Dziś jest Imieniny obchodzą:

KRÓLIK

  • strona główna
  • na wstępie
  • płeć
  • mieszkanie
  • klatka
  • dieta
  • pielęgnacja
  • zasady
  • zdrowie
  • dwa króliki
  • nie rozmnażaj
  • sterylizacja
  • weterynarze
  • zachowanie
  • czwóreczka
  • FAQ
  • GALERIE

  • Toffik
  • Funiek
  • Rysiulka
  • Misiek
  • znajomi
  • wspomnij
  • spotkania
  • fotokącik
  • OPOWIEŚĆ O PEWNEJ ;-) CZWÓRCE KRÓLIKÓW

      Pierwszym królikiem, który z nami zamieszkał jest Toffik. Miał beztroskie dzieciństwo, pozbawione chorób i innych przykrych zdarzeń, a pełne zabaw i pieszczot. Wydawałoby się, że nic mu do szczęścia nie brakuje, a jednak, gdy zaczął dorastać, stawał się jakby coraz smutniejszy. Bez trudu domyśliliśmy się, co jest przyczyną króliczej frustracji. Chodziło oczywiście o towarzyszkę życia, partnerkę od serca, czy choćby króliczą kumpelkę do bzików! Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, biorąc pod uwagę głównie dobro króliczka i przyszłej króliczki, a w mniejszym stopniu naszą wygodę (mieszkaliśmy wtedy w jednym pokoju), postanowiliśmy kupić Funię. Bardzo chcieliśmy znaleźć króliczkę o rudym lub brązowym umaszczeniu, w wieku ok. 4-5 miesięcy (on miał wtedy ok. 6 miesięcy, a chcieliśmy dopasować ich wiekiem i wielkością). Zwiedziliśmy kilkanaście sklepów zoologicznych i jak na złość wszystkie zwierzaki były baaardzo malutkie. Tego dnia wróciliśmy bez nowego domownika.

      W czasie trwania naszych poszukiwań, w Warszawie odbywała się właśnie Wystawa Zwierząt Hodowlanych. Wpadłam więc na pomysł, aby sprawdzić czy przypadkiem tam nie znajdziemy starszego miniaturowego króliczka. Pojechaliśmy! Na miejscu tłumy ludzi, jak to na takich wystawach i dużo różnych pięknych zwierząt, wśród których nie zabrakło oczywiście KRÓLIKÓW, wszelkich ras i wielkości :-D. Były wspaniałe, szkoda tylko, że w takich ciasnych klatkach. Większość z nich to były duże rasy, hodowane na mięso i skóry. Z rosnącym podnieceniem rozglądaliśmy się za miniaturami i... znaleźliśmy! Kilkanaście młodszych i starszych królików wygłupiało się w klatce. Niestety nie było wśród nich ani jednego rudzielca, większość miała umaszczenie czarne, lub czarno - białe. Były tak urocze, że nie mogliśmy się od nich oderwać, mimo braku wymarzonego wzorca. Gdyby nie zdrowy rozsądek, najchętniej kupilibyśmy wszystkie - taka myśl przebiega chyba po głowie każdego miłośnika zwierząt! Po kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu minutach obserwacji, rozpoczęły się poszukiwania stuprocentowych samiczek. Hodowca przejrzał tyłeczki wszystkich maluchów chyba ze sto razy i wyodrębnił "prawdziwą kobietę". Tak oto naszym nowym członkiem króliczej rodziny stał się Funiek!

    Tak, tak - nie pomyliłam się :-)

      Otóż Funia, po krótkim czasie okazała się pełnowartościowym, dorodnym samcem, ze wszystkimi zaletami swojej płci. No cóż, to już po raz drugi zakupiona przez nas samiczka w tajemniczy sposób zmieniła płeć (Toffik też miał być samiczką o imieniu Toffi). Ale powrócę jeszcze do zdarzeń po kolei, nie wyprzedzając faktów:

      Pierwsze spotkanie Toffika i Funi (bo wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to facet) przebiegało raczej bezkonfliktowo. Funia, ponieważ była na obcym terenie, od razu podporządkowała się Toffikowi. Toffik natomiast, przyjął nowego królika bardzo łagodnie, a nawet z radością i niemal od razu wziął się do "rzeczy" ;-) Troszkę nas wtedy zdziwiło, że tak szybko, ale wytłumaczyliśmy to sobie faktem, iż był taki stęskniony za kontaktami z innymi królikami, no i przecież Funia, to taka milutka samiczka... Aby Toffik nie zamęczał jej za bardzo, postanowiliśmy stopniowo ich do siebie przyzwyczajać i przygotowaliśmy dla Funi zakupioną wcześniej, osobną klatkę.

    (jak teraz to wszystko wspominam, z perspektywy kilku lat, to stwierdzam, że jednak miałam dużego farta z Toffikiem i Fuńkiem, bo bardzo rzadko króliki podchodzą do siebie tak łagodnie przy pierwszych kontaktach)

      Przez pierwsze tygodnie króliki spotykały się na każdym spacerze po pokoju - oczywiście pod naszym nadzorem. Po niedługim czasie odważyły się zwiedzić swoje klatki, i tak: Toffik wszedł do klatki Funi, a Funia, do klatki Toffika, bacznie obserwując spod oka swoje reakcje. Czynności, jakie zostały tam wykonane to w kolejności: dokładne obwąchanie wszystkich kątów i przedmiotów, spróbowanie "cudzego" sianka i jedzonka, pogrzebanie w kuwetkach i... obsikanie fontanną "aromatycznego" moczu klatek. W pierwszym momencie wydało mi się to normalne - zaznaczyły teren i już, ale po chwili uprzytomniłam sobie, że przecież samice raczej się tak nie powinny zachowywać. No i tak wydało się, że Funia jest Fuńkiem. Potem miałam na to jeszcze wiele dowodów utwierdzających mnie w przekonaniu o pomyłce hodowcy.

    (teraz wiem już, że tak naprawdę również samice potrafią porządnie zaznaczyć moczem zarówno klatki, przedmioty w otoczeniu jak i samych opiekunów)

      Na jakiś czas króliki zamieszkały razem, tzn. Funiek wprowadził się do Toffika, a ten nie protestował. Wydawało się, że mimo tej samej płci wszystko będzie dobrze już do końca.

      Niestety w międzyczasie Funiek miał wypadek: podczas szalonych bryczków i piruetów zwichnął nogę w stawie biodrowym :-(. Pognałam czym prędzej do weterynarza, który niestety nie od razu rozpoznał uraz. Po wyjaśnieniu przeze mnie okoliczności zdarzenia i wstępnych oględzinach, nie stwierdziwszy opuchlizny lub innych objawów złamania, uznał, że najprawdopodobniej Funiek stłukł tylko łapę. Królik dostał zastrzyk przeciwbólowy i wróciliśmy do domu, z zaleceniem odwiedzenia kliniki gdyby nadal kulał. Następnego dnia nie było poprawy, więc umówiłam się na kolejną wizytę. Tym razem zrobiono mu prześwietlenie i okazało się, że to zwichnięcie. Bardzo mnie to zmartwiło. Tak krótko u mnie mieszkał, nie zdążył się jeszcze zadomowić i taka nieprzyjemna historia. Na szczęście trafiłam na dobrego chirurga, który przeprowadził zabieg usunięcia główki kości udowej (gdyby tylko nastawił zwichnięcie, prawdopodobnie przy kolejnych skokach uraz odnawiałby się, a jest bardzo bolesny, więc szkoda byłoby narażać zwierzaka).

      Po operacji Toffik i Funiek musieli mieszkać osobno do czasu zagojenia rany, a potem zaczęły się niestety kolejne problemy. Funiek bardziej dorósł, nabrał odwagi i pewności siebie, co spowodowało konflikty z Toffikiem, często kończące się zaciętymi walkami i gonitwami. Ich kontakty stawały się coraz bardziej agresywne, aż doszło do takich walk, że nawet ja byłam pogryziona. Musiałam podjąć trudną decyzję i poddać ich obu kastracji, po której króliki mieszkały osobno jeszcze przez jakieś dwa miesiące, gdyż hormony nie od razu przestają działać. Myślę, że sam zabieg zniosły dobrze, chociaż to przecież nic przyjemnego. Na drugi dzień odpoczywały i były bardzo spokojniutkie, ale podgryzały sobie sianko i bardzo dużo piły, więc wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Po kilku dniach zabieg poszedł w niepamięć i życie wróciło do normy.

      Po okresie rekonwalescencji przyszła pora na kolejne próby zaprzyjaźniania Toffika i Fuńka, które tym razem osiągnęły zadawalający rezultat. Obecnie króliki mieszkają razem, mają do dyspozycji klatkę o wymiarach 120 x 60 x 45 cm, ale i tak więcej czasu spędzają po prostu polegując i biegając po pokoju. Bardzo się kochają, myją sobie pyszczki, oczka itd., śpią zawsze przytulone obok siebie aż miło popatrzeć. Zauważyłam, że Toffik jest szefem i to on ma zawsze ostatnie zdanie, a w razie potrzeby broni Fuńka i uspokaja myjąc mu oczka. Funiek zmęczony wszystkimi zabiegami, zastrzykami i antybiotykami stał się bardzo nieufny i ostrożny w kontaktach z ludźmi. Nie przepada za zbytnim spoufalaniem się poprzez głaskanie i pieszczoty. Stanowczo woli towarzystwo Toffika - i tak już chyba zostanie. My staramy się postępować z nim bardzo spokojnie, ale czasami musimy niepokoić go podawaniem różnych lekarstw, gdyż jest najbardziej chorowity z całej trójki. Jedyne, co sprawia mu odrobinę przyjemności z "ludzkiej" strony to czesanie, choć sam moment wzięcia go na kolana kwituje groźnymi warknięciami. Ale nie myślcie sobie, że jest taki gburowaty i smutny! Wprost przeciwnie - to szalony, wesoły urwis, tylko troszkę bardziej płochliwy.

      Trzeciego królika kupiliśmy, gdy dwa samce były już zaprzyjaźnione "na śmierć i życie" i wolały tak naprawdę własne towarzystwo od zabaw z nami. Toffik przychodzi oczywiście na głaski i pieszczoty, a gdy spaliśmy jeszcze na podłodze odwiedzał nas w łóżku, żeby się powygłupiać, ale stanowczo na pierwszym miejscu w czułościach jest Funio. Decyzja o kupnie Rysiulki wynikała z kilku powodów:

    • po pierwsze - troszkę nam brakowało takiego pieszczocha, jakim był Toffik przed przybyciem drugiego królika

    • po drugie - bardzo, bardzo nam się spodobał królik rasy REX, gdy pierwszy raz go ujrzeliśmy

    • po trzecie - wyobrażaliśmy sobie, jakby to było uroczo dołączyć do chłopaków rudą dziewczynkę, tym bardziej, że po kastracji to takie łagodne królisie

      Zamówiliśmy więc samiczkę REXA przez sklep zoologiczny w jednej z największych hodowli zwierząt miniaturowych. Po dwóch tygodniach do króliczej rodziny dołączyło przepiękne, rudo-białe maleństwo. Była tak delikatna i drobniutka, że na początku nie ryzykowaliśmy bezpośredniego kontaktu z chłopakami. Mogli się tylko widzieć i powąchać przez klatkę, a i te momenty były pod szczególnym nadzorem. Jak króliczek trochę podrósł, odbyła się pierwsza konfrontacja, która tak naprawdę nie zakończyła się ani sukcesem, ani porażką. Wyglądało to mniej więcej tak:

      Rysiulka była wypuszczona, gdy otworzyłam klatkę chłopaków. Toffik na początku nie uwierzył chyba, że to zrobiłam, bo siedział w środku przed wyjściem jak zamurowany i nic. Funiek (słynny ze swej odwagi ;-) przycupnął w najdalszym kąciku klatki i też nic. Chwilkę trwało zanim dotarło do małych móżdżków, że zapraszam ich do wyjścia. Toffik odważył się wreszcie i wyskoczył na zewnątrz, przysiadł na środku pokoju i czekał aż zbliży się "obcy". Rysiulka ostrożnie podeszła na paluszkach (nisko przy podłodze, niemal się czołgając) i zaczęły się wąchać. Ona była od niego wtedy dwa razy mniejsza, więc bałam się strasznie, ale poszło bez problemów. Pobiegały sobie w kółeczko, ona się nie "stawiała", więc Toffik nie atakował. Po jakimś czasie jednak zaczęły się troszkę niebezpieczniej gonić, więc przerwałam pierwsze spotkanie zabierając małą do klatki. Funiek przez cały czas obserwował wszystko z klatki, a jak jego kumpel wrócił zaczął się bardzo do niego przymilać, jakby czuł się zagrożony lub zazdrosny.

      I to właściwie było jedyne spotkanie płci bez walki. Każde późniejsze niestety kończyły się kłótniami, również między samcami (Toffik kompletnie nie dopuszczał do spotkania Rysiulki z Fuńkiem, który w momencie prób zbliżenia się natychmiast był gryziony i wyganiany do klatki. Mam kilka koncepcji wyjaśnień czemu to robił, ale nie jestem pewna żadnej z nich, więc nie będę się rozpisywać. Samiczka nie była wtedy wysterylizowana, więc kiedy dojrzała stała się agresywna w stosunku do kastratów. Poza tym teraz miała przewagę nad nimi, gdyż jest po prostu większa i silniejsza, a te cechy w połączeniu z jej "kobiecym" temperamentem stanowią broń nie do pobicia. Kilkakrotnie zdarzyło mi się niechcący wypuścić ich na raz i uwierzcie - musiałam błyskawicznie reagować i rozdzielać towarzystwo, bo "pióra" się sypały dosłownie i w przenośni. Zawsze poszkodowany był wolniejszy i spokojniejszy Toffik - poszkodowany w sensie pozbawiony sporej ilości futerka z kuperka. Aby oszczędzić stresów królikom i sobie samej zaprzestałam wszelkich prób konfrontacji.

      Rysiulka mieszkała najpierw w osobnej klatce o wymiarach 80 x 50 cm x 45 cm, potem (do chwili obecnej) w kojcu o wymiarach "apartamentowca" 160 x 110 cm. Biega po pokoju na zmianę z chłopakami i wydaje mi się, że wszyscy są szczęśliwi.

      Czwarty króliczek - Misio, zamieszkał z nami na początku października 2002 r. Przygarneliśmy go od osoby, która ze względu na swój stan zdrowia zmuszona była poszukać mu nowy dom. Tak się właśnie złożyło, że jakiś czas przed tym postanowiliśmy stworzyć drugą niezależną parkę królików, mając na myśli znalezienie Rysiulce "wolnego" partnera. Ponieważ zależało nam na króliczku dorosłym i wykastrowanym, bez wahania zareagowałam na ogłoszenie jeszcze tego samego dnia, kiedy się ukazało. Miś jest najstarszym naszym królikiem, i zarazem największym. To "miniaturowy" baranek ważący około 3,15 kg. Nie mieszka w klatce. Ma do dyspozycji w zasadzie całe mieszkanie za wyjątkiem pokoju sypialnego, gdzie rezydują Toffik, Funiek i Rysieńka. Do grudnia 2002 r. byliśmy na etapie zaprzyjaźniania go z Rysiulką, gdyż bardzo dążyliśmy do tego, aby mieszkały razem. Były zarówno wzloty jak i upadki w tej kwestii, jednak nie można porównać ich kontaktów do sytuacji między Toffikiem i Fuńkiem. Rysieńka zaczęła po okresie dojrzewania miewać bardzo częste ciąże urojone i kontakty z Misiem stały się jeszcze dodatkowym bodźcem dla jej instynktów naturalnych. Podjeliśmy więc decyzję o sterylizacji, troszkę mając też nadzieję, że zabieg złagodzi jej bardzo silny terytorializm. Niestety, sterylizacja nie przyczyniła się do złagodzenia zachowań samiczki i po wielu próbach zaprzyjaźnienia jej z Misiem daliśmy spokój. Jedyny plus całej akcji to fakt, iż sterylizacja w sposób znaczny poprawiła kondycję psychiczną Ryśki i całkowicie wyeliminowała ciąże urojone.

      Nowy członek rodziny - Miś, w krótkim czasie poczuł się już całkowicie zadomowiony, jest przespokojny i bardzo kontaktowy. Uwielbia głaskanie, potrafi godzinami trwać bez ruchu podczas pieszczot i sam się ich domaga przybiegając z głośnym "bzyczeniem". Jednym słowem "cudo"! Może to się wydawać uciążliwe, ale dzięki pewnemu opracowanemu systemowi da się całkiem dobrze funkcjonować z nie lubiącymi się króliczkami. Wygląda to mniej więcej tak:

      Toffik i Funiek przyzwyczajeni są do tego, że ich klatka jest otwarta od wieczora do rana następnego dnia, więc w tym czasie wychodzą kiedy chcą. Ktoś kiedyś napisał, że króliki to dzienne stworzenia i można je trzymać w sypialni, ale z własnego doświadczenia wiem, iż jeśli np. posiadacz królika długo pracuje, i w ciągu dnia nie ma go w domu, zwierzak po prostu korzysta ze spokoju i śpi, natomiast w nocy daje niezły popis gryząc klatkę, rzucając miską i grzebiąc w ściółce. Tak właśnie robił Toffik. Wielokrotnie nie dawał nam spać, mimo wieczornego kilkugodzinnego brykania po pokoju. Musieliśmy otwierać mu klatkę w nocy zanim zdecydowaliśmy wcale jej nie zamykać. Wszystkie kable elektryczne musiały zostać porządnie zabezpieczone, ale opłacało się trochę popracować, bo dzięki temu Toffik był radosny a my wyspani. Funio biega i bryka zawsze z Toffikiem, więc musiał się dostosować do jego godzin, natomiast Rysiulka wychodzi: rano, gdy ja się szykuję do pracy - ok. 1 godziny, potem po południu, gdy Jacek wraca z pracy - czas różny, zależnie od możliwości, i wieczorem przed wypuszczeniem chłopaków - ok. 4 lub więcej godzin. Miś, jak już wspominałam powyżej - nie jest zamykany. Biega sobie "luzem" całą dobę w osobnym pokoju. Czas biegania królików jest oczywiście orientacyjny, bo wiadomo, że czasami są różne sytuacje.

      Obowiązków i wydatków przy czwórce jest oczywiście więcej niż przy jednym króliku, ale jak się to lubi, to nie ma problemu:

    • czesanie - potrójne, bo Ryśka jest REXEM i ma tak delikatną sierść, że wystarczają głaski

    • czyszczenie misek i poideł - potrójne, bo chłopaki T i F mieszkają razem i korzystają z jednych

    • czyszczenie kuwetek - powiedziałabym, wielokrotne, bo jest ich więcej niż królików ;-), dwa razy dziennie - rano i wieczorem

    • czyszczenie klatek - podwójne, raz w tygodniu (w razie potrzeby częściej)

    • szczepienia - poczwórne

    • obcinanie pazurków - poczwórne

    • sprawdzanie ogólnego stanu zdrowia i higieny osobistej - poczwórne, ale to się robi przecież non stop, obserwując króliki

    • wizyty u weterynarza - w razie konieczności lub profilaktycznie - z czwóreczką na raz, w dwóch "trasporterkach" (chłopaki razem w jednym, Rysiulka z Misiem w drugim)

    • zabawy i pieszczoty - przy każdej okazji, ale trzeba rozdzielić po równo dla każdego urwisa, a nawet jakby było ich jeszcze więcej, to zawsze jest najprzyjemniejsze :-)

      Podsumowując chciałabym dodać, że mimo niepowodzeń w zaprzyjaźnieniu wszystkich czterech królików i jakby nie patrzeć - "poczworzenia" obowiązków, mam ogromną przyjemność z obserwowania czyszczących się z czułością i bawiących razem samczyków. Myślę, że warto przed nabyciem króliczka zastanowić się nad przygarnięciem dwóch zwierzaków od razu, ponieważ z moich obserwacji wynika, że jednemu królikowi jest dużo smutniej żyć. Oczywiście wziąć pod uwagę trzeba wtedy sterylizację i kastrację zwierząt, bo stanowczo odradzam lekkomyślne podejście i stworzenie sobie w domu hodowli. A może komuś z Was powiodło się zaprzyjaźnienie większej ilości królików? Bardzo mnie to ciekawi i gdyby ktoś miał za sobą tego typu doświadczenia, chętnie bym poczytała.



    24.06.2005 r.

      Dokładnie o północy z 22 na 23 czerwca 2005 r. Miś usnął po kilku dniach cieżkiej choroby. O przebiegu prób leczenia można przeczytać na blogu, oto bezpośredni link:

    Ostatnie dni z życia Misia - opis choroby i próby leczenia.

    Pożegnaliśmy jednego z członków naszego stadka, ale mam nadzieję, że jeszcze się wszyscy razem spotkamy...

    skocz do góry


    Ostatnia aktualizacja tej podstrony: 24.06.2005 r.

    POMOCNE
    RÓŻNOŚCI



    © 2001-2007
    by Ziabak