasznie wymownie się cieszy - miło patrzeć jak bryka... mały "persching".
Jeśli chodzi o jej kontakty z Misiem... to niestety jakoś nie zapowiada się na miłość... ostatnio jak Miś
zbliży się do kratki w drzwiach - doskakuje natychmiast i strasznie się drze na niego próbując oczywiście
złapać zębami przez szczebelki... oj nie za dobrze :( ... a na szczepieniach tak się tulili w
transporterku... tyle, że to pośrednio w skutek panującej ciasnoty.
Chłopaki mają nową rozrywkę nocną ;) - w transporterku stojącym na podłodze przy ich klatce, jest
prześcieradełko... co noc, od kilku dni, w tajemniczy sposób zmienia ono miejsce pobytu. Rano znajduję
je leżące na środku pokoju w towarzystwie króliczych zabawek. Podpatrzyłam Toffika, jak to z wielkim
zaangażowaniem i w asyscie Funia wyciąga prześcieradełko z transporterka :) Wygląda to mniej więcej tak:
Na moment królik znika wewnątrz klateczki, słychać odgłosy szurania i drapania... po chwili wychodzi
przodem... prześcieradełko! Tofik wykopuje je w sposób, jaki kopią króliki norki - zwijając pod siebie
przednimi łapkami i popychając między skokami - i tak, aż na środek pokoju.. a czasem jeszcze dalej. Potem
jeszcze razem z Funiem podgryzają je i tarmoszą, a na koniec po ciężkiej pracy - kładą się obok i
odpoczywają podziwiając swoje dzieło :)) Ależ mają pasje i cele życiowe... ;))
2003-04-09 23:09:41
metoda na czesanie
Właśnie odkryłam nową metodę czesania Misia :) Ponieważ on jest dość duży i co za tym idzie - silny...
mam trochę kłopotów z utrzymaniem go na kolanach podczas czesania. Akurat linieje - więc niestety
częstotliwość tego zabiegu musi być większa... postanowiłam spróbować czesać go "z zaskoczenia" i
poniekąd się udało :) Może nie na taką skalę, jak bym chciała... ale to zawsze coś - tym bardziej,
że mniej stresujące dla królika. Jak to robię - podstępem ;) Najpierw poczesałam go trochę podczas
gdy siedział na cowieczornych pieszczotach u Jacka, na narożniku - Jacek głaskał po główce a ja delikatnie
wyczesywałam sierść. Przypuszczam, że w pierwszych minutach Miś nawet nie spostrzegł, iż go czeszę... udało
się zebrać nieco włosów. Potem jeszcze, zachęcona rezultatami podchodów - posunęłam się do kolejnego
podstępu, a mianowicie - dałam Misiowi do michy garść ulubionych kiełków słonecznika i znów udało się
poczesać :) W rezultacie dość sporo wyczesałam nie zmuszając go do siedzenia mi na kolanach. Chyba zacznę
praktykować taki sposób częściej - może nawet Miś przywyknie i nie będzie panikował na widok szczotki?
2003-04-12 22:28:58
wiosna :)
... zaczęło się od zmiany proporcji podawanych pokarmów - na rzecz zieleninki, a teraz wyszukałam w sklepie
specjalną trawę do posiania w warunkach domowych. Co prawda na opakowaniu jest informacja, że to z
przeznaczeniem dla ptaszków... ale i dla królików się nadaje. Tym bardziej, że w składzie jest 65% tymotki
łąkowej :)) i 35% kostrzewy czerwonej (tej nie znam... to znaczy nie mogę porównać bo nie wiem jak wygląda,
ale mam nadzieję, że się za kilka dni dowiem ;)). Posiałam - podobno będzie kiełkować w ciągu 3-8 dni - więc
całkiem szybko. Będzie domowa zieleninka :) więc i w mieszkaniu wiosennie...
Trafiłam znów na dobre siano - w tym sklepie, do którego jeździłam wcześniej... a w którym to przez jakiś
czas była nieco kiepska partia siana. Króliki jedzą i nadrabiają okres niesmacznego siana... a takim
"wyznacznikiem" jego jakości jest Miś - on nie ruszy kiepskiego siana - to wczorajsze zjadł w nocy, więc
jest ok :) Dużo tymotki widzę w opakowaniu, króliki ją lubią.
Po przedświątecznym sprzątaniu i przygotowywaniu się ogólnie, mogę wreszcie odpocząć. Miś linieje nadal
dość mocno - czeszę więc, wykorzystując momenty posiłkowania - nawet nieźle idzie :) Jeszcze jakiś czas
fruwania kłaczków w powietrzu i potem będzie spokój... trzeba przecierpieć ;)
2003-04-19 18:18:54
a to ci dopiero... :/
Dziś po pracy, wchodzę do pokoju gdzie mieszkają Ryśka, Toffik i Funiek... zaczynam sprzątanie i
karmienie... patrzę..... i oczom nie wierzę! W wielu miejscach sierść - jak po bójce... myślę sobie -
Toffik i Funiek się posprzeczali :( Ale zbierając kępki przyglądam się - a tu rude... Rysiulowe! Wymieszane
z Toffikowym - Fuńkowego nie widziałam - a dodam, iż każde z nich ma na tyle charakterystyczną sierść, że o
pmyłce mowy nie ma. No i teraz mam zagadkę: w jaki sposób Ryśka wyszła z kojca do chłopaków?? Zaczęłam
wszystkie możliwości analizować (aha - ona była oczywiście u siebie jak ja z pracy przyszłam) i wyszło mi,
że są tylko dwie: albo przeskoczyła kojec odbijając się od klatki transportowej stojącej u niej i lądując
na byłej klatce chłopaków stojącej na zewnątrz... albo przecisnęła się przez kilkucentymetrową szparę między
ścianą a zagródką. Jak ona tego dokonała - trudno sobie wyobrazić.. faktem jest, iż na pewno na zewnątrz
kojca była i tłukła się z Toffikiem. No i w dodatku po walce musiała sama wrócić do swojego kojca - więc
albo wskoczyła analogicznie, albo się przecisnęła... Nigdy bym nie przypuszczała, że ona kiedykolwiek by z
tego kojca wyszła... jak to króliki potrafią człowieka zadziwić do granic możliwości.
Teraz już wszystko posprawdzałam i podociskałam elementy kojca do ścian - choć i przedtem nie było tam szpar
wskazujących na możliwość przejścia przez nie królika. Strasznie to wszystko dziwne i zaskakujące.
Rysieńkę oczywiście obejrzałam - nie ma żadnych ran... tylko ślad po zadrapaniu na brzuchu. Toffik też nie
jest poszkodowany - wszystko więc musiało odbyć się dość "delikatnie" - bo ja znając temperament Ryśki
spodziewałabym się "jatki"... Na szczęście obrażeń nie mają.
Ogólnie to tak się teraz zastanawiam - skoro Ryśka wróciła do kojca sama, to może przegrała potyczkę z
Toffikiem? Któż to wie... no ale byłaby to jej pierwsza porażka i dobrowolne oddalenie się z terenu
przeciwnika...
Dobrze, że jest weekend przed nami - przynajmniej gdyby przyszło jej do głowy ponowić swój wyczyn - będę
blisko ;)
2003-04-25 23:57:13
co dalej....
Ani dziś, ani wczoraj już nie było prób wydostania się z kojca - fakt, że dosunełam wszystko bardzo ściśle
do ściany i już naprawdę możliwości przeciśnięcia się nie ma - ale i zapędów takich nie obserwuję. Widać -
był to jednorazowy wybryk Ryśki w ramach zmierzenia sił ;) Toffik jest bardzo na małą "cięty" bo dość
ostro reaguje na każde zbliżenie się do klatki chłopaków, natomiast ona jakby nigdy nic zachowuje się
całkiem przeciętnie - czyli tak jak do tej pory.
Miś miał wczoraj jakiś gorszy wieczór bo coś mu chyba dolegało. Jak położył się w kuwecie to przeleżał
tak dobrych parę godzin... a muszę dodać, iż kładzie się w niej tylko wtedy gdy coś niepokojącego mu się
dzieje. Już nie raz zauważyłam, że podczas jakichś niedomagań woli czuć się w 100% pewnie, a kuwetka
przesiąknięta jego zapachem właśnie taki azyl pełni. Dziś rano już wszystko dobrze - cieszy się, je,
domaga pieszczot - wydaje mi się, że to był jakiś chwilowy dyskomfort, bo poza leżeniem w kuwecie i
niechęcią do wieczornej cykorii nie było żadnych innych objawów... cykoria oczywiście zninknęła do
rana ;)
2003-04-27 10:35:03
...
a łakomczuchy ciągle by jadły.... już dochodzi do dwóch cykorii dzienie na głowę i dwóch tacek kiełków
słonecznika ;) za to na granulaciku oszczędzamy...
2003-04-28 22:10:45
skocz do góry
05.2003
nowy pomysł Misia i coś jeszcze...
Misiaczek nauczył się otwierać szafkę na buty w przedpokoju i od przedwczoraj skutecznie robi w niej
porządki. Dziś rano część butów była wywalona na zewnątrz - na szczęście nie gryzie ich (na razie....) i
w zasadzie szkód nie ma - tyle tylko, że bałagan :/ Dla bezpieczeństwa obuwia będę musiała ja z kolei
wymyśleć jakiś sposób na zabezpieczenie drzwiczek - bo jak mu przyjdzie do głowy podgryzanie... to czeka
mnie bieganie na boso... bo zapasów obuwia nie mam poukrywanych ;)
Wczoraj byliśmy z wizytą u Kapiego (czytelnicy forum go znają :) - jakiż to pieszczoch straszny!
Rozpłaszczał się przy każdej zachęcie do pogłaskania jak żaba - u mnie żaden królik tak nie pozwala się
"międolić" ;) No a poza tym, że pieszczoch - to i dominant... a jakże - zapachy mojej czwóreczki, które
miałam na sobie ogromnie go intrygowały, a reakcje były na zmianę - nieco agresji i chęć zaznaczenia mnie
po swojemu (nie obsikał co prawda... ale bródkowanie i bobkowanie odchodziło z dużą intensywnością).
Ogólnie Kapi jest bardzo odważny - żadnego stresu z powodu nowych osób nie zauważyłam... raczej ogromne
zainteresowanie i chęć pokazania kto tu rządzi ;)
2003-05-02 12:02:09
ups...
Dziś po raz pierwszy zdarzyło mi się niechcący zamknąć Miśka w łazience... podczas sprzątania, jakoś
niezauważalnie wszedł do środka... Potem, po jakimś czasie szukam zwierzaka... zaglądam we wszystkie
możliwe kąty - nie ma! I dopiero po kilkakrotnym przeszukaniu wszystkich pomieszczeń poza łazienką
wpadłam na pomysł, że może tam... Otwieram drzwi - a Miś w ferworze walki z rolką papieru toaletowego ;))
na środku łazienki... a obok kibelka ogromniasta kałuża - wiadomo jakiego pochodzenia... (to chyba za
karę...).
Włożyłam chłopakom do klatki prześcieradełko... tak w ramach urozmaicenia. Do tej pory, przez długi czas
nie mieli nic w klatce - pomyślałam, że może tak jak Rysieńce, będzie im na prześcieradełku przyjemnie -
jak na razie nie widzę aby byli źli za moje pomysły :) Leżą sobie na tym posłanku, nieco zmierzwionym już
na wstępie przez Funia... może im się spodoba - a w razie czego to zawsze mogą "przemeblować" :)
2003-05-04 22:26:32
oj...
... długo nie pisałam, ale czasu mi brak jak zwykle. Teraz wyjątkowo bardzo, bo mam ogromną ilość pracy...
ale mam nadzieję, że się z tym wszystkim uporam dość sprawnie :)
Miś znów mi kicha... na razie nie byłam u wetki, bo tak naprawdę to nie chciałabym go od nowa "szprycować"
antybiotykiem... ale jeśli mu nie przejdzie to jednak będę zmuszona chyba :( Toffik miał jednodniowe kłopoty
z trawieniem - nie mam pojęcia od czego i co mu było. Może jakiś początek zatoru znów... przepoiłam
porządnie, zrobiłam masaż i mu przeszło. Przez te choróbki i leczenia i znów choróbki nie mogę królików do
tej pory zaszczepić na pomór... tak mi się to rozwleka wszystko, że już się zaczynam mocno niepokoić.
Jakieś ogólne chyba przesilenie wiosenne panuje, czy co... ;)
Z pozytywnych wieści: mam nową książkę o królikach między innymi (Davida Aldertona), ale nie mam czasu
aby ją zacząć czytać... tylko przeglądałam fotki do tej pory. Dostaliśmy od Anuszki zamówione królicze
różności - oczywiście koszyczki i zabawki - jednego koszyczka już nie ma prawie ;) Strasznie fajne te
akcesoria - królikom się bardzo podobają :))
2003-05-17 23:06:23
rzodkiewkowy sezon :)
... właśnie rozpoczeliśmy sezon rzodkiewkowy :) Mamy taką zaprzyjaźnioną panią na bazarze, która w lato
zbiera nam porządne liście rzodkiewki i niemal co dzień dostajemy reklamówkę świeżej zieleninki dla
królików a one skaczą z radości :)) Zachęcam króliczych opiekunów do zorganizowania sobie takiego źródła
zieleninki. Na pewno każdy znajdzie w pobliżu swojego miejsca zamieszkania jakiś warzywniak albo bazarek,
a umówić się na odbiór, wyrzucanej przecież i tak, zieleniny nie trudno... ile za to radości dla
zwierzaków :)
....mmmm.... smacznego ;)
2003-05-21 20:30:53
warkoty...
ehh... przed chwilą napisałam spory kawał notki i mi się komp zawiesił przed wysłaniem :((( wiecie co czuje
człowiek w takiej sytuacji - chyba to samo co królik, któremu zabrano by ulubiony kąsek przed
spałaszowaniem... postaram się odtworzyć tekst:
... a Rysieńka wciąż warczy - podczas wychodzenia z kojca, gdy otwieram jej drzwiczki, gdy podrzucam jej
rolkę po papierze toaletowym, gdy bawi się drewnianą marchewą od Anuszki, gdy podaję jej górę zieleniny...
i w wielu jeszcze innych sytuacjach. To chyba jest jej sposób na komunikowanie się z nami. Gdyby potrafiła
mówić po ludzku, pewnie zagadałaby nas na śmierć ;) Jest najbardziej rozgadanym królikiem spośród mojej
czwórki - obok Misia, który co prawda bzyczy - a nie warknął ani razu.
Miś wynalazł sobie chłodne miejsce, w którym spędza w zasadzie niemal cały dzień - z przerwami na jedzonko
oczywiście ;)) Wchodzi sobie pod narożnik i tam kładzie się pod ścianą z oknem, które jest cały czas
otwarte - chyba mu tam wieje przyjemnie i nie jest tak gorąco. Nie kicha już - nie mogę tego zjawiska
rozgryźć... są dni kiedy kicha i usmarkuje się po pas, a potem nic - żadnych kichnięć, żadnych smarków...
jak ręką odjął. Chyba nie będę dłużej zwlekać i zaszczepię go na pomór...
Funio też znalazł sobie chłodną miejscówkę - wchodzi między klatkę a ścianę i tam sobie drzemie w ciągu
dnia. Toffcio preferuje inne klimaty i śpi w drugim końcu pokoju - pod łóżkiem, czyli obok kojca Rysieńki.
Ryśka natomiast nie odczuwa specjalnie upałów... takie przynajmniej sprawia wrażenie - jej króciutka sierść
jest nieoceniona w taką porę jak obecnie :) Nie próbuje szukać chłodu, nie kładzie się na gołej podłodze -
tylko wprost przeciwnie - tam gdzie miękko ;) - czyli na swojej narzutce.
Podaję teraz wszystkim wilgotną zieleninkę - wprowadzałam stopniowo, aby wyczuć czy nie będzie jakichś
sensacji ze strony układów pokarmowych - ale wszystko jest ok :) Jedzą "tony" naci marchwi, liści
rzodkiewki i naci pietruszki - teraz to ich główne pożywienie :) Nawet przyjemniej im się pałaszuje
takie wilgotne gdy jest gorąco - tak, że wszystko to, co wymieniłam na pewno jest bezpieczne i można
podać nie suszone do końca - oczywiście najpierw sprawdzić, stopniowo - bo każdy królik może reagować
inaczej. Moim smakuje wyśmienicie :)) No i oczywiście należy pamiętać, że nie wszystko można dać mokre!
... no to chyba o niczym nie zapomniałam - mam nadzieję, że mnie nie wywali tym razem...
2003-05-31 22:50:57
skocz do góry
06.2003
przemeblowanko
... zrobiliśmy :) Królikom oczywiście - inaczej nie zawracałabym tym tematem głowy... Klatkę chłopaków
postawiliśmy pod naszym "piętruskiem" obok kojca Rysieńki - cała trójka jest więc teraz w jednym miejscu.
Odizolowane są oczywiście klatki od siebie - inaczej byłyby walki przez kratki, co bardzo jest niebezpieczne
- między nie wstawiliśmy taki kawałek płyty i nie mają możliwości bezpośredniego kontaktu ryjek w ryjek.
Niebawem porobię kilka fotek i coś wstawię na stronę - będzie można popatrzeć. Z moich obserwacji wynika,
że chłopakom się bardzo podoba nowa lokalizacja, natomiast Ryśka niestety na razie zachwycona nie jest.
Odchodziły jakieś tupania i warkoty ;) a teraz sprawdza wszystkie nowopowstałe kąciki... a jest ich trochę,
bo przy okazji przestawienia klatki nieco pomyślałam nad urozmaiceniem królikom "placu zabaw". Jest w innym
miejscu wstawiona klatka transportowa - pod drabinką na łóżko, gdzie indziej kuweta - czekam czy zaakceptują
i jak na razie nie widzę zniechęcenia do jej używania, więc chyba wszystko w porządku :) Mam jeden karton,
w którym planuję wyciąć dziurki i coś ciekawego jeszcze im zmontować wykorzystując pokaźny już zestaw rolek
po papierach toaletowych... mam już nawet pomysł, ale napiszę jak zrobię :)
Widziałam niedawno bardzo fajną rzecz - takie wiklinowe "maty" - coś jak te ze słomy, tyle że wiklinowe.
Były na ścianach takiego zajazdu i bardzo fajnie to wyglądało - od podłogi do mniej więcej 1,20 m. Myślę
sobie, że będzie ekstra jak czymś takim wykończę królikom ściany w ich kąciku pod łóżkiem - będą miały co
podgryzać... a jeśli nie, to na pewno wizualnie będzie fajnie. Może niedługo uda mi się coś takiego
zorganizować - oczywiście będą fotki :)
2003-06-15 23:03:57
skocz do góry
07.2003
co jutro będzie...
... idziemy wreszcie do weta :) Zrobię Misiowi po raz drugi wymaz wydzieliny z noska, bo kicha biedaczysko
nadal i zobaczymy, czy gromkowiec powrócił... tak czy inaczej będzie leczonko - co by to nie była za
paskuda. Jak było - napiszę po wizycie :)
2003-07-10 19:51:17
... po wizycie
Byliśmy wczoraj na wizycie u pani wet, z całą czwóreczką oczywiście... :) Wszystkie uszatki zważone -
sytuacja przedstawia się następująco: Toffik - nie całe 1,20 kg; Funio - nie całe 1,60 kg; Rysieńka -
1,80 kg a Miś... UWAGA - SUKCES - 2,80 kg :)) Miś jest już prawie właściwej wagi - czyli sposób w jaki go
karmię jest jak najbardziej na korzyść dla jego organizmu. Strasznie się cieszę - tym bardziej, że właściwie
nie stosuję strasznie rygorystycznej diety - ograniczyłam tylko granulat do minimum - czyli przy swojej
objętości dostaje tylko ciut ponad łyżkę rano i tyleż samo wieczorem. Poza tym je bardzo dużo zieleninki
wszelakiej - tego nie wydzielam i nie ograniczam, zawsze dostaje taką górę jaką mam dostępną w danym
momencie. Ostatnio nawet chętniej zabiera się za sianko - on najmniej lubi je jeść z całej czwórki...
karmimy go czasem z ręki i wtedy bardziej się zachęca, potem podjada sam. Patrzcie - co to znaczy
konsekwencja i prawidłowe karmienie ziwerzaka, nie ma to jak zieleninka... będę się starała jeszcze
bardziej ograniczyć królikom granulat i polecam to każdemu opiekunowi króliczka :)
Zaszczepiliśmy się wreszcie na pomór - troszkę nam się przesunął termin przez chorobę Misia i problem ze
zgraniem czasowym - no ale już po wszystkim... jeśli chodzi o trójkę - Miś niestety nie był szczepiony,
bo podchodzimy drugi raz do leczenia kataru. Tym razem dostaliśmy antybiotyk o nazwie Ceclor, oczywiście
Lakcid osłonowo i na wzmocnienie odporności organizmu syrop Echinasal. Od poniedziałku rozpoczynamy
dwutygodniową znów kurację... jak się zakończy pomyślnie - będziemy szczepić (po czasie regeneracji), a
jeśli nie... no to już sama nie wiem - chyba rentgen trzeba będzie zrobić - może jednym z powodów infekcji
są przerastające zęby...
2003-07-12 12:02:29
troszkę "kalkulacji"
Przeliczyłam właśnie porządnie wiek moich uszatków i wyszło mi, że:
Toffik w lipcu 2003 skończy 3 lata i 7 miesięcy...
Funiek jest o miesiąc młodszy, więc ma 3 lata 6 miesięcy...
Rysieńka to szkrabik - liczy sobie 2 lata i 8 miesięcy...
natomiast Miś - najstarszy - ma już 4 lata 8 miesięcy, przy czym jego datę urodzin znam najprecyzyjniej bo mam wpisaną na certyfikacie.
Daty urodzin mogę oszacować mniej-więcej:
Toffik - I/II.2000r
Funiek - II/III.2000r
Ryśka - I.2001r
Miś - X/XI.1998r
... taką oto kalkulację przeprowadziłam - przyda się, bo nie mam głowy do pamiętania dat... :)
2003-07-13 13:17:59
leczenie Misia - cd...
... przerwaliśmy... Miś bardzo źle tolerował... a właściwie wcale nie tolerował tego antybiotyku i taką
podjęłam decyzję. Miałam stracha przez dwa dni... po dwóch pierwszych dawkach, które wypił ze smakiem
(jak to łakomczuch, wszystkie syropki i smaczne lekarstwa traktowane są jak przysmak), nic złego się nie
działo... dopiero przy trzeciej Miś odmówił przyjęcia - dałam mu wtedy strzykawką i to był chyba błąd -
powinnam już wówczas odkryć, że skoro sam nie chce nagle brać, to może źle się czuje... Po tej dawce
królik przestał jeść i załatwiać się na niemal dobę :( Byłam oczywiście w kontakcie z wetką, ale nic nie
robiliśmy poza próbami dokarmiania i dopajania. Po dobie od odstawienia antybiotyku na szczęście Misiek
zaczął podjadać zieleninę i nieco się ruszać... pojawiły się też siuśki w kuwecie. Teraz już je i
zachowuje się jak zwykle - kicha oczywiście jak wcześniej... ale ze strony układu pokarmowego już nic
mu nie dolega... uff... ale miałam stracha - zatrzymać się na dobę to poważna sprawa...
... i nici z leczenia kataru po raz drugi :( Misiek musi teraz się zregenerować i zobaczymy co dalej...
2003-07-19 12:41:53
rzeka siuśków ;)
... w te upały daję maluchom dużo wilgotnej zieleniny (głównie sałata rzymska i cykoria, oraz dodatkowo
kiełki słonecznika) i tak strasznie dużo sikają, że nie nadążam kuwet czyścić :) Przystopowałam troszkę
z natką pietruszki, ponieważ zauważam, że jak przez kilka dni pod rząd ją dostają to konsystencja moczu
się zmienia wskazując na nadmiar wapnia... tego trzeba chyba raczej unikać... więc uważajcie z pietruchą.
Funiek i Miś właśnie linieją już po raz nie wiem który tego lata... i to tak intensywnie, że jak zaczęłam
Misia wczoraj czesać to wyczesałam drugiego królika - taka była objętość sierści, że spokojnie mogłam
uformować z niej pluszaka ;) Teraz już widać nową, ciemniejszą sierść - tworzą się placki na grzbieciku
i różnica jest wyraźna.
... już niedługo pierwszy króliczy zjazd - swoją drogą ciekawe, czy więcej będzie zaskoczeń... czy też
wyobrażenia powstałe na bazie netu znajdą swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości...
2003-07-28 20:33:21
skocz do góry
08.2003
... królicza awantura, zjazd, szczepienia i urlop
... no to po kolei: jakiś czas temu pisałam o tym, jak to Ryśka wylazła ze swojego, szczelnego wg mnie kojca
i posprzeczała się z chłopakami, a tym czasem... w ubiegły piątek chyba (albo sobotę... skleroza nie boli ;))
o szóstej rano budzi mnie jakiś podejrzany rumor... otworzyłam oczy, poczołgałam w kierunku barierki od
łóżka... patrzę na dół - a tam u Ryśki w kojcu Toffik (!!!) No tak mnie to zaskoczyło, że natychmiast się
rozbudziłam i czym prędzej sfrunęłam niemal z łóżka, żeby ich rozdzielać... futro fruwało oczywiście po
całym kojcu, króliki ganiały się w kółko "rwąc pióra" - widok nieprzyjemny :( Otworzyłam kojec i Toffik
na szczęście natychmiast z niego wybiegł... nie musiałam więc interweniować ręcznie. Nie mam pojęcia jak
długo ta walka trwała, bo nie wiem w którym momencie mnie obudziły dźwięki.. jednak wtedy jeszcze nie
zauważyłam żadnych innych oznak walki poza dużą ilością wyrwanej sierści - nie było odrobinki krwi, nawet
na Toffikowym białym futerku, więc chcąc im dać odsapnąć po takim przeżyciu nie wnikałam dogłębnie w stan
skóry na ciele. W niedzielę na szczepieniu zauważyłam jedną ranę na Rysieńce - dość duże skaleczenie na
lewej łopatce - mam nadzieję, że nie będzie się tam nic paprało i zagoi się przed naszym urlopem bez
komplikacji (tym bardziej mam nadzieję, bo wetka też na urlop idzie wtedy co my...)
Toffik przecisnął się tą samą drogą co Rysieńka kiedyś... tyle, że ona już się tamtędy nie zmieści... a ta
mała "pchełka" cudem przelazła przez dosłownie 5-6 cm szparkę między ścianą a kojcem :(( oczywiście znów
rozbudowałam zasieki... no i czekam na kolejną niespodziankę, bo jak znam króliki to one mnie jeszcze nie
raz zadziwią...
... w weekend 2-3 sierpnia odbył się pierwszy w Polsce Zjazd Miłośników Królików :)) Było genialnie...
żałujcie wszyscy, którzy nie byliście! Super organizacja jednej z forumowiczek (www.forum.kroliki.com) -
Aseti, extra towarzystwo i doskonała zabawa :D Strasznie fajna sprawa - niedługo będzie relacja foto na
stronie, planuję zrobić dodatkowy dział poświęcony właśnie zjazdowi, który mam nadzieję będzie się
powiększał o kolejne spotkania. Mam wypstrykane 2,5 filmy i jeśli wszystkie fotki wyszły OK to będzie
co oglądać :)
... w niedzielę zaszczepiliśmy się na myksomatozę - druga w tym roku tura. Kolejne szczepienie będzie
dopiero na przyszłą wiosnę, tylko Miś jedną sesję opuścił... nie dostał szczepionki na pomór, bo
próbowaliśmy mu wyleczyć katarek :( Być może po urlopie zrobimy jednak rentgen czaszki aby sprawdzić
czy przypadkiem przerastające zęby nie są powodem pojawiania się wydzieliny z noska. No i może po urlopie
zaszczepimy na pomór...
Od 11 sierpnia jesteśmy na urlopie... królisie zostają pod opieką mojej siostry, która się na ten czas do
nas przeprowadza. W weekend przed wyjazdem będę ją podszkalać... mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze
i nie będzie problemów... ale i tak będę dzwonić kilka razy dziennie ;))
2003-08-04 23:32:43
urlopik :))
... dziś w nocy wyjeżdżamy - królisie zostają pod opieką siostry, która na czas naszej nieobecności
będzie z nimi mieszkała. Już sporządziłam całą instrukcję "obsługi" oraz przeprowadziłam dwudniowe
szkolenie "na żywo" ;) Mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów... a jakby co - to mamy oczywiście
stały kontakt telefoniczny i dodatkowo możliwość pomocy ze strony Kasi (od Kapiego i Neseczki - Kasiu..
WIELKIE dzięki, jesteś kochana :))
Tymczasem ściskam wszystkich czytelników i do "przeczytania" po moich krótkich (ale zawsze ;)) wakacjach!
2003-08-10 20:48:28
skocz do góry
09.2003
oj długo mnie nie było...
... po urlopie. Oczywiście wszystko było w porządku i żadnych nieprzewidzianych niespodzianek królisie nie
robiły siostrze... no może poza jednym drobiazgiem... Funio mi się tak poprzestawiał przez naszą nieobecność,
że zaczął sikać w różnych miejscach tylko nie w kuwecie :( Na drugi dzień po powrocie do domu gdy rozpoczęłam
sprzątanie, okazało się, że cały niemal futrzak leżący pod klatkami królików jest mokry :( Przez chwilkę
zastanawiałam się, czy go nie wywalić po prostu... ale jeszcze dałam mu szansę i zabrałam się za pranie.
W miejscu futrzaka najpierw położyłam folię a na niej królicze prześcieradełka, żeby mi na razie już podłogi
Funio nie dekorował plamami.. no i rozpoczęłam intensywne uświadamianie królika, że to nie jest dobry pomysł
sikać poza kuwetą ;) W chwili obecnej folia już nie leży - ale i futrzak nie wrócił na swoje miejsce, bo
stwierdziłam, że jak to zrobię po tak krótkim czasie to Funio nie zdąży zapomnieć o tym sikaniu i będzie
chciał go "przywrócić" do stanu przed praniem... Kupiłam natomiast cztery takie chodnikowe dywaniki i
położyłam w miejscu futrzaka. Cztery osobne - bo łatwiej je prać w razie czego... i szczerze mówiąc, to
chyba już tak zostanie... to dość wygodne, bo można układać dowolne konfuguracje i prać pojedyńczo. Do tej
pory Funio na jeden z dywaników siknął tylko 3 razy (... tylko...) i uważam to za sukces :D Ćwiczymy nadal
trafianie do kuwety... mam nadzieję, że będzie to owocne.
A teraz - najlepsze, co wydarzyło się w te wakacje, to... - spotkanie z moimi internetowymi przyjaciółmi -
Kazikiem i Truniem! Tak, tak... byliśmy w odwiedzinach u najstarszego wśród forumowiczów
(www.forum.kroliki.com) królisia i jego oddanego, dwunożnego przyjaciela. Było przesympatycznie i już
odliczam czas do najbliższej okazji na kolejne spotkanie ;) Trunio jest przesłodki - oczywiście całkowicie z
zachowania różny od mojej czwórki. W bardzo śmieszny sposób nosi uszka - nie pionowo, a jak nietoperz ;) -
pochylone na boki. Ja zawsze patrząc na zdjęcia Trunia(http://acn.waw.pl/kundelki/krolik/) dziwiłam się
tym uszkom, ale on faktycznie tak je trzyma zawsze - nigdy nie pionowo :) Trusiaczek ma do dyspozycji całą
działkę, biega sobie od świtu do zmierzchu po trawce i w zasadzie robi na co tylko ma ochotę (oczywiście
pod okiem opiekuna). Wcale nie widać po nim tych ośmiu lat, natomiast widać, że czuje się na swoim terenie
wspaniale. A jakie Trunio ma cudne, długie rzęsy... pierwszy raz widziałam u króliczka takie. Ahh... ja
muszę uzbierać na własną działkę... nie ma to jak widok szczęśliwego królika na działce... Kaziu -
serdeczne dzięki za spędzony czas, mam nadzieję, że powtórzymy... :D
2003-09-03 22:28:33
lejek, pieszczoch i brokuły...
... i znów miałam długą przerwę - od ostatniej notki minął chyba prawie miesiąc. Wszystko to spowodowane
nawałem pracy i co za tym idzie - całkowitym brakiem czasu na dodatkowe zajęcia. Dziś dzień wolny - mogę
zebrać do kupy królicze wieści i spisać co nieco na łamach bloga :)
Lejek - jak niektórzy się pewnie domyślają, chodzi o Funia... Chęć zraszania wielu miejsc w pokoju nie
minęła niestety i nadal raczona jestem plamami o wielu kształtach na chodniczkach i dywanie. Chodniczki
to był jednak dobry pomysł, bo przy tak małym gabarycie pranie jest jak najbardziej wykonalne bez
większych problemów. Tak mi chyba już zostanie i pracuję nad przyzwyczajeniem się do sikacza. Całe
szczęście, że miejsca lania są jednoznacznie określone (... no od czasu do czasu pojawia się tylko
jakieś nowe...) bo ułatwia to kontrolę i sprzątanie (nie trzeba przeprowadzać śledztwa ;))
Pieszczoch - oczywiście Misiaczek :) Wczoraj wieczorem jak wróciłam z pracy zaszczycił mnie
niespodziewanie wciskając się niemal na kolana. Siedziałam na narożniku i pałaszowałam kolację, a
ten raz z jednej raz z drugiej strony się wciskał... Musiałam go głaskać ze zwiększoną częstotliwością,
bo inaczej podgryzał... taki był jakiś poddenerwowany - jak przestawałam to się irytował i drapał narożnik
jak to on potrafi ;) Trwało to kilkadziesiąt minut, zwykle tak długo nie ma ochoty się pieścić... chyba
się stęsknił...
Brokuły - dziś po raz pierwszy dałam królikom po kawałku tego warzywa. Zjadł Miś - bez jakiegokolwiek
ociągania... a reszta towarzystwa popróbowała "na ząb" i dała spokój... ale one tak zawsze - z wielkim
dystansem do każdej nowości jaką jedzą po raz pierwszy lub po długiej przerwie. Ciekawa jestem jak
Misiowy żołądek zareaguje na brukuła... mam nadzieję oczywiście, że pozytywnie.. ale znając jego
tendencje, może być rano biegunka. Zobaczymy... Jeśli warzywko się "przyjmie" to będzie kolejny
składnik dietki maluchów :)
... to by było na tyle, do następnego razu mam nadzieję zbierze się więcej nowinek :)
2003-09-27 19:52:35
mniam mniam :D
Brokułek smakuje wyśmienicie - wczorajsze porcje zniknęły bez śladu :) Żadnych sensacji żołądkowych nie
było i szczerze mówiąc jestem takim stanem pozytywnie zaskoczona, bo zwykle gdy podawałam nowości lekkie
rozwolnienie następnego dnia miało miejsce... tym razem nic zupełnie. Dziś rano dostały więc znów po
kawałku i już nie ociągały się ze spróbowaniem - pałaszują aż uszka się trzęsą. Najpierw odgryzany jest
kwiat, potem gałązki a na końcu zabierają się za "nogę". Jest przy tym nieco więcej zabawy dla nich niż
przy innych warzywach - mam takie wrażenie, że to wygryzanie kwiatu nie jest przypadkowe a przemyślane i
traktują wybiórczo na początku te najsmaczniejsze kąski ;) Mają więc przy okazji powód do "myślenia" -
gimnastyka ciała i umysłu za jednym zamachem ;))
Jeszcze poobserwuję je przez jakiś czas i potem dopiero będę mogła stwierdzić z przekonaniem, że brokuły
to dobry pomysł. Jak na razie jest genialnie...
2003-09-28 10:59:50
skocz do góry
10.2003
... los miłośnika królików
Nabyliśmy nowy komplet chodniczków... stwierdziłam, że muszę mieć jeszcze dodatkowe na zmianę w związku z
Fuńkiem-lejkiem - gdy jedne się suszą, to drugie leżą na podłodze :) Uprałam od razu te poprzednie, bo już
się nadawały... i obserwuję, co też będzie się działo z nowymi. Na razie zaliczyły tylko dwa siknięcia w
ciągu 4 dni... więc to niemal sukces :D Oczywiście spierane zaraz po wykryciu. Na poprzednie Funiek lał z
większym zaangażowaniem... hmm... zobaczymy, może nie będzie tak źle i te zostaną dłużej bez prania.
Maluchy dostały też nowe michy na zieleninę i nawet z nich porządnie korzystają :) Mamy więc teraz całą
króliczą "zastawę" poza sztućcami ;))
Ograniczam znów nieco bardziej ilość podawanego granulatu w zamian za większą porcję warzyw i zieleniny.
Do jadłospisu włączyliśmy już brokuły na stałe, jak również liście brokułów - wypatrzyłam takie piękne,
duże w sklepie i zabrałam całą reklamówkę - bardzo królikom smakują... powiedziałabym nawet, że bardziej
niż sam kwiat. Ze względu na zmienione proporcje w karmie suchej i soczystej mam teraz więcej sprzątania
w kuwetkach... sikają bowiem niesamowicie dużo po warzywkach w takiej ilości... ale cóż - taki los
miłośnika królików ;)
2003-10-07 20:40:17
skocz do góry
11.2003
kolejne nowe danko...
... postanowiłam znów coś urozmaicić w jadłospisie królików i zakupiłam dziś kalarepkę z pięknymi
listkami - więc kolacyjka będzie (tak myślę) lekkim zaskoczeniem... ale mam nadzieję, że smakowitym ;)
Jak poszła konsumpcja - napiszę po degustacji...
2003-11-02 21:22:17
i znów coś nowego :)
... oj długo mnie nie było - coś ostatnio tak mi wychodzi...
Jeśli chodzi o kalarepkowe liście - bardzo maluchom smakowały i oczywiście nie wywołały żadnych negatywnych
reakcji ze strony układu pokarmowego. Niestety, jakoś po pierwszym zakupie już więcej nie spotkałam ich w
sklepie, więc jak do tej pory nie dostały powtórki... dziś natomiast, udało nam się kupić jarmuż :D jeszcze
nie dostały, ale wygląda wyśmienicie i myślę, że będzie podobnie smakował jak wszystkie inne serwowane
zieleninki.
Toffikowi urosły zimowe "sterowniki" ;) Pewnie większość z czytelników bloga nie wie, co to takiego... muszę
więc wyjaśnić: otóż, Toffik ma dość krótką sierść na całym ciele z wyjątkiem dużo dłuższej grzywy (chyba był
mieszany z lwem)... no i dwóch komicznych kępek sierści, ułożonych symetrycznie po lewej i prawej stronie
od ogonka. Te właśnie kępki nazywamy z Jackiem żartobliwie "sterownikami". Wyglądają strasznie śmiesznie,
bo tak sterczą równolegle do podłogi i powiewają w rytm podskoków ;). Są dużo dłuższe od reszty sierści i
wyrażnie je widać - szczególnie zimą. Nie wiem czy na jakimś zdjęciu można je zobaczyć choć troszkę - ale
chętnych zapraszam na stronę do galerii Toffika - może się uda przylukać ;)
Rysieńka kilka dni temu zaklinowała mi się nocą za klatką chłopaków. Znów próbowała się przecisnąć szparką
ze swojego kojca - tym razem nie wyszło i rano musiałam ją wydłubywać, bo chyba sama nie potrafiła się
wycofać... mały głupol. Nie wiem jak długi czas spędziła wciśnięta za klatkę, ale poza tym, że była
strasznie wściekła jak ją oswobodziłam - nie zauważyłam żadnych uszczerbków na zdrowiu i kondycji.
Mamy w mieszkaniu remont kuchni i łazienki - przymusowy, bo nam wymieniali rury wszelakie... i on niestety
jeszcze trwa i trwa... i pewnie długo potrwa, bo jakoś tempo nie jest zawrotne. Miś dzielnie asystował
panom hydraulikom przy pracach - Jacek oczywiście miał na wszystko oko, żeby królik gdzieś nie został
poturbowany niechcący. Jego ciekawość nie ma granic - buszował po każdej odsłoniętej dziurze... Teraz
pozostało mu już tylko robienie slalomów między wystawionymi z łazienki sprzętami... wiele rzeczy stoi
mi jeszcze na środku pokoju - a Miś potrafi przy dźwiękach wiertarki i młotka po prostu rozwalić się
między nimi podwoziem do góry i słodko chrapać ;) Całkowicie bezstresowy...
O Funiaczku nie było jeszcze... ale on jest taki grzeczny lejek ;)), że nie mam w zasadzie o nim żadnych
sensacji.
Po degustacji jarmużu napiszę jak było.
2003-11-15 22:53:43
skocz do góry
12.2003
Stowarzyszenie Miłośników Królika OMYK
29.11.2003r powstała pierwsza polska organizacja zajmująca się tematyką królika domowego. Na zebraniu
założycielskim, trwającym jak pamiętam - niemal 10 godzin (... może nawet i dłużej), dwunastu dyskutantów
króliczego forum www.forum.kroliki.com powołało Stowarzyszenie Miłośników Królika OMYK. Jest już w necie
wizytówka organizacji zawierająca podstawowe informacje o jej działalności oraz regulamin. Wszystkich
zainteresowanych zapraszam serdecznie:
www.kroliki.org (bezpośredni link po lewej stronie - SMK OMYK).
W okresie przedświątecznym planowana jest już pierwsza akcja Stowarzyszenia pod hasłem "Wesołych Świąt
Króliczku" - o szczegółach akcji, jak również o wszystkim innym co związane z SMK OMYK można dowiedzieć
się bezpośrednio od przewodniczącej Aseti, pisząc pod adres: smk@omyk.z.pl
Serdecznie zapraszam do zapoznania się z naszą działalnością - na łamach bloga i Króliczej Strony
będą pojawiały się informacyjne spoty sygnalizujące akcje, zamierzenia i wydarzenia królicze.
2003-12-06 13:43:28
... Święta....
... no właśnie - już tuż, tuż...
Wszystkim czytelnikom bloga chcieliśmy wspólnie z królikami (oczywiście ;) życzyć dużo Zdrówka - bo to
najważniejsze, Radości - to równie ważne, Spokoju - ileż znaczyłoby zdrowie bez spokoju i na odwrót,
spełnienia Marzeń i dużo dużo Szczęścia - każdemu się ono należy...
2003-12-21 13:12:20
nie lubię świąt...
... to prawda - nigdy nie lubiłam i tak niestety się składa, że nie polubię chyba i nie polubię... zwykle
coś mi się dzieje w tych dniach przykrego, więc czemuż miałby być wyjątek tego roku?
Między innymi smutkami "Boże Narodzenie 2003" Misiowi pogorszył się katar. W nadchodzący weekend będziemy
się starali zrobić zdjęcia rentgenowskie czaszki aby wykluczyć problemy z zębami. Podejrzewamy niestety
pasteurelle... poprzednio co prawda wymaz wydzieliny z nosa wykazał gronkowca i na niego leczyliśmy...
ale to przyniosło rezultaty na krótko. Potem były etapy silniejszych i słabszych ataków kichania, ale bez
jakichś sensacji... a teraz od trzech dni jest nie dobrze :( Bardzo się powiększyła ilość wydzieliny, nos
jest wyraźnie zatkany i przeszkadza w oddychaniu. W wigilijny wieczór Miś miał objawy neurologiczne -
przechylenie główki w lewą stronę, ale na drugi dzień to przeszło. Jesteśmy oczywiście w kontakcie z naszą
weterynarz - w poniedziałek ze zdjęciami zaczynamy leczenie - chyba jednak pod kontem pierwotniaka... może
zęby też się tam trochę dają we znaki, ale ogólnie to wygląda na pasteurellozę.
Misiowy apetyt nie słabnie na szczęście - je i pije prawie normalnie - tylko z większymi przerwami...
drobi sobie na kilka razy, na więcej razy niż do tej pory. Co dziwne - odmawia jedzenia cykorii... którą
lubił do tej pory bardzo. Wiążę to właśnie zjawisko z kłopotami zębowymi - wydaje mi się, że on wybiera
pokarmy, które być może sprawiają mu mniej kłopotów podczas żucia - czyli wchłania granulat... ale i
marchew, ale i korzeń pietruszki... nawet seler naciowy. Bzyczał sobie dzisiaj pociągając nosem - więc
z samopoczuciem wracamy do normy - wigilia była najgorsza...
O właśnie - kolejne nowe danie wprowadzone niedawno do jadłospisu czwórki to seler naciowy - bardzo
zasmakował, żadnych sensacji po nim nie ma - zjadają wyśmienicie :) Kroimy na kawałki, bo seler naciowy
ma takie mocne włókna i mogą króliczki mieć problem z ich przerobieniem chyba... takie mam wrażenie i coś
podobnego gdzieś słyszałam... więc kroimy.
Coś tam porobiłam troszkę aktualizacji na stronie - nie wiem czy jeszcze zaglądacie ;) Są wersje do druku
większości działów... może jeszcze coś mi się uda nowego dorobić przez wolne dni (jak będę je miała).
To by było tyle - po badaniach Misia napiszę co dalej.
2003-12-26 13:36:26
rentgen...
Jesteśmy już po prześwietleniu - mamy 4 "twarzowe" fotki ;) Miś zadowolony nie był - nawet ugryzł... ale
jakoś poszło. Teraz w poniedziałek dowiemy się czy te zębiska nie są przypadkiem za duże... jak na moje
oko - to są ogromne, ale ja pierwszy raz widzę zdjęcie czaszki królika "na żywo" i wiele może mi się
wydawać...
2003-12-27 12:16:26
skocz do góry
01.2004
ciąg dalszy o Misiu...
... otóż zdjęcia rentgenowskie okazały się być wzorcowym przykładem uzębienia króliczego (oby każdy takie
miał jak Miś) :) Po kolejnym jednak przebadaniu okazało się, iż prawdopodobnie przechylenie główki
spowodowane było zapaleniem lewego ucha. Był nadmiar wydzielinki i przez tydzień leczyliśmy ucho. Już
jest po i Miś czuje się dużo lepiej. Katar oczywiście nie ustąpił, ale nie jest też tak obfity jak przed
leczeniem ucha. Prawdopodobnie zapalenie ucha i katar wywołuje ta sama bakteria... Obecnie dałam Misiowi
trochę czasu na odreagowanie po tych wszystkich akcjach i nie podejmuję żadnych kolejnych kroków.
Niewątpliwie powrócę do sprawy kataru, ale to jak Miś odpocznie - nie dobrze jest "szpikować" tak zwierzaka
różnymi lekarstwami non stop... Jego stan znacznie się polepszył - już je normalnie, ma apetyt jak zawsze,
bzyczy głośno i biega, więc jest w porządku. Jego zachowanie wyraźnie odzwierciedla stan zdrowia i jak
widzę go w takiej formie to wiem, że jest ok :)
2004-01-18 14:27:02
skocz do góry
02.2004
ojoj...
.. prawie mnie nie ma na blogu miesiąc. Przepraszam czytelników zniecierpliwionych i może nawet
zawiedzionych troszkę... ale mam taki nawał różnych rzeczy na głowie, że nie nadążam. Krótko tylko
wspomnę, że u czwórki wszystko dobrze :) Już zaczął sie sezon szczepień, więc my również niebawem się
jedziemy zaszczepić oczywiście.. ale kiedy to jeszcze nie wiem precyzyjnie. Funio mi troszkę kaszle -
muszę chyba to sprawdzić i może jakieś leczonko będzie przed szczepieniem, więc najprędzej to wyjdzie
nam za jakieś dwa tygodnie pewnie. Misiowy katar znów ustał i teraz jest całkiem dobrze :) To się tak
dzieje jakoś, że są momenty nasilenia i są takie, kiedy nawet nie kichnie. Dziś spróbował po raz pierwszy
czerwonej papryki. Smakowało :)... reszta towarzystwa się wypieła i nie chciała nawet powąchać...
Taki skrót na gorąco i znów znikam, ale będę się starać coś dopisywać... przynajmniej takie krótkie notki
w międzyczasie :)
2004-02-28 21:32:19
skocz do góry
04.2004
... ufff :))
... po kilkutygodniowym braku możliwości napisania notki - JESTEM! Powodów nieobecności było co najmniej
2... po pierwsze: miałam remoncik kompa, po drugie: z powodu remonciku straciłam hasło i oczywiście go
nie zapamiętałam... wszystko mi się pomerdało z nadmiaru spraw na głowie i w zasadzie czekałam na pomoc
ze strony admina. Dziś dostałam nowe hasło i już niebawem napiszę coś więcej o królaskach. Teraz tylko
wspomnę o tym, że są po szczepieniu na mykso już chyba 2 tygodnie - nie było żadnych objawów syndromu
poszczepiennego (choć nasza pani wet mówiła o tegorocznych częstych i silnych myksomatozach poszczepiennych).
Niedługo... właściwie na dniach będziemy się szczepić na pomór i to już na to półrocze dość zastrzyków :)
Pozdrawiam wiosennie wszystkich oczekujących na nowe notki!
2004-04-21 14:39:09
skocz do góry
05.2004
... Kicek, wiosna itd.
... pojawiam się i znikam, to chyba określenie adekwatne do tego co na blogu ostatnio wyczyniam... a
raczej - czego nie wyczyniam ;) Od zeszłego tygodnia wstępować znów częściej zaczęłam na Królicze Forum
i to mnie nieco zajęło - zapoznać się bowiem z tymi setkami postów... to nie lada zadanie. Dla tych,
którzy oczekują wieści na temat losów Kicka (królika z Serwisu Adopcyjnego) winna jestem parę słów: otóż
Kicek był u nas kilka dni. Nie ukrywam, że troszkę liczyłam na "szczęście" w kontaktach Kicka z Miśkiem,
biorąc pod uwagę jego niezwykłą łagodność i spokój (Miśka)... ale nie zaistniała niestety "przyjaźń od
pierwszego wejrzenia"... wiem, wiem - to się prawie nie zdarza - ale spróbowałam... Króliki walczyły ze
sobą dość zawzięcie a ja nie miałam na celu przyzwyczajać ich do siebie na siłę... mogłabym to robić - ale
nie chciałam. Miś ma już ponad 5 lat, nie jest to młody królik, więc postanowiłam nie doprowadzać po
pierwszej stoczonej walce (oczywiście rozdzielonej w odpowiednim momencie) do ponownych zbliżeń. Tym
samym określił się już jednoznacznie stan "zakróliczenia" u mnie w domu - więcej futrzaków nie będzie -
no oczywiście w czasie współdzielenia powierzchni z obecną gromadką... co jeszcze mam nadzieję potrwa
długo... długo :)
Ciąg dalszy o Kicku: podczas gdy królik był u mnie, z chęcią jego adopcji zgłosiła się jeszcze jedna rodzina
- więc w sumie bardzo sprawnie i szybko udało nam się przyczynić do "zadomowienia" Kicka już "u siebie"...
na stałe :) Z ludźmi, którzy go przygarneli kontaktowałam się osobiście, osobiście również odwieźliśmy
Kicka, przez co mam stuprocentową pewność, że będzie mu "jak w niebie" :)) W czasie pobytu zwierzaka u
nas zdążyliśmy mu pstryknąć kilka fotek - będą niebawem w galerii znajomych na Króliczej Stronie.
Czwóreczka miewa się dobrze, pochłania duże ilości wszelkich zieloności dostępnych z tytułu wiosny ;) -
począwszy od liści rzodkiewek, poprzez nać marchwi, selera, pietruszki... skończywszy na własnoręcznie
zrywanych mleczach - wszystko oczywiście pyszne i mocno wskazane. Nie szczepiliśmy się tylko jeszcze na
pomór... coś nam się znów opóźnia... ale musimy się zebrać "do kupy" i pójść wreszcie, bo zaczynamy dawać
zły przykład ;)
To by było na razie tyle... muszę się też częściej zabierać za pisanie notek - bo ciąży mocno na mnie
świadomość nie do końca dobrze spełnionego "obowiązku" wobec Was... ŚCISKAM :D
2004-05-26 12:13:56
pytanko
Czy ktoś z czytelników wie może, co też dzieje się z blogami Lionki i Gapulki? (linki do nich po lewej
stronie...) Sprawdzam i od jakiegoś czasu nie działają... nie wiem czy to w ramach jakichś zmian i potem
będą działać... czy po prostu - padły... Jeszcze linków do nich nie usunę, ale jeśli sprawa się nie
wyjaśni - będę zmuszona, bo głupio mieć puste odnośniki... Swoją drogą - SZKODA :( Dajcie znać, jakby
ktoś wiedział czy te blogi "wrócą"... jak również, jeśli znacie inne królicze blogi, o których ja nie
wiem.
2004-05-26 15:41:07
informacje
... pierwsza: usunęłam z linków po lewej stronie odnośniki do blogów Lionki i Gapulki gdyż były nieaktywne.
... druga: jutro drugi Zjazd Króliczy :D (a raczej może takie "większe" spotkanie) - jak było, dowiecie
się z relacji foto na stronie... bo jak w poprzednim wypadku zamierzam popstrykać...
2004-05-28 10:58:53
skocz do góry
07.2004
letnie odbicia Rysiula... czyli: destrukcyjny króliczek
Zastanawiam się właśnie, jak na Wasze króliczki wpływa lato... bo na jednego z moich wyjątkowo pobudzająco.
Mam na mysli Rysiulkę, która mimo iż po sterylizacji już ho ho... to jednak coś tam w jej organiźmie budzi
się wiosną i dokazuje latem ;)
Od co najmniej trzech tygodni Rysiul przeistacza się co rano i co wieczór w destrukcyjnego "potworka" i z
zawziętością demoluje pewne fragmenty mieszkania. Pierwsza rzecz, której już niebawem trzeba będzie
wyprawić pogrzeb, to jeden z Rysiulowych dywaników u niej w kojcu. Ma tam trzy... ma już długo - to nie
żadne nowości. Wcześniej nigdy jej nie przeszkadzały - wręcz przeciwnie - lubiła sobie na nich leżeć i
po nich biegać... obecnie z jednego dywanika są już tylko marne ścinki. Został doszczętnie niemal
poszatkowany na mini kawałeczki, których garście wybieram przy każdorazowym sprzątaniu kuwet, czyli
rano i na wieczór.
Druga rzecz budząca pianę na tym milusińskim pyszczku, to... kuweta! Teraz już się troszkę uspokoiła,
ale był czas w ciągu tych trzech tygodni, kiedy to pobudka rano mogła obyć się bez budzików ;) Rysiul
chwytał zębami górną część kuwety z separatorem moczu i rzucał nią po ścianach, po ściankach kojca,
wszędzie gdzie dała radę dorzucić. Można sobie wyobrazić jakie to dawało efekty dźwiękowe... zapewniam,
że wystarczające aby stanąć do zawodów z najgłośniejszym budzikiem.
No i jeszcze trzecia ofiara destrukcyjnej działalności króliczki - drewniana skrzyneczka, jaką kupiłam
królikom niedawno w celach "rozrywkowych". Bidula co dzień po troszku traci jedną z nóżek... ale co tam -
Rysiul wie lepiej ;) skrzynce nie potrzeba przecież aż czterech nóg!
To by było na tyle o letnich zniszczeniach. Korzystając z okazji, iż mam chwilkę na napisanie notki -
zapraszam wszystkich do Króliczego Serwisu Adopcyjnego bo dużo w nim ostatnio ruchu... bardzo się rozwija
współpraca - poczytajcie i powiedzcie innym, że takie rzeczy jak Serwisy Adopcyjne dla królików również
istnieją.
2004-07-10 22:06:32
APEL RUMBURAKA
... tu nie potrzeba komentarza :( po prostu wejdź tam i przeczytaj uważnie...
czy zrobisz coś więcej?
2004-07-16 19:13:04
o bzyczeniu...
... gdy Misio się budzi z drzemki pod stolikiem, a ja jestem na horyzoncie to już w trakcie przeciągania
się i ziewania głośno "bzyczy"... chyba mówi coś do mnie :)...
A potem oczywiście przybiega, ale tylko na chwilkę... bo jego myśli krążą już przy misce ;) No i tam
pędzi "bzycząc" jeszcze głośniej. Bardzo to słodkie...
2004-07-26 16:44:50
skocz do góry
09.2004
... głaski i kolce
... "wymęczyłam" wczoraj te moje liniejące potworki i nawet, oprócz wygłaskania i wyczesania w celu
wiadomym ;) pozwoliłam sobie na obcięcie pazurków w pojedynkę. No i wyszło nieźle - ale tylko u Toffika
i Fuńka - Miśka i Ryśki bym się tak nie odważyła obcinać... za bardzo są nerwowe i bez wyrywania by się
nie obeszło. Jak wypróbowałam i okazało się dobrze - to już od teraz chyba lepiej im będzie obcinać bez
trzymania w pionie, bo wydaje mi się, że mniej to stresu. Wcześniej, jakoś sobie nie pomyślałam, że mogą
być wtedy na tyle spokojne.
Od czasu odwiedzin u Zuzi i przytargania do domu reklamówek z gałązkami brzozy oraz jeżyn, króliki nic
innego nie robią tylko w tej "gęstwinie" buszują :) Jedna reklamówka stoi w przedpokoju i do niej dobiera
się Misiek, a w pokoju trójki gałązki luzem wrzucone są do króliczej drewnianej skrzynki i jak któreś ma
ochotę to sobie tam wskoczy nawet. Wyjadają najchętniej liście jeżyn, co mnie zaskakuje za każdym razem,
bo to przecież takie kolczaste jest, że sama mam problem aby wziąć do ręki gałązki... króliki jakieś są
odporne wyjątkowo na wszystkie kolczaste rośliny... i strasznie je lubią (to samo było z ostem - suszone
uwielbiają i zjadają bez zwracania uwagi na kolce).
2004-09-05 11:28:45
... dzień królika
... a dziś podobno Międzynarodowy Dzień Królików :D Wszystkim więc (uszatym) buziaki i dużo zdrówka!!
2004-09-28 13:10:19
skocz do góry
10.2004
... wykryliśmy tłuszczaka :(
... u Rysieńki. Jak to było po kolei: Rysieńka jest reksikiem, więc ma króciutką sierść, która w okresie
linienia jeszcze bardziej przylega do skóry. Właśnie w tym czasie wyraźnie widać na jej ciele każdą niemal
fałdkę, a ponieważ Rysieńka nie jest chudzinką - troszkę tych fałdek tu i ówdzie da się znaleźć. Może nie
tylko ilość tłuszczyku ma tu znaczenie (grubasem też nie jest) a sama budowa reksa... skóra sprawia bowiem
wrażenie nieco przy dużej w niektórych miejscach, np. w zgięciach kończyn. Zaniepokoiła mnie jedna z takich
fałdek skóry, która wyraźnie uwidoczniła się u nasady przedniej kończyny w okolicy pachy. Zainteresowałam
się tym zjawiskiem i dokładnie "wymacawszy" fałdkę stwierdziłam, że w worku skórnym jest coś o konsystencji
pośredniej między gęstym płynem a kauczukowatą masą. Udaliśmy się więc do lekarz weterynarii Anny Kryspin
na badanie (prowadząca moje króliki lek. wet. Milena Wojtyś była akurat w tym czasie nieobecna). Okazało
się, że z całą pewnością można wykluczyć ropień, charakter zgrubienia nie przypomina także klasycznego
guza, ale za to bardzo przypomina właśnie tłuszczaka... Podjeliśmy leczenie - na początek seria zastrzyków
z preparatu o wdzięcznej nazwie "Tarantula", mającego za zadanie "skupić" tłuszczaka. Rysieńka jest w
chwili obecnej (27.10.2004) po trzeciej dawce - preparat daje zadawalające rezultaty nie wprowadzając
żadnych zaburzeń w organiźmie króliczki, tłuszczak wyraźnie się już "skurczył". Zastrzyk będzie jeszcze
jeden w ciągu tego tygodnia, a potem już przygotowanie do zabiegu mającego na celu usunięcie tłuszczaka
wraz z właściwym "zapasem" tkanki wokół niego i oddanie do badania histopatologicznego aby stwierdzić czy
jest to tłuszczak złośliwy czy łagodny. Podobno można nawet stwierdzić jakie organy czy też części ciała
są najbardziej narażone na ewentualne przerzuty... jeśliby oczywiście coś takiego Rysieńce groziło - mam
oczywiście nadzieję, że na jednym tłuszczaku się skończy i wszystko wróci do normy :)
... Rysieńka nie odczuwa żadnych dolegliwości związanych z tłuszczakiem, nie widać po jej samopoczuciu
żadnych zmian... no może tylko zaskoczenie wizytami u weterynarza ;) Już niedługo ciąg dalszy, być może po
zabiegu...
2004-10-27 17:49:23
ostatni zastrzyk
... właśnie wczoraj Rysieńka przyjęła ostatni z przewidywanych zastrzyków "Tarantulowych" i prawdopodobnie
pod koniec przyszłego tygodnia będziemy się umawiać na zabieg.
... a Misiaczek lubi jak się go porządnie drapie po pleckach ;) Tak się wtedy wypręża i zastyga w bezruchu
jak psiak... dokładnie takie reakcje - psy się tak wyprężają i nastawiają do drapania...
2004-10-29 10:03:38
skocz do góry
11.2004
zabieg...
Na piątek jesteśmy umówieni na zabieg usunięcia tłuszczaka. Około 22 odwozimy Rysieńkę do kliniki i
pozostawiamy ją tam do następnego dnia - jeśli będzie wszystko dobrze, odbierzemy pewnie w okolicach
południa. Trzymajcie kciuki - musi się wszystko dobrze udać...
2004-11-04 16:33:17
zabieg na razie odwołany...
Odwołałam zabieg... muszę to jeszcze przemysleć, ponieważ przeszukując informacje na temat tłuszczaków
jak również konsultując się z lekarzami weterynarii zebrałam informacje, że tłuszczak jako najłagodniejszy
z tego typu nowotworów nie zawsze wymaga interwencji chirurgicznej. Lekarze w odpowiedziach skierowanych
do ludzi mających tłuszczaki piszą, że zabieg usunięcia tłuszczaka jest wskazany wtedy, gdy guz się
powiększa, jest bolesny, przeszkadza... a gdy nic z tych trzeczy się nie dzieje to spokojnie można z
tłuszczakiem żyć i nic się złego nie dzieje... Nie chciałabym kroić królika bez konieczności, to
oczywiste... może zrobimy jakąś biopsję najpierw albo co... Muszę w każdym razie jeszcze się pokonsultować
zanim narażę zwierzaka na niepotrzebny być może stres. Może wcale nie będziemy go wycinać. Będę pisać co z
tych konsultacji i badań mi wyjdzie... tymczasem dzięki za trzymanie kciuków :D
... a jesli bloga czyta jakiś weterynarz albo student weterynarii... ewentualnie osoba mająca z
tłuszczakiem do czynienia w swoim życiu - to proszę o opinie na ten emat, chętnie się zapoznam.
2004-11-05 18:21:57
powtórka z kalkulacji wiekowej
Postanowiłam sporządzić wiekową listę moich zwierzów, bo to zawsze się przydaje... a więc:
Toffik w listopadzie 2004 skończy 4 lata i 11 miesięcy...
Funiek jest o miesiąc młodszy, więc ma 4 lata 10 miesięcy...
Rysieńka - liczy sobie 4...
natomiast Miś - najstarszy - ma już 6 lat, przy czym jego datę urodzin znam najprecyzyjniej bo mam wpisaną
na certyfikacie.
Daty urodzin mogę oszacować mniej-więcej:
Toffik - I/II.2000r
Funiek - II/III.2000r
Ryśka - I.2001r
Miś - X/XI.1998r
2004-11-30 11:17:23
skocz do góry
12.2004
... Świeta, Święta...
... co prawda już się kończą, ale myślę, że jeszcze nie jest to wstyd życzyć Wam wszystkim dużo zdrowia,
radości, uśmiechu i spokoju w tym okresie bożonarodzeniowym i na przyszły rok 2005. Taka jestem zabiegana,
że nawet nie zdążyłam zrobić świątecznych, kroliczych kartek... ale może wybaczycie ;)
Wszystkiego dobrego dla wszystkich odwiedzających Króliczą Stronę i nasz Blog :D
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!!
2004-12-26 15:07:32
:((
... Święta są jednak beznadzieje :(( nie lubiłam, nie lubię i lubić nie będę - dziś nad ranem odszedł
Trunio Kaziora...
2004-12-26 21:20:14
skocz do góry
01.2005
ucho Misia
Misia boli uszko - oczywiście, nie mogło się obejść bez chorób w okresie świątecznym... to już u mnie
tradycja i wcale się nie zdziwiłam... a raczej - byłam na "coś" przygotowana. Zawsze w święta "coś" się
mi przytrafia (mi - w sensie nam = rodzinie, bliskim, zwierzakom itd.) Po telefonicznej konsultacji z
naszą wetką w Nowy Rok (oj, ja ją zawsze nękam i nie daję spokoju w święta... ale mam nadzieję, że mi
wybaczy ;)) zakraplamy Misiowi do uszka Dexoryl - dwa razy dziennie - i będziemy tak przez co najmniej
pięć dni (dziś jest drugi). Widać po jego nastroju, że chyba trochę już pomogło - pierwszego dnia nie dał
się dotknąć - a teraz już mogę głaskać głowę :) W któryś dzień między Świętami (chyba środę) zaniepokoiło
nas to, że Miś jakoś niechętnie je... ale ponieważ boby były w normie, siku też - to nie wiązałam tego z
dolegliwościami brzusznymi. Szukałam powodów i w końcu znalazłam... całkiem przypadkiem - spostrzegłam,
że troszkę trząsa główką w sposób w jaki zwykle tego nie obserwowałam. Potem, po baczniejszym śledzeniu
jego poczynań okazało się, że drapie jedno ucho częściej niż drugie no i postanowiłam sprawdzić - co
prawda nic w nim nie znalazłam, nawet nadmiaru wydzieliny szczególnie nie było... ale bolało z całą
pewnością, bo jak tylko dotknęłam to była próba ucieczki. Na szczęście miałam w domu te krople, no i
na razie serwujemy ;) z czego Miś oczywiście zadowolony nie jest, bo on ogólnie nie przepada za żadnymi
ingerencjami w jego "jestestwo" ;) Je już częściej, ale po troszku, nawet bzyczy do granulatu ;) więc
raczej wszystko na dobrej drodze...
No to idę zapuścić kropelki...
2005-01-02 21:30:00
skocz do góry
02.2005
zwłoka
Troszkę zwlekam z kolejną notką, ale musicie wybaczyć, ponieważ składa się na to kilka przyczyn... z
których najważniejsza jest taka:
Pracuję nad całkiem nową wersją Króliczej Strony. Jest ona już mocno zaawansowana, jednak jeszcze wiele
rzeczy do zrobienia mi pozostało. Staram się mocno wykorzystać każdą wolną chwilę właśnie na stronę i w
związku z tym musiałam nieco przystopować z innymi rzeczami. Myślę, że w końcu lutego już będzie po
wszystkim... tak bym przynajmniej chciała dać radę.
Jeśli chodzi o Misiowe uszka - już są zdrowe. Wyleczyliśmy bez problemów.
Aha - no i jeszcze przypominam o sezonie na szczepienia królików! Luty/marzec to już pora aby się umówić
na wizytę z lekarzem weterynarii.
Pozdrawiam wszystkich i proszę o cierpliwość :)
2005-02-06 20:56:55
skocz do góry
04.2005
ostatnia notka
... tak tak, to nie "Prima Aprylis", choć w tym dniu pisana. Zdecydowałam zakończyć prowadzenie Króliczego
Bloga, ponieważ niedosyt czasu nie pozwala mi na rzetelne prowadzenie takiej ilości stron. Praca nad
Króliczą Stroną w wersji całkiem nowej dobiega końca - już na dniach zostanie udostępniona i na tejże
stronie w temacie "Blog" znajdziecie archiwum wszystkich napisanych tu przeze mnie notek, jak również tam
właśnie odbywała się będzie kontynuacja króliczego dziennika :-) Nie zamierzam bowiem tak po prostu
zaprzestać pisania o "czwórce" - będę robić to nadal i miło mi będzie, jeśli czytelnicy Króliczego Bloga
pójdą w ślad za mną, aby nadal uczestniczyć w naszym życiu. Dziękuję wszystkim uczestnikom bloga i
zapraszam na nową króliczą - już bardzo niedługo... adres nowej nie zmieni się - będzie taki jak starej,
czyli www.kroliki.z.pl
Likwidacja Króliczego Bloga, poprzez całkowite wykasowanie, nastąpi w chwili upublicznienia nowej Króliczej
Strony.
.. a tak w ogóle - IDZIE WIOSNA!! :-D
2005-04-01 12:47:44
skocz do góry
06.2005
Miś choruje :-(
Stan kiepski... Misiowi odezwała się pasterelloza i to bardzo solidnie. Wczoraj rano już grymasił przy
jedzeniu, ale nieco zieleniny skubnął. Po powrocie z pracy zastałam całą resztę śniadania nietkniętą. Miś
siedział pod narożnikiem, musiałam go stamtąd wygonić, żeby w ogóle zobaczyć jak on wygląda.
Miał już przechyloną główkę i nieco zaburzenia równowagi. Wysięk z nosa biały, widoczny. Zabraliśmy go
natychmiast do wetki.
Dostał z miejsca kroplówkę, i chyba w sumie z 7 zastrzyków (w tym antybiotyk i sterydy... i co jeszcze - nie
wiem). Strasznie był wymęczony, bałam się, że nie przeżyje nocy... on ma w sumie prawie 7 lat. Jest mocno
osłabiony, temperatura wczoraj była 38,6 stopni. I jeszcze te upały do tego wszystkiego...
Co umiem rozczytać z książeczki, to napiszę (na pewno będą błędy w nazwach):
dostał
- Dexaren
- vecoll (albo recoll)
- Intranit + Combivit
- Vetoflor (czy Vetoflon)
- NaCl + Duphalorte
W domu podaję doustnie co 12 godzin antybiotyk dla gołębi Enrobioflox 0,3 ml.
Jest karmiony Gerberami warzywnymi dla niemowląt (dziś rano dostał 15 ml), wczoraj skubnął po powrocie ciut
zieleniny. Granulatu nie tyka, nie podchodzi do jedzenia, trzeba mu donosić i podtykać pod nos, w zasadzie
siedzi w jednym miejscu, ale ma na tyle siły aby gryźć strzykawkę i odpychać, oraz uciekać biegiem gdy chcę
go wziąć na antybiotyk i karmienie.
Wczoraj jak go po wizycie wypuściłam z transportera to aż głośno zaczął bzyczeć, chyba się ucieszył, że jest
w domu. No ale potem jak poszedł pod narożnik to już nie wychodzi sam, trzeba go wypychać na zabiegi.
Wetka powiedziała, że on może tego nie przeżyć... no zobaczymy. Na razie się trzyma.
Mam mu podać jeszcze dziś flegaminę, żeby zeszła wydzielina. Teraz jestem w pracy, około 14 Jacek ma go
nakarmić Gerberem, nie wiem jak mu to wyjdzie... ja będę w domu po 17, to dostanie kolejną porcję Gerbera,
wody i o 19 antybiotyk.
2005-06-15 11:56:57
Leczymy się mocno...
Misiowi stan się nie pogarsza - jak na moje oko, to może nawet nieco jest lepiej, aczkolwiek to bardzo względne
i nie jestem w stanie stwierdzić, czy faktycznie wychodzi z choroby. Dobrze, że się nie pogarsza, ale chciałabym
móc zauważyć postępy w leczeniu nieco wyraźniejsze. Na razie sytuacja wygląda tak:
antybiotyk udaje mi się podawać dość sprawnie, w sensie, że nie wycieka bokami tylko trafia do króliczej buźki
i zostaje przełknięty. Aby tego dokonać muszę niestety nieco królika zestresować dwa razy dziennie, bo bez owinięcia w
prześcieradło nie pozwala się przytrzymać, a że antybiotyk jest ponoć strasznie gorzki i niedobry, łatwo sobie
wyobrazić, jak na niego reaguje. No więc motam go tym prześcieradłem, w takim stanie jest na tyle
unieruchomiony, że mogę bezpiecznie podać lekarstwo i dokarmić Gerberkiem. Wczoraj nawet udało mi się podać
również lakcid, może dziś też się uda.
Miś sam z siebie coraz częściej zaczyna podjadać zieleninę, jaką mu podsuwamy kilka razy dziennie pod pyszczek.
Dostaje mokrą, żeby dodatkowo jeszcze jakieś płyny pochłonął - z resztą moje kroliki wszystkie dostają wilgotną
zieleninę, są przyzwyczajone. Podjada też jabłko i marchewkę, a Jacek mówił, ze wczoraj w nocy nawet sięgnął
po odrobinę granulatu :-) Te fakty napawają mnie optymizmem, ale jeszcze daleko do radości... uspokoję się jak
już będzie sprawniej sam jadł i pił no i jak się normalne boby pojawią, bo do tej pory to są albo rozmazane
rozwolnieniowe (wetka mówi, że to po Gerberach normalne, więc się nie przestraaszam za bardzo), albo takie malutkie
jak 1/3 normalnego. No i w ilościach niewielkich bardzo - ale niby czym ma biedak kupkać jak tak niewiele je...
Wczoraj i dziś rano słyszałam jak mu burczy w brzuchu - nie wiem czy to oznaka na dobre czy na złe - może to
po prostu znak, ze jak częściej je to mu się pobudza teraz ten układ. Ogólnie królik nie jest taki bezwładny i
nieprzytomny - wręcz przeciwnie - ładnie reaguje na bodźce z otoczenia, nawet mu się czasem bzyknąć zachce,
myje się - trochę nieporadnie bo z równowagą ma problem, ale jak na takiego chorego to i tak dobrze, że mu
się w ogóle chce umyć. Ma siłę, żeby mnie mocno odpychać ze strzykawką, robi sprawne uniki główką, gryzie
strzykawę jak już traci cierpliwość.
Dziś wieczorem jedziemy na kontrol i na jeszcze jedno lekarstwo w zwiazku z tą utratą równowagi. Miś jeszcze
nie chodzi normalnie, tylko przeważa go na jedną stronę i potrafi się przewrócić lub zatoczyć jak szybko biegnie.
Główka nadal przechylona - i pewnie nie wróci do normalnego położenia, ale z czasem nieco się wyprostuje.
Wydzielina z nosa zniknęła jakby całkiem - ani wczoraj ani dziś nie widzę, ale może po prostu nie patrzę w
momencie jak jest na zewnątrz. Jak słucham oddechu to nic nie sprawia mu trudności, a więc zakładam, że
nie zalega gdzieś w układzie oddechowym. No to na razie tyle wieści, dzięki wszystkim trzymającym za Misia
kciuki.
2005-06-17 11:49:51
ciąg dalszy leczenia...
Dziś Miś je co chwilę, jak tylko kończy sie górka zieleniny to podaję nową i tak już od rana chyba ze 4 podejścia
robiłam. Chyba nadrabia zaległości :) Pije również już samodzielnie, więc nie męczyłam go dziś strzykawkami i nie
dawałam Gerberów. Nawet i wczoraj wieczorem i dziś miał ochotę na kilka granulek, ale jak mu podtykam pod nos - być
może samemu nie chce mu się podejść bo jest osłabiony, choć w zasadzie obstawiony jest miskami i kupkami różnego
jedzenia wokół siebie, więc dużo nie musi się ruszać. Najbardziej interesuje go nać marchwi, odrobinę skubnął sałaty
rzymskiej i troszkę jabłka. Nać marchwi dokładana jest wielokrotnie.
Nie jest natomiast dobrze z równowagą. Głowa jest od wczoraj wieczór nieco bardziej przechylona. U wetki miał taki
moment - tak nam się zestresował - że się przewrócił na bok w transporterku, tak z pyszczkiem do góry, ale po chwili
wrócił do siebie i usiadł, a potem zaraz zaczął okazywać swoje niezadowolenie i przegrzebywał ręcznik spod siebie z
kąta w kąt. Tak, że ogólnie ma słabsze i silniejsze momenty. Teraz niedawno też się przechylił za bardzo na tą stronę
w kierunku pochylenia głowy i go przeciążyło. Nieciekawie to wygląda jak się widzi... wrażenie, jakby już było po
króliku :( ale ponieważ je sam to myślę, że pomalutku jednak dochodzi do siebie. Mam nadzieję.
Wczoraj u wetki dostał dwa zastrzyki:
- vecort
- intravit + combivit
Ja dostałam recepty na środki homeopatyczne, które mają mu pomóc na układ nerwowy i witaminę B1. Będę robić mu sama zastrzyki -
lekarstwa są zamówione w aptece, jeszcze ich nie mam - będą dopiero w poniedziałek. Nie można ich było kupić od ręki.
- Galien
- Vertigo
- Cocarboksylazum
Wszystkie będę podawać podskórnie po 0,5 ml, dwa pierwsze 2 razy w tygodniu a trzeci 1 raz dziennie.
Poza tym kontynuujemy cały czas antybiotyk doustnie.
Teraz Miś na zmianę je, pije i podsypia. Nie wędruje sam - tylko siedzi albo leży. Rano tylko przeszedł się po
przedpokoju, ale to było sprowokowane, bo wiedział, że jak się zbliżam o 6 to znaczy będzie strzykawka i to niedobre
gorzkie... Lakcid wypił dziś sam, z łyżeczki :-) Pojawiły się bardziej normalne bobki, ale dwa razy mniejsze niż
zwykle no i w ilości minimalnej.
2005-06-18 17:08:39
pogorszenie stanu układu nerwowego
Oj, kiepsko z Miśkiem od wczoraj wieczór. Dostaje ataków, które objawiają się bardzo szybkimi obrotami
wokół własnej osi - on tego nie kontroluje, trzeba go łapać w locie, bo wali ciałem we wszystko wokół... Od
wieczora jest zawinięty jak kokon w ręcznik i zamknięty w transporterku. Wetka mówi, że to normalne objawy
przy zapaleniu mózgu i że każde zwierze takie ma. Dziś rano byłiśmy się pokazać wetce - Miś nie chodzi, bo
jak tylko się go poluzuje dostaje ataku. Dostał zastrzyk z relanium, choć to nie zalecane... ale wyjścia nie
było - teraz śpi. Rano, takiego zawiniętego go napoiłam, nakarmiłam gerberkiem (wróciliśmy do karmienia) i
dałam mu zastrzyk. Cocarboksylaza jest rzeczywiście bardzo bolesna, trzeba do strasznie potem trzymać przez
jakiś czas. Nie mogę dostać jednego z homeopatyków w aptekach - Vertigo - podobno niedostępny w polskich
hurtowniach... może dziś się gdzieś uda.
Generalnie rokowania wetki są takie: jeśli w ciągu 72 godzin (od wczoraj 12 już minęło) stan układu nerwowego
się nie poprawi, to już właściwie Miś nie wróci do zdrowia. Wypada tylko czekać i zawijać go, żeby
obezwładnić te ruchy. Upośledzenie układu nerwowego może postępować i np. może stracić odruchy połykania...
wtedy już nie będzie odwrotu. Dziś dostał jeszcze antybiotyk w zastrzyku, mam też do domu i mu muszę dawać w
takiej formie. Wczoraj wieczorem po tych atakach nie byłam w stanie podać mu doustnie. Zastrzyki zrobiłam, ale
do pyszczka już nie dał nic dać. Do późnych godzin nocnych trzeba go było przytrzymywać, bo mimo zawinięcia i
unieruchomienia w transporterku się odkopywał i obracał na grzbiet. Rano zastałam go całkiem rozkopanego i
tyłem do kratki w klatce... jak on to wykonał - pojęcia nie mam. Zawijam go najszczelniej jak umiem,
kilkaktrotnie w duży ręcznik.
No nic... czekamy... żeby on tylko sie uspokoił, to byłoby już dużo. To co się z nim dzieje w czasie ataku
wygląda fatalnie... kto takie objawy widział, ten wie.
Pozostałą trójkę czeka porządne odrobaczenie po tych wszystkich akcjach, bo jeśli są zarażone, to tylko tyle
można w tej chwili dla nich robić. Oczywiście żadnych objawów one nie mają - ale ta choroba jest mocno
zaraźliwa.
2005-06-21 14:17:08
... już po wszystkim
Miś usnął z 22 na 23 czerwca 2005 r. dokładnie o północy. Podjęlismy decyzję aby go uspić. To była druga taka
decyzja w moim życiu, nikomu nie życzę... Już nie cierpi i mam nadzieję, że kica z resztą króliczków za
tęczowym mostem i jest mu dobrze.
Najgorsze było to, co działo się z jego ciałem, jak nie mógł opanować ataków. Przez te dni, kiedy leżał w
ręcznikach, nawet nie był w stanie uzyskać pozycji siedzącej (chyba raz mu się udało albo dwa, na chwilę
postawić przednie łapki w pionie przy jedzeniu, gdy jeszcze miał na nie ochotę), bo odwracał się mimowolnie
zawsze na bok/plecy i leżał przez dwa dni na jednej stronie głowy. Oko, które było od spodu sprawdzałam - miał
zamknięte, ale leżenie na nim z tym skrętem szyi spowodowało, że już nawet wczoraj nie otwierał powieki. Tak
naprawdę, to jego nie bolało nic chyba - te ataki były reakcją chorego mózgu, ale chyba nie było bólu.
Przypuszczam, że jeślibyśmy go nie uśpili w nocy, to dziś sam by zmarł, albo jutro... to były tylko godziny.
Od wczorajszego porannego karmienia nic więcej nie zjadł, od początku choroby było tak niewiele bobków - w
dodatku takich maleńkich, że przypuszczam iż układ pokarmowy również został porażony tak czy inaczej...
Wczoraj leżał tylko i ataków już nie miał, ale to w związku z totalnym wyczerpaniem organizmu. Jak się go
dotykało, to tylko obracał się mimowolnie bardziej na plecy. Żadne sadzanie go w normalnej pozycji nie
zdawało egzaminu, ani obkładanie ręcznikami... on i tak się obracał zupełnie tego nie kontrolując.
No ale już po wszystkim...
Wiecie, mam przypuszczenie, że krąży teraz jakaś wyjątkowo złośliwa odmiana bakterii pasteurelli... bo w
ostatnim czasie czytam o wielu przypadkach takich jak Misiowy. Coś w tym musi chyba być... Jak ochłonę trochę
to chyba postaram się w jakikolwiek możliwy sposób zabezpieczyć pozostałą trójkę królików. Czytałam o
szczepionce na pasteurellozę, która działa przez 3 miesiące i nie dopuszcza ponoć u królików mających bakterię
do rozwoju ostrego stanu choroby. Nie mam pojęcia czy jest dostępna już w Polsce - trzeba sprawdzić. Zakładać
muszę, że mimo braku jakichkolwiek objawów u Toffika, Fuńka i Ryśki, prawdopodobnie one również niestety mają
bakterię. Muszę to skonsultować na spokojnie z wetką i zobaczymy co można będzie zrobić.
2005-06-23 10:56:56
skocz do góry
08.2005
co u trójki
26 lipca jednak zaszczepiłam trójkę, choć po obejrzeniu pewnych zdjęć królika chorującego na wyjatkowo silną
myksomatozę poszczepienną, miałam poważne obawy... Poszło nieźle, tylko jakaś Ryśka się rozhisteryzowana
zrobiła i w sumie dostała dawkę mniejszą o jedną kreseczkę, bo już jej drugi raz nie chciałam kłuć.
Toffik i Funiek nawet nie poczuli, zero reakcji - a ona zaczęła się wyrywać i pojękiwać. Dziś już jest ponad tydzień od
szczepienia i nie obserwuję na szczęście żadnych niepokojących objawów. Ta zeszłoroczna szczepionka powodująca
takie silne objawy poszczepienne, musiała być jednak jakaś "niedorobiona"...
W piątek 22 lipca wszystkie króliki odrobaczyłam, w razie jakby pierwotniak grasował. Toffik i Funiek dostali
w zastrzyku Beymec 0,05 ml i 0,1 ml (uzależnione od wagi królika) - ze wzgledu na uszy Fuńka, które muszę
czyścić co tydzień - świeżbowiec jak jest tam jakiś oporny na Novoscabin, to ten środek ponoć go może
załatwić. Ryśka dostała doustnie Vetminth (nie wiem czy dobrze te nazwy napisałam).
Zastanawiam się jeszcze nad podawaniem królikom szczepionki na pasteurellozę - co prawda trzeba ją powtarzać co
3 miesiące, ale może jeśli ma uchronić przed chorobą, to warto to robić? Za jakis tydzień zaszczepimy na pomór
i tego lata to będzie komplet.
30 lipca odbyło się spotkanie towarzysko/SPK'owe (dla wszystkich, którzy nie wiedzą co to SPK - Stowarzyszenie
Pomocy Królikom - zostało już zarejestrowane w sądzie, więc po roku działalności jako stowarzyszenie zwykłe teraz
już jest stowarzyszeniem pełnoprawnym. Do nazwy doszedł jeden człon i pełna brzmi: Stowarzyszenie Pomocy Królikom
Domowym). Bardzo było sympatycznie - jak zwykle :-D, pogoda dopisała, a w niedługim czasie na stronie, w temacie "spotkania"
ukażą się fotki :-)
2005-08-02 13:57:07
skocz do góry
12.2005
przed sylwestrową północa
... mija rok 2005, jeszcze kilkanaście minut i już. Siedzę sobie właśnie, popijam piwko i kombinuję - co by tu przed
Nowym Rokiem jeszcze na stronie zmajstrować ;-) Nie pisałam dość długo na blogu. Wszystko dlatego, że bardzo mocno
zaangażowałam się w działalność adopcyjną Stowarzyszenia Pomocy Królikom. Niestety, zwykle w takich sytuacjach jest
"coś za coś".
U trójki wszystko dobrze. Rok 2005 nie był łaskawy dla Misia :-( Wspominam go cały czas, może teraz już z większym
spokojem... ale mimo czasu jaki upłynał od jego śmierci, w środku jest ogromna ilosć żalu... napisałam
wreszcie wspomnienie w dziale do tego celu przeznaczonym.
Przez okres Świąt i Nowego Roku jest u nas króliczka na przechowaniu. Rachel - to zwierzak adopcyjny, szukamy dla
niego domu. Młodziutka samiczka, bardzo ładna ale i zadziorna. Wyjątkowo nie przypadły jej do gustu nogawki moich spodni
;-) Oprócz polowań na spodnie ma jednak bardzo spokojne, przytualnkowe "fazy", można ją wtedy zagłaskać "na śmierć". Mieszka
u nas w tymczasowej klatce w przedpokoju. Na tą okoliczność wyprodukowałam nawet własnoręcznie bramkę w drzwiach
między przydpokojem i większym pokojem (nie chcę by niepotrzebnie miała kontakt z moją trójką, bo to stres). Kilka kantówek,
listewki boazeryjne, sznurek "dratwa" i małe gwoździki a jako wypełnienie ramy - tyczki bambusowe. Całkiem fajnie się
prezentuje. Jest mocowana na zawiasach, ma maleńką zasuweczkę i działa jak drzwiczki - tyle, że jest ażurowa i nie
przekracza wysokości 90 cm.
... już świszczą petardy - króliki mają uszy postawione w pogotowiu. Mam nadzieję, że się za bardzo nie przestraszą jak będzie
strzelanina w pełni. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU - wszystkim czytelnikom Króliczej Strony! Niech 2006 będzie lepszy od tego
mijającego...
2005-12-31 23:40:02
skocz do góry
09.2006
żyję, żyję ;) tylko czasu brak...
... chyba za długo by pisać o tym co działo się przez cały okres nie opisywany przeze mnie na blogu. Umówmy
się, że wracać będę do tego w opisach bieżących gdy nadejdzie okazja do zawiązania tematu. Tym czasem
poczytajcie
TUTAJ. Jest u mnie już od lutego taki jeden mały, chory Bzik... Słodki Bzik i bardzo kochany :-)
2006-09-30 20:28:06
skocz do góry
Ostatnia aktualizacja tej podstrony: 30.09.2006 r.
|