Kilka uwag o różnych rzeczach, których używamy lub używaliśmy i które się sprawdziły albo nie na naszych wycieczkach.

Czego nie warto kupować

  • Sakwy firmy Cumulus
  • Sakwy bardzo drogie, kosztują niewiele mniej niż sakwy firmy Ortlieb, po pierwszej wycieczce w materiale porobiły się dziury (według informacji producenta jest to "Codura, materiał podobny do Cordury", na tej samej zasadzie, co telewizor Panasonix jest podobny do telewizora Panasonic), sakwy przeciekają na szwach, woda zbiera się na spodzie, w komplecie powinny być sprzedawane worki foliowe do pakowania ubrań i innych rzeczy przed włożeniem do sakwy. Plastik usztywniający sakwy popękał na kawałki jeszcze w czasie gwarancji, zostało to naprawione, po czym ten nowy też popękał. Materiał rozrywa się na rogach tego plastiku. Jedyna dobra rzecz w tych sakwach, to mocowanie (produkowane przez inną firmę).
  • Mapnik firmy Cumulus
  • Podobnie jak w przypadku sakw, jedyna dobra rzecz w tym mapniku to mocowanie, produkcji innej firmy. Sam mapnik jest za mały na większość map, tzn. producent nie uwzględnił, że są mapy inne niż tzw. "setka" (mapa Polski z takiej serii z żółto-czerwoną okładką), oraz, że nawet mapa "setka" ma nie tylko szerokość i wysokość, ale również grubość. W zasadzie najlepiej do tego mapnika pasuje kartka (imitacja mapy), z którą jest sprzedawany. Oczywiście mapnik przecieka na deszczu, pani z firmy Cumulus powiedziała "przecieka dlatego, że nie jest nieprzemakalny".

    Co jest przydatne i (na razie) się nie popsuło

  • Aparat cyfrowy Canon A40
  • Polecam ten aparat, bo przeżył już pięć wypraw i sporo krótszych wycieczek, robi całkiem ładne zdjęcia i co najważniejsze, działa na zwykłych bateriach alkalicznych R6 ("paluszkach"), które można kupić prawie wszędzie. Rzeczywiście działa, tzn. można na komplecie baterii zrobić 300-500 zdjęć, z włączonym ekranem LCD (w trybie P, z wyłączonym na stałe fleszem, to ważne).
  • Adapter do palnika gazowego
  • Adapter służy do przykręcenia przebijanego pojemnika z gazem do palnika z gwintem typu Prymus. Dzięki temu można używać najtańszych pojemników przebijanych, albo pojemników z gwintem. Adapter był kupiony w sklepie Alpinus.
  • Krótkofalówki PMR
  • Mieliśmy je pierwszy raz na wycieczce w Kanadzie i bardzo się przydają. Nie polecam żadnego konkretnego typu, bo wszystkie są właściwie takie same, komplet (2 sztuki) można kupić na Allegro za 100-200zł. Ja wybrałem takie ze składaną antenką, dzięki czemu łatwo mieszczą się w kieszeni. Żeby używać ich w czasie jazdy na rowerze, warto dorobić zewnętrzny przycisk PTT, mocowany gdzieś na kierownicy. Polecam radyjka na pasmo PMR (446MHz), są legalne praktycznie w całej Europie, a w Stanach i Kanadzie 446MHz to pasmo amatorskie (nadawanie w tym paśmie bez licencji jest nielegalne, ale nie zakłócamy żadnej "oficjalnej" łączności, w odróżnieniu od radyjek w amerykańskim standardzie FRS, które w Polsce wchodzą na niedozwolone pasma).
  • Materace samopompujące
  • Mieliśmy kilka, różnych producentów, niektóre wytrzymały jedną wycieczkę i popsuły się na początku następnej, inne psuły się od razu na pierwszej wyprawie. Nie dziurawiły się tylko rozklejały na krawędziach i powietrze uchodziło maleńkimi dziurkami, niemożliwymi do zaklejenia. Prawdopodobnie takie materace nie są przystosowane do codziennego zwijania. Zwykłe karimaty są chyba bezpieczniejsze, szczególnie w terenie, gdzie rośnie dużo kolczastych roślin. W Arizonie i Utah kolce potrafią przebić podłogę namiotu i karimatę o grubości 12mm.
    Strona główna

    (c) Renata Gołębiowska, Paweł Paroń