|
JOYSTICKI
Spis
joysticków w recenzji: Logitech
Wingman Force, Saitek
X45, Thrusttmaster
HOTAS "Cougar", Thrusttmaster
Top
Gun Afterburner II,
Joystick
Logitech Wingman Attack 3
,
Joystick
MT-161 Windstorm PRO
i
TRACER,
Microsoft
Sidewinder Precision Pro, Saitek
Cyborg Evo
Na
nasze dobre wrażenia z symulatora składają
się trzy podstawowe rzeczy.
Jest to oczywiście sam
symulator, jego realizm, dokładność
wykonania (globalnie), grywalność,
grafika itp. Jest to też sprzęt jakim
dysponujemy w postaci konfiguracji
hardware’u
i monitora (oczywiście czym
mocniejszy sprzęt tym lepiej –
umożliwi nam to większą płynność
podczas gry oraz szczegółowość
grafiki) oraz joystick – nasze połączenie
z wirtualnym samolotem. Jeżeli chcemy
naprawdę pobawić się w wirtualnego
pilota to zapomnijmy o sterowaniu
maszyny za pomocą klawiatury czy
myszki. Joy w dzisiejszych warunkach to
obowiązek jeśli ktoś chce latać na
symulatorze i korzystać z tego co dane
mu było w pełnej krasie.
Joysticki
dzielimy na dwa rodzaje : cyfrowe oraz
analogowe. Cyfrowe były często
spotykanymi niegdyś, jeszcze w czasach
archaicznych komputerów typu C64 czy ZX
Spectrum. Doskonale spisywały się gdy
musieliśmy za pomocą wychyleń osi
pionowej joya w trybie
„szybkim” przeciąć ręką
naszego karateki stertę cegieł. Najczęściej
kończyło się to później urwaniem
wajchy ale nic to ;P. Cyfrowe obecnie są
dość rzadko spotykane. Są zbyt czułe
i nie da się też ich najczęściej
odpowiednio skalibrować. Podłącza się
je często do portu gier. Analogowe joye
działają nieco na innych zasadach i to
właśnie te przeznaczone są do
symulatorów. Joye te można kalibrować,
można je podłączyć w zależności od
rodzaju przez porty USB lub szeregowe i
większość wyglądających na te
bardziej profesjonalne na sklepowych półkach
to właśnie tzw. analogi. działają też
z o wiele większą precyzją co w
przypadku symulatorów jest bardzo
istotną cechą. Zawsze też kupując
joy należy zachować paragon– o
zaletach albo wadach tego co kupiliśmy
tak naprawdę przekonamy się dopiero w
domu, a współczesne techniki handlu już
w Polsce najczęściej przewidują możliwość
wymiany bądź zwrotu nadającego się
do ponownej sprzedaży produktu. Obecnie
mamy dwa rodzaje całego kompleksu który
zowie się joystick. To Jojstick jako
joystick - w jednej podstawie mamy
wszystko i joystick w systemie HOTAS -
czyli oddzielony joy od przepustnicy, która
znajduje się na osobnej mobilnej
podstawie. Zestawy z pedałami (jako
orczyk) są mi jeszcze nie znane, a te o
których słyszałem najczęściej
stanowiły radosną twórczość a la
Pan Słodowy.

Za
ile kupić joystick?
Za
tyle ile się da- tak byłoby najlepiej.
Wraz ze wzrostem ceny najczęściej mamy
więcej przycisków, więcej suwaków,
lepsze wajchy od przepustnicy, lepszy
plastik czy ergonomię. Oczywiście może
zdarzyć się i bubel za 400 zł. Reguły
100% jak zawsze nie ma. Kupujmy po
prostu to na co nas stać a z danego pułapu
cenowego wybierzmy to co dla nas najważniejsze.
Pamiętajmy tylko, że joystick to nie
wydatek jednorazowy. Powinien nam służyć
przez kilka lat (chyba, że dajemy pograć
młodszemu bratu w Mortal Combat) i
raczej żeby to były lata przyjemne, bo
jeśli trafimy na coś z czego nie będziemy
zadowoleni, odbierze nam to radość
latania na każdym symulatorze, a dobry
joy to podstawa, to nasze połączenie z
wirtualnym samolotem za którego sterami
przecież mamy siedzieć! Ceny są przeróżne,
obecnie na polskim rynku jest dość
spory wybór z czego największy dotyczy
pułapu cenowego 100-150 zł. Najtańsze
można kupić już od 30zł ale o ich
jakości nie będę tutaj wspominał,
natomiast najdroższe sięgają do 1600zł
i są sprowadzane tylko przez wirtualne
sklepy na specjalne zamówienia.
Ergonomia
Można
pokusić się o stwierdzenie, że jest
to najważniejsze. Co z tego że joy będzie
z metalową podstawą, że będzie
posiadał 30 klawiszy dodatkowych i
doskonałe oprogramowanie skoro do
wszystkiego będziemy musieli sięgać ręką
w taki sposób, że odrywamy dłoń od rękojeści.
Gratuluję czegoś takiego w trybie
Multiplayer gdzie liczą się czasem
setne sekundy... Jeżeli mamy dużą dłoń
na nic nam też joystick z małą wajchą,
skupmy się może na gorszych ale większych.
Ważne by mieć wszystko pod dłonią.
Należy wiec sprawdzić czy ręką bez
odrywania jej od rękojeści sięgamy do
spustu ew. pozostałych przycisków na rękojeści.
Drugą dłonią powinniśmy obsługiwać
bez problemu przepustnicę (nie powinna
ona haczyć tylko być płynna) i mieć
też prosty dostęp do pozostałych
klawiszy jeśli ew. takie są. Tą dłonią
będziemy też obsługiwać przyrządy
za pomocą klawiatury, więc mamy tutaj
większą mobilność. Dobrze też gdy
przepustnica jest duża, chociaż tutaj
już można dać wolną rękę, kto co
lubi. Ułatwić też może sterowanie
samolotem joystick wyposażony w ruchomą
w poziomie rękojeść- 3D. Dzięki temu
będziemy mogli zmieniać położenie
steru kierunku za pomocą tej samej ręki
(tzw. Joystick 3-osiowy) Jest to wielce
wygodne np. podczas celowania. Ostatnio
również pojawiła się moda na
joysticki wyposażone w "półkę"
u podstawy. Ma ona zadanie utrzymywać dłoń
i powodować, że będzie to mniej męczące
dla naszych mięśni trzymanie przez 3h
rękojeści joya. Czasem jednak sprawę
"półki" traktuje się aż za
przesadnie, uniemożliwiając albo
utrudniając ruchy graczowi.

Przykłady
rękojeści - na lewo drążek sterowy z
Bf-109, zabawka prawdziwych pilotów z
II WŚ, na prawo współczesna wajcha od
naszych wirtualnych domowych zabawek
POV
Obecnie
większość joysticków nawet tych w
okolicach 70 zł wyposażonych jest w
tzw. grzybek (POV lub HAT). Umożliwia
on rozglądanie się po kabinie. Oczywiście
również symulator musi być wyposażony
w tę opcję ale na szczęście to już
standard. Zastępstwem do grzybka może
być Track IR, za pomocą którego rozglądamy
się po kabinie dzięki własnej głowie
i czujników na monitorze. POV to
kolejny istotny element rozgrywki.
Oczywiście można rozglądać się po
kabinie i za pomocą klawiatury jednak
tracimy na to niepotrzebnie czas skupiając
się na klawiaturze. POV jak i przyciski
powinny być tak rozmieszczone byśmy
instynktownie sięgali po potrzebne nam
opcje, a nie zastanawiali się co, gdzie
i jak wcisnąć.
Przyciski
Dobry
joystick powinien mieć co najmniej
kilka konfigurowalnych klawiszy. Oczywiście
podstawa to fire 1 i fire 2. Dalej
dobrze jest by były jakieś dodatkowe
klawisze na naszej rękojeści do których
mamy szybki i bezproblemowy dostęp. Pod
drugą ręką oprócz przepustnicy również
warto coś obsługiwać. Można tam mieć
np. opcje menu lub kontroli lotu oczywiście
poza przepustnicą. Stery kierunku (jeśli
nie mamy joya 3D, klapy czy wtrysk
mieszanki do silnika lub sterowanie
skokiem śmigła). Bardziej
profesjonalne sprzęty mają suwaki, które
można ustawić jako trymetry albo
przestawiane konfiguracje w postaci trybów
różnorodnych
parametryzacji klawiszy. Do większości
joysticków obecnie dołączone są
oczywiście sterowniki, wraz z programem
umożliwiającym konfigurację klawiszy
z poziomu programu a nie gry. Później
wybiera się jedynie rodzaj gry jaką
chcemy zapodać i odpalamy ją poprzez
program dołączony do joysticka. Oczywiście
to jest jedna droga. Druga, znacznie
prostsza dla zrozumienia to konfiguracja
klawiszy z poziomu samego menu
symulatora.

Powyżej
przykład konfiguracji przycisków na rękojeści,
warto mieć wszystko pod ręką
Podstawa
i rodzaj materiału
Podstawą
jest w istocie sam joystick ale tutaj
chciałbym nadmienić iż podstawa
naszego sprzętu to też ważna sprawa
wpływająca niekiedy na istotę lotu.
Jeżeli joya mamy na biurku warto mieć
podstawę joysticka dość ciężką i
solidną (czasem istnieje możliwość
nawet przykręcenie podstawy joya do
biurka), która to nam się nie oderwie
przy pierwszej próbie gwałtownego
zanurkowania samolotem. Znane są
podstawy (Cougar) które nie dość, że
są metalowe to mają w sobie chyba płytki
z ołowiu, bo to, to razem naprawdę ciężko
podnieść. Jeśli natomiast preferujemy
walkę „na kolanie” warto
wydać trochę więcej kaski na np.
joystick Logitecha bezprzewodowy, z którym
możemy szaleć w Iła chociażby z łóżka
z żoną ;). Mniej istotną sprawą jest
materiał z którego wykonany jest sam
joystick a w szczególności rękojeść.
Plastik nie powinien być zbyt śliski,
raczej chropowaty. Dobrze też jeśli rękojeść
ma jakąś fakturę, wtedy ręka się
mniej poci i pewniej leży w dłoni.
Force
Feadback, z czy bez ???
Zawsze
bezpieczniej jest z niż bez ;) no ale
do rzeczy. Force Feedback wszedł do użycia
jakieś 7 lat temu. Początkowo była to
sztuka dla sztuki gdyż, żadna z gier
nie obsługiwała FF. Z czasem jednak
rynek pokazał, że jest genialna sprawa
bardziej uatrakcyjniająca symulatory.
Tak też obecnie to już standard, że
każdy symulator posiada obsługiwanie
Force. Dla tych co nie widzą dalej co
to- jeżeli lubisz zabawki które same
podskakujące ci w ręku gdy wciskasz
Fire i masz z tego radochę, to coś właśnie
dla ciebie. Dzięki siłownikom, które
znajdują się w podstawie takiego
Joysticka odczuwamy wibracje nie tylko
jak strzelamy ale jak kołujemy,
odczuwamy oderwanie się kół od ziemi
czy wyraźnie moment przyziemienia.
Czujemy moment oddzielenia się bomby od
naszego kadłuby czy też serie pocisków
przeszywające naszą burtę o przeciągnięciach
czy korkociągu nie wspomnę, a każde z
tych zjawisk odzwierciedlone jest przez
różnorodne wibracje rękojeści joya.
Niektóre symulatory również pozwalają
nam odczuwać wiejące i spychające prądy
powietrzne. Po tych siedmiu latach dalej
w technologii FF przodują firmy
Logitech oraz Microsoft. Logitech z cała
gamą Wingmanów, Microsoft z serią odświeżanych
Sidewinderów. Obecnie produkty FF
przybrały dużo mniejsze rozmiary niż
kiedyś i właściwie podstawy nowych
joysticków z FF z tymi bez FF nawet się
nie różnią wielkościowo. Nie ma
jednak nic za darmo. Joye z FF są droższe
ponadto nie każdemu przypadną do
gustu. Dlaczego? Po prostu na nich lata
się trudniej, trudniej się celuje,
trudniej kołuje. Dodatkowe wibracje po
prostu spychają naszą dłoń z rękojeści
a czasem mogą uniemożliwić
przycelowanie.
Jestem jednak zdania, że jeśli
jest to coś co ma przybliżyć nam
realia panujące podczas lotów to
jestem ZA! Tak więc trzeci mój
joystick był już w technologii FF i
jak sądzę nigdy od niej nie odejdę.
Jak ktoś „wpadnie” już w
FF to zawsze będzie mu brakowało tego
terkotu karabinów z odczuciami w dłoni...
Cała współczesna technologia Force, model Logitech Force 3D
Poniżej:
proponowane ustawienia poszczególnych
osi joysticka w IL-2 FB/AEP/PF
Pitch:

Roll:

Parę
słów o tym co polecam
Logitech
Wingman Force

Osobiście
jestem fanem Logitecha i niejednokrotnie
nie zawiodłem się na produktach z tą
marką. Fakt, czasem płaci się tutaj
za markę... ale to już inna bajka. Sam
używam i tutaj uwaga joysticka, który
ma już 6 lat (!!!) i dalej chodzi bez
zarzutu. Był to jeden z pierwszych
joysticków Logiotecha FF –
Wingman Force, sprowadzany na zamówienie
z technologią Force Feedback. Cena w
1997 roku wynosiła blisko 700 zł.
Jednak nie żałuję tego aż po dziś
dzień. Jakość wykonania jest tak
dobra (jak i siłowników) że latając
w Forgotten Battles mam ustawione siły
działające na rękojeść na zaledwie
30% (maksymalnie do 130%, ale urywa rękę
i nie da się latać są tak silne
wibracje), a i reszta chodzi bez zarzutu
– to myślę, że wystarczająco
świadczy o jakości tego produktu. Jest
to kolejny z 3 poprzednich joysticków,
które karierę kończyły u mnie po
roku albo i krócej. Joystick wyposażony
jest w wyjście szeregowe jak i USB (do
wyboru), 9 programowalnych klawiszy,
przepustnicę i bardzo solidną i wielką
podstawę na której można oprzeć dłoń
(wtedy ta technologia-FF-tyle zajmowała)
oraz POV czyli grzybek do rozglądania
się. Jedyną wadą jest fakt, że joy
nie jest 3D, ale wówczas FF z 3D
jeszcze nie łączono. Dziś najnowsze
wyroby Logitecha posiadają FF i 3D
razem. W komplecie jest jeszcze wielki
zasilacz oraz dwie CD z programami,
chociaż ostatnio Logitech wypuścił
doskonałe sterowniki do tego potwora.
Modelu tego już w zasadzie się nie
spotka normalnie w sprzedaży, gdyż
wyparły go z rynku dużo tańsze
produkty z FF za 350-400zł, chociaż
dalej są produkowane w USA dla
wybredniejszych klientów. Warto również
wspomnieć, że joystick jest wyposażony
w fotokomórkę automatycznie centrującą
rękojeść gdy zbliżamy do niej dłoń
oraz program Wingman Profile dzięki któremu
możemy przypisać odpowiednie znaczenie
każdemu przyciskowi, a później odpalić
grę poprzez programik. Będziemy wówczas
mieli od razu skonfigurowany joystick
bez konieczności konfiguracji przycisków
w grze. Obudowa wykonana jest z twardego
plastiku a przyciski (poza Fire 1) są
powlekane twardą gumą. Dodatkowa
ergonomia joysticka pozwala bardzo łatwo
wcisnąć zamierzony przycisk. Dwie
diody sygnalizują o podłączeniu
joysticka do sieci oraz do komputera, a
przepustnicę stanowi przesuwane
chropowate koło.
Logitech
Wingman Force. Joy, który był
prekursorem w technologii Force Feedback,
wielkie siłowniki zabrały sporo
miejsca w ciężkiej podstawie jednak
ich wytrzymałość i jakość są
bezapelacyjne.
|
P.S.
Jeśli ktoś chciałby podzielić
się swoimi spostrzeżeniami na
temat własnego joysticka
(chodzi o kupionego ;P)
zapraszam na maila.
|
Teraz
może tekst o czymś innym, o joyu, który
stara się "podrobić" osławionego
Cougara. Recenzję napisał Labienus :
Saitek
X45

Jakiś
czas temu Yoyo wpadł na genialny pomysł co by
zrobić dział u siebie na stronce z
opisami dżojstików i napisał do mnie,
żebym opisał to cudo co na obrazku
powyżej. Szanowny Pan Redaktor nie zna
chyba nikogo komu mogło przyjść do głowy,
żeby za dżojstik tyle płacić.
No może poza Schwierem. Ale tego
ostatniego dewiacje są powszechnie
znane, więc nikt nie czuje się
zaskoczony.
No,
ale do rzeczy! Poniższy krótki opis może
być lekko skrzywiony, a to z tego względu,
że do tej pory grałem na bida-sprzętach
w stylu Wingman Attack 2 czy Dexxa (Szmajowi
tego nie daruję!). Krótko mówiąc,
nie miałem jeszcze przyjemności grać
na dobrym dżojstiku i trudno jest go
obiektywnie ocenić. Godnym podkreślenia
jest również to, że jedynymi grami w
jakich testowałem X45 był IŁ2
Forgotten Battles oraz IŁ2 Szturmowik.
Pierwsze
wrażenie po zainstalowaniu tego cuda
miałem mniej więcej następujące:
„WOW! Nie będę musiał kupować
choinki na święta! Wystarczy, że podłączę
dżoja i będzie GIT!”. Dosyć
sporo światełek, które wraz z podłączeniem
X45 rozświetlają cały pokój. Na
samym wolancie cztery światełka.
Przyciski A i B nad Hatem świecą się
permanentnie, tak samo jak przycisk
umiejscowiony pomiędzy nimi pod odsłanianą
zaślepką „SAFE”. Qrka, aż
się prosi by zagrać w LOMACa. Samo
odkrywanie świecącego się na czerwono
przycisku jest tak emocjonujące jak
trzykrotne obejrzenie TopGun.
Szkoda, że w ILe nie ma pocisków
„Fire&Forget”, bo bym
sobie je przypisał do tego przycisku
ofkors. Czwartym światełkiem jest mała
diodka powyżej lewego Hata na wolancie.
Sygnalizuje kiedy naciskam przycisk będący
pod moim małym palcem. Wiecie, dioda się
świeci, co bym wiedział, że już tego
Nuke’a spuściłem Saddamowi, i że
mogę się już zabierać do domu po
kolejną dawkę energii dla nieprzyjaciół.
Ostatnie świecidełko to przycisk na
przepustnicy ponad dolnym pokrętłem.
Spoglądając
na powyższy obrazek, który nie różni
się niemal wcale od rzeczywistości, można
odnieść wrażenie, że dżoj ów został
stworzony z myślą o symulatorach
suszarek. Na szczęście pozory mylą.
Przechodząc
już do bardziej szczegółowego opisu
zacznę od samego wolantu. Ułożenie dłoni
na nim jest bardzo komfortowe z jednym
małym wyjątkiem. Pod małym palcem
znajduje się jeden ze spustów, jednak
ułożenie dłoni jest chyba nie do końca
dopracowane. Mały palec jest lekko
przygniatany przez palec
„serdeczny”. Mimo podpórki
(dżoj tylko dla praworęcznych) pod dłoń
na prawej można właśnie odczuwać
lekki dyskomfort z tym związany. Nie
chodzi o to, że dłoń jest ułożona
niewygodnie. Wręcz przeciwnie, jednak
trzymając wolant ma się wrażenie, że
nie można dobrze docisnąć tego
przycisku i za każdym razem przeszkadza
ten wyżej położony palec. Palec
wskazujący dobrze leży na głównym
spuście. Kciukiem bez zmiany położenia
dłoni jestem jednak w stanie sięgnąć
tylko dolnego Hata, którego używam do
obsługi widoków. Mam niewielką dłoń
i to może być przyczyną, jednak to
jest kolejny drobny minus. Korzyść z
tego płynie taka, że przez przypadek
nie wcisnę wyżej położonych przycisków
i drugiego Hata. Plastik jest bardzo
przyjemny. W pierwszej chwili wydawał
mi się dżoj lekko gumowany jednak jest
to plastik, który posiada powierzchnię
utrudniającą przesuwanie się dłoni.
Dostęp do górnych przycisków na
wolancie odbywa się tylko przy
uniesieniu dłoni. Nie przeszkadza to
jednak w kontrolowaniu samolotu. Hatów
łącznie jest 4, więc ten wyżej położony
na dżoju wykorzystałem jako oddzielne
funkcje dla każdego kierunku jego
wychylenia. Zaślepkę „SAFE”
wykorzystałem niecnie do tego, żeby
uniemożliwiała mi wyskoczenie z
samolotu przez przypadek. Czerwony, świecący
przycisk pod nią jako
„katapultowanie się”.
Podnieść zaślepkę i wcisnąć
znajdujący się pod nią przycisk
nietrudno samym kciukiem. Jest jeszcze
przycisk, którego na obrazku nie widać.
Obsłużyć go można palcem wskazującym
zdejmując go z głównego spustu.
Znajduje się lekko powyżej i używać
go można bez zmiany położenia dłoni.
Sam
wolant wychyla się przyjemnie, stawia
jednostajny opór. Wszystko za sprawą
prostego rozwiązania ze sprężyną
zewnętrzną opartą na krążku, który
podczas ruszania wolantem przesuwa się
wraz z nim po nieruchomej podstawie. Sam
dżojstik jest bardzo dokładny i umożliwia
precyzyjne celowanie. Coś co w Dexxie i
WA2 jest kosmosem tutaj jest normalną
sprawą. Naprawdę przyjemnie się lata.
Ręka się nie męczy. Jaro z 303 kilka
dni temu się o tym przekonał jak z
ostrego kąta zdjąłem Emilem ze dwa
razy jego Kobrę.
Elwood
mówił, że w simach suszarek warto mieć
możliwość sterowania oddzielnie ciągami
dwóch silników. Tutaj taka możliwość
istnieje oczywiście, ale czy jest to
wygodne sterowanie to nie jestem pewien.
Dwa pokrętła na przepustnicy, których
dostępność zbyt wygodna nie jest. Żeby
precyzyjnie nimi operować aż chce się
oderwać rękę od całej przepustnicy.
Oczywiście można nimi majstrować nie
odrywając ręki od przepustnicy, ale
dokładne sterowanie to nie będzie. No
chyba, że ktoś ma grabie ala Elwood.
Dobrym rozwiązaniem jest śruba
usytuowana na spodzie przepustnicy, która
reguluje opór stawiany przez samą
przepustnicę. To jest bardzo ważne,
gdyż zarówno dżojstik jak i
przepustnica mają bardzo lekkie
podstawy, a przyssawek nie ma. Dżojstik
co prawda nie ma takiej śrubki, ale opór
podczas wychyleń nie jest na tyle duży,
żeby dżojstik się chybotał lub
wywracał. No chyba, że ktoś lubi
naprawdę ostro majtać.
Wracając
jednak do przepustnicy to sama jest
bardzo wygodna. Ręka położona na niej
odpoczywa. Dostępność wszystkich Hatów
i przycisków jest bardzo dobra, poza
pokrętłami. Co prawda nie wiem jak można
by je lepiej ułożyć, gdyż znajdują
się one na wyciągnięcie odpowiednio
kciuka i palca wskazującego lewej ręki.
Jeśli sterowanie nie musi być dokładne
to te pokrętła wystarczają, jednak żeby
sterować dokładnie to z reguły rękę
odrywam i chwytam oboma palcami dane
pokrętło. Dokładność pokręteł też
nie jest rewelacyjna choć w moim
przekonaniu zupełnie wystarczająca.
Czasem potrafi przeskoczyć o 1 procent
w górę lub w dół. Dla mnie to żaden
problem, ale na pewno warto byłoby
zachować dokładność. To i tak nic w
porównaniu do przepustnicy WA2, która
potrafiła skakać czasem nawet o połowę
swojego zakresu. Sama przepustnica jest
bardzo dokładna. Pod spodem
przepustnicy znajduje się analogowy
ster kierunku w postaci dwóch
przeciwbieżnych przycisków (jeden
przyciskasz to drugi się wysuwa). Obsłużyć
można je bez problemu za pomocą palców
małego i „serdecznego”.
Trzeba jednak się troszkę do tego
przyzwyczaić. Działają jak sam wolant
– w zależności jak mocno naciśniesz
taki będzie efekt. Obok dolnego pokrętła
znajduje się pomarańczowy bolczyk, który
jest Hatem, i który odpowiednio
zaprogramowany może służyć za myszkę.
Obok czarny przycisk, który na zdjęciu
się zlał z czarnym plastikiem obudowy
i go nie widać. Na zdjęciu nie widać
także czwartego i ostatniego Hata, który
znajduje się za górnym pokrętłem, i
z którego korzystanie nie nastręcza żadnych
trudności. Zresztą korzystanie ze
wszystkiego na przepustnicy poza pokrętłami
jest bardzo proste. Jest bardzo dobrze
zaprojektowana. Praktycznie nie trzeba
zmieniać położenia dłoni, żeby ze
wszystkiego korzystać. Posiada też
wstawkę gumową, która jest usytuowana
tak, żeby ciągnąc przepustnicę do
siebie i od siebie dłoń się nie zsuwała.
Ostatnie elementy na przepustnicy to dwa
trzy-stopniowe przyciski. Jeden do obsługi
w czasie gry, a drugi do przestawiania
trybów działania dżojstika. Producent
dał bowiem możliwość i program do
tego, żeby do różnych gier nie trzeba
było za każdym razem przekonfigurowywać
wszystkich Hatów, przepustnicy i
przycisków. Bez ponownej konfiguracji
można grać w trzech różnych trybach,
które oczywiście trzeba na samym początku
skonfigurować. Znudził się IŁ2? To
teraz LOMAC..... przestawiasz tryb i już
bez żadnych dodatkowych czynności możesz
grać w LOMACa itd.
Ogólnie
rzecz ujmując X45 jest dżojem, który
ma swoje wady. Jednak tych wad jest
niewiele i są mało znaczące w porównaniu
do zalet. Logitech jest w ergonomii
niedościgniony i w ergonomii leża tak
naprawdę tylko wady X45. Jak na dżojstik
w systemie HOTAS (Hands on throttle and
stick – Ręce na przepustnicy i drążku)
spisuje się całkiem dobrze. Dłonie po
używaniu go nie są zmęczone, a
przyjemność z latania jest pełna. Nie
jestem pewien czy za cenę 400 złotych
(bez jednej złotówki) nie powinienem
był otrzymać idealnego zestawu. Jednak
jak sobie przypomnę jakie problemy miałem
z Dexxą i WA2 to myślę, że warto było
zainwestować w X45. Mam nadzieję, że
trwałość będzie adekwatna do ceny,
czyli dla nieświadomych, że wytrzyma dżoj
BARDZO długo bez straty swojej sprawności.
Ważna sprawa jest też taka, że X45
nie ma ForceFeedbacka. Jak człowiek
patrzy na cenę to wydaje się, że musi
mieć. Jednak nie żałuję, że nie ma.
Nie jest to coś co jest dla mnie zbyt
ważne. Z resztą jeśli ktoś ma
jakiekolwiek wątpliwości czy powinien
X45 mieć FF to niech spojrzy na Cougara,
który kosztuje 1000zł więcej i też
nie ma FF.
Podsumowując
polecam X45 każdemu, bo radocha z niego
jest wielka w lataniu, o czym Elwood już
się przekonał. Znam kilka osób, które
używa przepustnicy od X45 i dżoja
MajkroSyfu Sidewinder, który podobno
nie ma sobie równych w dokładności i
trwałości. Ja na razie kasy na to nie
mam, żeby sobie aż tak folgować. Poza
tym 400zł za samą przepustnicę to
zdecydowanie za dużo, a z samego
wolantu też jestem na razie zadowolony.
Pozdrawiam
Labi
Parę
słów jeszcze o Saitek'u X45
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł
zakupu joysticka Saitek model X45. Co do
samego joya nie byłem za bardzo
przekonany, jestem raz, że zadowolony
ze swojego Logitecha, a poza tym wiedziałem,
że będzie mi brak Force
Feadback’a, do którego bardzo już
przywykłem. Pociągało mnie w tym
produkcie coś innego, a mianowicie
osobna przepustnica. Miałem dość już
kółka na swoim joyu i chciałem
rozgraniczenia urządzeń. Z zakupem
zwlekałem, gdyż wydanie blisko 4 stów
na coś takiego dla samej wajchy od gazu
to nieco sporo, ale w końcu zjawiłem
się w sklepie ze słowem „poproszę”
pokazując na wielkie pudło. Model X45
to joy typu HOTAS - "wszystko w dłoniach"
i z zasady miał on być tańszą repliką
Cougar'a, o którym poniżej (choć do
ideału brak mu ciężkiej oprawy,
przewyższa natomiast go sterem kierunku
no i relacją cenową gdzieś 4 do 1 :D)
Zestaw zawiera: opakowanie, CD ze
sterami i programem edytującym,
instrukcję po angielsku oraz „skrót
myślowy” tego co tam napisane po
polsku i oczywiście joystick oraz
przepustnicę. Wszystko dość dobrze
opakowane, zabezpieczone styropianem i
po rozłożeniu jak widać dobrze i
estetycznie wykonane. Podłączenie
odbywa się kolejno:
przepustnica>joystick>port USB w
kompie. O dziwo stery, a dokładnie
edytor załączony na CD nie działał z
Windowsem XP (mimo zapewnień na
opakowaniu o kompatybilności), musiałem
z interenetu ściągnąć całą nową
zawartość krążka na szczęście
Edytor do Saitek X45 jest dostępny i
free, drivery działały od razu.
W
szczegóły samego joysticka (drążka)
nie będę się zagłębiał, gdyż używałem
go zaledwie jeden dzień choć testowałem
go na wszystkich moich simach. Więcej
napisał Laba nieco powyżej. Mogę
jedynie dodać to, że nie jest on
ergonomiczny, a przynajmniej dla mnie. Rękojeść
jest zbyt duża i by sięgnąć do najwyższego
klawisza trzeba nieco odchylić dłoń
tym samym luzując nacisk na samą rękojeść.
Ponadto pod uściskiem znajduje się dość
spora płetwa, która ma podpierać naszą
dłoń. Płetwa jest dobrym pomysłem,
jednak jest tutaj ona zbyt duża i po
trzech godzinach już miałem nieźle
zaczerwieniony przegub, o który zahacza
końcówka owej płetwy. Kolejna sprawą
są światełka podpięte pod dwoma
klawiszami fire na samej górze, które
są z deka przesadzone, nazwijmy je
jednak „mało subtelne”. Sam
joy pracuje dość dobrze i chociaż nie
ma on FF nie sprawił na mnie złego wrażenia.
Płetwę w sumie zawsze można skrócić,
a diody usunąć albo zasłonić na
takie przy których damy mdleją.
Przyciski są plastikowe, albo pociągnięte
gumową powłoką. Jeden z klawiszy
nazywam go „czerwony fire”
;-) znajduje się pod specjalną osłonką,
która niby imituje odbezpieczenia broni
jednak mnie wkurzała i miałem ją cały
czas otwartą – chociaż o zgrozo
– mamy tam kolejny, tym razem
czerwony, laser bijący nas po oczach.
Zależy jednak kto co lubi , jedni mogą
się z tego śmiać innym może się
podobać... Joystick zawiera dwa przełączniki
POV (czyli do 16 styków) oraz 6
przycisków, co daje razem 22
konfigurowalne klawisze z poziomu gry
(chociaż bardziej bezproblemowe działanie
mamy przy 14 konfiguracjach klawiszy).
Siłę odpychającą całej rękojeści
i zarazem centrująca to duża sprężyna.
Podsumowując sam joystick jest dobrze
wykonany włącznie z okrywającym go
materiałem, ma sporo możliwości co
umożliwiają nam dwa POV oraz 6
klawiszy. Wadą to ergonomia oraz zbyt
lekka podstawa (chociaż znajdują się
otwory umożliwiające przymocowanie śrubami
podstawę joysticka do stołu), a światełka
dające nam nieco festyniarstwa w domciu
da się „przeżyć”.
Teraz
sprawa druga czyli przepustnica. W
podstawie znajduje się magiczna śruba,
którą możemy regulować opór
przepustnicy. Nie zrażajmy się zatem
tym co widzimy w sklepach gdyż tam
najczęściej są przedstawione modele
prosto z pudła ze ściśniętą wajchą
od przepustnicy. Przeraziło mnie to i
swego czasu wydzwaniałem do Labiego czy
to, to „tak ma być” ale udało
mu się mnie uspokoić. Po odpowiednim
uregulowaniu wszystko zaczyna działać
bardzo fajnie. Ponieważ ruch od zera do
maksymalnego ciągu/obrotów jest spory
można bardzo dokładnie precyzować
potrzebną moc silnika w symulatorze.
Sam ruch odbywa się jakby
dwustopniowo. Do pewnego momentu
przepustnica pracuje równomiernie, a w
końcówce czuć drobny skok i większy
opór. W simie (Lock On) jeśli minę
ten opór włącza się dopalacz więc
łatwo można ocenić czy ma się 100%
mocy silnika czy chce się więcej.
Dalej wspaniałą rzeczą jest możliwość
obsługi steru kierunku.
Pod
rękojeścią przepustnicy znajduje się
specjalny podłużny klawisz imitujący
pedały w samolocie. Co ciekawe jest on
autocentrowalny i po zwolnieniu nacisku
zawsze wraca do tej samej pozycji. W
symulatorze daje to pełną kontrolę
nad sterem kierunku, a konkretny nacisk
daje równie „konkretne”
wychylenie steru. Jest to po prostu
genialna rzecz, która daje wiele
przyjemności przy lataniu. Jeśli
chodzi o klawisze na przepustnicy to znów
dwa POV (jeden może mieć funkcję
myszki), jeden przełącznik AUX, dwa
przyciski, suwak odpowiadający za Mody
(MoD 1, MoD 2 i MoD 3) oraz dwa pokrętła.
Podsumowując daje to od 11 do 19
klawiszy (jeśli znów pod POV
podpiszemy przyciski) + dwa pokrętła +
ster kierunku + przepustnica. Zestaw
prawie idealny. Podstawa jest dość
lekka, chociaż zarówno jak i pod
podstawą joysticka znajdują się
antypoślizgowe gumki urządzenie może
się ślizgać. Mi to nie wystarczyło i
przepustnicę przykręciłem na stale do
stołu za pomocą śrub. To o czym pisałem
to i tak sporo, jednak nie sam joy
stanowi tutaj świetne rozwiązanie, a
dopiero w połączeniu z programem
konfigurującym (Edytor) Saitek x45 rozkłada
skrzydła ujawniając swoje możliwości.
Program konfigurujący "Edytor
profili"
Edytor
profili umożliwia nam podpięcie pod
Joy oraz przepustnicę trzykrotność
przycisków o których wspomniałem.
Daje to łącznie... do 126 klawiszy (łącznie
z POV, bez to 30+), przepustnicę i sześć
pokręteł. Kombinacji jest aż nadto
dla spamiętania wszystkich, tym
bardziej, że pod jeden klawisz można
podpiąć klawisz shift, ctrl lub alt co
daje jeszcze jedną możliwość
wszystkich opcji. Jest to możliwe właśnie
za pomocą Edytora, w którym zaznaczając
odpowiednie opcje umożliwiamy
symulatorowi rozpoznawanie joysticka i
przepustnicy jako dodatkową klawiaturę
a nie urządzenie do obsługi gier. Można
stworzyć kilka profili dla każdego
innego sima i przed otwarciem programu
uaktywnić dany tryb działania Saiteka
X45 pod nasz sim z paska skrótów
Widowsa. Dodatkowo w sieci znajdują się
gotowe profile do różnych gier,
wystarczy poszukać.
Poniżej
podam przykład skonfigurowania mojej
przepustnicy pod Lock Ona (tylko w dwóch
trybach,nie trzech ale tyle mi wystrczyło),
pokazuje to możliwości Saiteka X45:
Wspólne
dla obu modów:
przybliżanie i oddalanie widoków,
centrowanie widoku na HUD, widok
ustalony jako default, zwiększenie i
zmniejszenie obrazu na MFD (pokrętło),
ster kierunku, przepustnica obu silników,
zmiana koloru HUD
Mod
1-ustalony jako tryb walki:
odpalanie pułapek pojedynczo, odpalanie
pułapek ciągłe, jeden POV przypisany
do operowania bramką na HUD w trybie
BWR, tryb NAV, tryb BWR, tryb CAC-VS,
tryb A2G, tryb SETKA.
Mod
3-ustalony jako tryb nawigacyjny:
wybieranie waypointów, zmiana trybu NAV
(ENT,RTN,LNDG), hamulec aerodynamiczny,
hamulec kołowy, klapy w pozycji do
startu, klapy w pozycji do lądowania,
klapy schowane, wciągnięcie/wyciągnięcie
podwozia.
Zestaw do którego dążyłem od samego
początku, joystick Logitech z Force
Feadbackiem oraz przepustnica Saiteka
X45.
YoYo
Thrusttmaster
HOTAS "Cougar"
Chomik
Yoya się rozleciał (w końcu!) i w tym
jakże trudnym dla Niego momencie nie
mam serca odmówić jak napisał
„no mógłbyś tak skrobnąć parę
słów na stronkę”. A do tego w
fabryce taśma jakby wolniej dziś
sunie, kapitalista serdelkowatymi
paluchami liczący pieniądze gdzieś
zniknął (pewnie pławi się w
przesyconych moim i kolegów potem
banknotach), więc …. pomiędzy
nakładaniem podkładek, śrubek i nakrętek
na jednostajnie sunące przede mną na
taśmie elementy nieznanego mi
przeznaczenia wyleję na klawiaturę
swoje grafomańskie przemyślenia na
zadany temat: HOTAS COUGAR.
Króciutki
wstęp: idea HOTAS (Hands
On
Throttle
And
Stick
[ręce na przepustnicy i drążku]) jest
koncepcją sterowania aeroplanem bez
odrywania rąk z przyrządów sterujących.
A tak na marginesie to gdyby Bóg chciał
żeby człowiek latał to by mu dał
skrzydła. Paru niegłupich Panów kiedyś
stwierdziło że w dzisiejszych, zgniłych
moralnie czasach, kiedy samoloty bojowe
prowadzą działania popylając z prędkościami
znacznie przekraczającymi granice
zdrowego rozsądku, oderwanie rąk od drążka
sterowego żeby przełączyć jakiś-tam
wichajsterek na tablicy przyrządów może
się skończyć nieprzyjemnie dla,
nietaniego przecież, sprzętu. Że nie
wspomnę o śmierci lub kalectwie odważnego
człowieka powodującego tą latającą
kupą żelastwa. No i wymyślono że
przecież przy odrobinie sprytu można
by sterowanie większością systemów
potrzebnych w pilotażu/walce zgrupować
w miejscach gdzie pilot, czy tego chce
czy nie, musi trzymać swoje brudne łapska
– na drążku i przepustnicy. Nie
rozważamy tu szczególnego przypadku Imć
Pana Szmeisera który w czasie symulacji
(stymulacji???) robi to co Conan po odjęciu
pierwszej litery jego dumnego imienia.
Ale wracając do naszej gawędy …
w ten właśnie sposób powstała
koncepcja HOTAS (czyli, zgodnie z ustawą
o języku polskim, po naszemu: RnPiD).
Nie położył bym za to głowy na
katowskim pieńku ale cosik mi świta w
zamroczonej łepetynie że po raz
pierwszy zastosowano RnPiD w szybkim,
zwrotnym, niewywrotnym Fighterze o wdzięcznym
numerze 16.
Bohater
naszego artykuliku – RnPiD KOTEK
– jest kopią urządzeń sterujących
tegoż właśnie F16.
Niezrozumiałym
zrządzeniem Opatrzności, a może
bardziej łaskawie panującego nam Najjaśniejszego
Pana Franciszka Józefa (Vivat!!!
Vivat!!! Vivat!!!) jestem w posiadaniu
takiego urządzenia.
No
to tak ….. łatwo nie było.
Zawsze chciałem mieć takie coś
…. ale pewne fakty natury .. hmmm
… obiektywnej utrudniały podjęcie
decyzji. Zdrowy rozsądek mówił NIE,
ale silna wola zwyciężyła! Wszedłem
więc na hamerykańską stronkę
Thrustmastera, stamtąd przekierowałem
się na bliższe sercu europejskie
miejsce internetowe, tam sprawdziłem
dystrybutorów w naszym piwem i miodem płynącym
Lechistanie, i dzwonię! Miły pan po
drugiej stronie słuchawki (a konkretnie
w Krakowie) profesjonalnie tłumiąc
zdziwienie faktem że ktoś może z własnej
i nieprzymuszonej woli chcieć zapłacić
tyle za, bądź co bądź, joystick,
uprzejmie poinformował że postara się
zaaranżować sprowadzenie KOTKA i da mi
znać co i jak. Niedługo później
telefon – będzie za tydzień!!!!!
No tak ale w grodzie Kraka to ja bywałem
w weekendy a tu trzeba by w dzień
powszedni. Ale spoko wodza. Nasz
nieustraszony dżentelmen po drugiej
stronie zaoferował pomoc popularnego
Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki.
Uzgodniliśmy najkorzystniejszy dla mnie
sklep (w Galerii Mokotów jakby kto pytał)
i … za dwa dni stanąłem twarzą
w twarz z pudłem w którym można by
schować trupa jakby się kto uparł.
Pozostał jeszcze podpis na wydruku z
karty płatniczej (zrobiłem to z zamkniętymi
oczami w duchu dziwiąc się swojej głupocie)
i już! W domu … nawet nie zdejmując
krawata, tak jak stałem, z trzęsącymi
się rękami rzuciłem się do
odpakowywania. Wrażenia, po kolei:
Cacuszko
piękne. Ilość przycisków, pokręteł
i wichajsterków rzuca na kolana. Ale
– nie ma osi Z (chyba to jest Z
– chodzi o skręcanie joya wokół
osi), no ale dla takiej zabawki to byłaby
obraza – od tego są pedały (za
przeproszeniem). Druga rzecz rzucająca
się w oczy – cholernie twarde sprężyny
centrujące. Ktoś mający ochotę pograć
KOTKIEM w szybkiego psa musi wykazać się
bardzo silnym i sprawnym nadgarstkiem.
No ale są odpowiednie ku temu ćwiczenia
przecież ………….
KOTEK
waży 8 kg (4 kg joy i 4 kg
przepustnica), i jest wykonany w całości
z metalu. Plastik – tylko guziki i
pokrętła. Niezły czadzior.
Instrukcja
…. jakieś dwa razy grubsza niż
Mein Kampf. In inglisz of korz. Szczerze
mówiąc to zmiękła mi rura i zwątpienie
wkradło się w moje waleczne serce jak
ją zobaczyłem i zajrzałem do środka.
Przypomniała mi się wtedy rodzinna
anegdotka. Mój szwagier (czyli po
mojemu facet który przeleciał moją
Siostrę) jak napisał doktorat (o
tytule Eye
movement signal processing …
albo jakoś tak) to mi wręczył jeden
egzemplarz z dedykacją: „I
tak nic nie zrozumiesz. Maciusiowi
– Michaś”.
Joy
może działać w dwóch trybach:
-
„prostym”
(emulation OFF) – wtedy
komputer rozpoznaje go po prostu
jako urządzenie sterujące z wielką
ilością przycisków/osi
-
„właściwym”
(emulation ON) – pod każdy
przycisk/pokrętło można przypisać
ABSOLUTNIE DOWOLNĄ kombinację
klawiszy/akcji na klawiszach z uwzględnieniem
kolejności wciskania klawiszy, opóźnienia
we wciskaniu poszczególnych
klawiszy, tego czy
„symulowany” przez dany
przycisk joya klawisz/kombinacja ma
być ciągle wciśnięty czy wciśnięty
i puszczony, a może wciskany raz po
raz z zadanymi odstępami, itd. itd.
Możecie
sobie np. na jednym przycisku joya
ustawić że jak go wciśniecie to jakbyście
wciskali ctrl+alt+del, a jak go puścicie
to jakbyście wciskali tą użyteczną
kombinację jeszcze raz
:-D. Oprócz tego jest jeszcze
kilka przycisków modyfikujących
multiplikujących ilość możliwości
programowania praktycznie w nieskończoność.


Orgia
orgia i jeszcze raz orgia.
Język
programowania wbrew pozorom nie jest
trudny, i po przeczytaniu instrukcji i
sporządzeniu jakichś-tam notatek
spokojnie można zawalczyć. Jak ja
niegodny zrozumiałem, to każdy
zrozumie. Zresztą w sieci jest masę różnych
plików konfiguracyjnych dla KOTKA i właściwie
ktoś leniwy może po prostu znaleźć
odpowiadającą mu konfigurację i sruuu!
Tzn IMHO przy takich możliwościach
programowania opanowanie stworzonej
przez kogoś konfiguracji (zwłaszcza
jak jest mocno wyuzdana) jest … co
najmniej niełatwe … i chyba
lepiej samemu przysiąść fałdów. Do
KOTKA dołączone są zresztą narzędzia
(programy znaczy a nie majzel i młotek)
przy pomocy których, przy odrobinie
dobrej woli i wyobraźni, nawet bez
znajomosci języka programowania KOTKA
można zrobić sobie dobrze. Można też
zrobić sobie dobrze chomikiem, ale to
już inna historia i nie mnie o tym pisać.
Pytajcie wiecie kogo a Elwoodzik świadkiem.
Ale wg mnie lepiej po prostu napisać tą
konfigurację. Ale to już jest osobista
preferencja.
Ku
uciesze gawiedzi zbliżamy się do końca
(usłyszałem westchnienie ulgi…),
choć szczerze mówiąc niezdrowo się
pobudziłem jak o tym wszystkim piszę.
Chyba zaraz zadzwonię do Szmeisera.
Albo nie – w końcu za pół
godziny podjeżdża bolid Elwooda i
idziemy spożyć posiłek śróddzienny.
Tam się wyładuję
:-P
Zresztą to i tak nie ma
znaczenia bo Elwood i Szmeiser to
przecież jedna i ta sama osoba.A
ekscytuję się … bo to coś to
nie jest joystick. To jest „High-end
ultimate flight controller” jak to
stoi w instrukcji. I to prawda. Ale
…… jak już wspomniałem do
wywijania na HLu to to się nie nadaje.
IMHO oczywiście. Dlatego jeśli jedynym
simem w który gracie jest Szturmowik i
FB, to inwestycja w RnPiD KOTKA byłaby
przyjemnie łechcącą ekstrawagancją.
Ale jeśli podobał się Wam TopGun
;-))) i codziennie na stronie www.lo-mac.com
sprawdzacie czy nie ma nowych screenów
, to już dziś się zastanówcie czy
jest sens utrzymywać tą lampucerę i
wrzeszczące dzieciaki w domu, czy nie
lepiej zainwestować Waszego kapitału w
coś innego ;->
I radzę się dobrze zastanowić
…..
Niewątpliwym
minusem KOTKA jest brak świecących i
migających na kolorowo lampek i wskaźników.
Odbiera to znaczną część radości z
gry. Jakbym wiedział wcześniej że nie
ma lampek to chyba bym nie kupił.
;-))))))). Osobiście latam ILka/FB
korzystając z przepustnicy KOTKA i joya
MS FF2. Czasem, choć z żalem przyznam
że coraz rzadziej (brak czasu),
rozkoszuję się chłodem i możliwościami
Kocurka przy Flankerku 2.51 czy EECH, i
z rosnącą ekscytacją czekam na
LockOna. Wtedy to będzie jazda
….. pod warunkiem że do czasu wejścia
tejże gierki nie dopadnie mnie starcza
demencja. Z ciekawostek na koniec dodam
że szukuje się dodatek do KOTKA
– drążek-kopia drążka F18 który
można podstawić w miejsce tego który
jest z F16 (czy ja już pisałem że drążek
można bezproblemowo oddzielić od
podstawy?). Ale to już jest perwa
…. choć z drugiej
strony…….. ;-)))))))))))))))
serwusik
dla wszystkich!
Podpisano
I/KG200_Schwier,
Szlachcic polski, posiadacz trzech kutasów
– dwóch przy buzdyganie, jednego
przy kaftanie
Niech
żyje Cesarz!!!
Thrusttmaster
Top
Gun Afterburner II

Thrustmaster
Top Gun Afterburner II – tak brzmi
pełna nazwa opisywanego przeze mnie
ustrojstwa. Załączyłem parę zdjęć,
na których widać budowę i cechy
szczególne urządzenia, a także wygodę
jego użytkowania. Gdybym miał wskazać
jedną najważniejszą cechę, odróżniającą
od konkurencji – byłaby to
ergonomia. Jest to najwygodniejszy i
najlepiej przemyślany joystick, jaki
miałem przyjemność mieć w rękach.
Chciałem na zdjęciach przedstawić,
jak urządzenie prezentuje się w użyciu;
jako, że nie miałem pod ręką
zgrabnej dziewczyny z dużymi oczami na
zdjęciach jest tylko facet z dużym
brzuchem J.
:)
Zdjęcie
powyżej prezentuje Afterburnera od
tyłu. Świetnie prezentuje się
przepustnica, na niej widzimy trzy
przyciski obsługiwane przez kciuk lewej
ręki. Widać też szeroką, wielką
powierzchnię pod prawą dłoń –
możecie mi wierzyć, pozwala odpocząć
ręce w długich przelotach – bez
zmieniania chwytu i bez ryzyka wywołania
niechcianego przechyłu samolotu. Pod rączką
kołnierz z gumy – co jest, jak się
zdaje, standardowym zabezpieczeniem
mechanizmu, czy raczej palców użytkownika
przed mechanizmem. Widać elementy z
czarnego plastiku – wygląda to
jak guma, ale nią nie jest. To raczej
ozdobnik, nie różni się nawet fakturą
od innych elementów. Inna ciekawostka
to wyprofilowana część rączki pod
prawy kciuk – jeśli nie
potrzebujemy obsługiwać broni ani
grzybka, to kciuk tam trzymany sprawia,
że chwyt jest naprawdę idealny –
do delikatnych operacji, jak lądowanie
postrzelaną maszyną.

Na
kolejnym zdjęciu widzimy joystick z
przodu. Na przepustnicy widać wielgaśną
kołyskę, która służy do obsługiwania
steru kierunku. Kształt jest dość
dziwny, ale się sprawdza. W środkowym
zagłębieniu umieszczamy palec
serdeczny, mały palec po zewnętrznej,
palec środkowy po wewnętrznej, wskazujący
obsługuje przycisk w dokumentacji
opisany jako nr 8, u mnie działający
jako Shift. Pod rączką, przy przyłączeniu
kabla widzimy „rudder selector”
– przełącznik, którym
wybieramy, czy ster kierunku ma obsługiwać
kołyska, czy też skręt rączki. Ja od
razu zablokowałem skręt rączki (śrubka
na rączce) i przełączyłem na pozycję
„throttle”.
–
z boku widać dość badziewne żółte
paseczki ozdobne, a także przycisk joya
nr 3 – jak na ergonomiczny
projekt, to dość dziwnie umieszczony:
do jego naciśnięcia trzeba palec
wskazujący podnieść ze spustu i
przesunąć w górę i w prawo. Można
się przyzwyczaić, ale pod ten przycisk
podpinam tylko z rzadka używane funkcje
– i nie kolidujące ze
strzelaniem: zrzut bomb i z shiftem
autopilot.
–
z lewej: wyprofilowane miejsce na rączce
i płaska przestrzeń przycisków pod
prawy kciuk.

–
widok z dołu. Bezpośrednio pod rączką
znajduje się pokrętło, którym
regulujemy twardość joysticka (tylko rączki,
dla ścisłości); osobiście nie lubię
sytuacji, w której przypadkowa zmiana ułożenia
dłoni powoduje wychylenia sterów, więc
ustawiam na „średnio
twardo”. Przy okazji: zarówno
przepustnica, jak i rączka joysticka
mają ok. 10% przed wychyleniem
maksymalnym „strefę oporu”
– w tych momentach czujemy wyraźny
próg. To świetny pomysł: w
przepustnicy pierwsze 10% mocy to
„idle”, a ostatnie to
„100-110%”, z kolei w rączce
pozwala na ostrożniejsze manewry.

–
widok z góry. Widać rozmieszczenie
przycisków pod prawy kciuk i dziwny
dodatkowy przycisk pod palec wskazujący,
a także kołyskę na przepustnicy.
–
Thrustmaster Afterburner II umożliwia
odłączenie części z przepustnicą od
części z rączką, ale wygodniej jest
trzymać jako całość na kolanach
– podstawa jest szeroka i równa,
dzięki czemu trzyma się całość
wygodnie i stabilnie. Widać, jak prawa
dłoń układa się na podstawce u dołu
rączki. Prawy kciuk w pozycji do
przelotu – na wyprofilowaniu.
–
wychylenie rączki i przepustnicy do
przodu nie wywołuje przemieszczenia
podstawy joya.
–
ułożenie palców na przepustnicy i kołysce.
Przy okazji – trzymanie całości
na kolanach i lewej ręki na
przepustnicy sprawia, że dużo lepiej
wyczuwa się stopień przechylenia rączki
pod prawą ręką – ich położenie
względem siebie pozwala precyzyjnie i
delikatnie wychylać stery.
–
do przemieszczenia kciuka z pozycji
„wygodnej” do przycisków
broni nie jest potrzebna zmiana chwytu dłoni.
Widać też obsługę przycisków przez
lewy kciuk – wygodną również w
trakcie manewrowania przepustnicą.
A
teraz o obsłudze. Opisywanie funkcji za
pomocą li tylko numerów przycisków byłoby
kłopotliwe dla czytelnika, toteż będę
się posługiwał opisem palca używanego
do danej funkcji, a dopiero potem numer
przycisku. Załączam też znaleziony na
sieci rysunek z przykładowymi funkcjami
przypisanymi dla gry IŁ 2 Szturmowik -
używałem takiego zestawu –
wysoce mylący i niewygodny, dlatego
opiszę własny zestaw przypisań.
Prawy
wskazujący na przycisku nr 1 –
oczywiście spust karabinów; z shiftem
– karabiny + działka (to jak już
sylwetka przeciwnika wypełnia cały
celownik, żeby nie trzeba było puszczać
spustu).
Prawy
wskazujący na przycisku 3 – zrzut
bomb, z shiftem – autopilot.
Prawy
kciuk – na żółtym przycisku nr
2 – działka, z shiftem –
mapa; na przycisku nr 4, czyli na prawo
od żółtego – padlock enemy air,
z shiftem – padlock enemy ground.
Hat
switch – rozglądanie się, z
shiftem: góra – powrót do
kabiny/wide view (lubię widoki z zewnątrz
J
), prawo – normal view, lewo
– gunsight view.
Pod
lewym kciukiem – najniższy
przycisk to obsługa klap: wypuszczanie,
a z shiftem chowanie. Przycisk najwyższy
i środkowy to zwiększanie i
zmniejszanie mocy silnika, najwyższy z
shiftem – radiator, środkowy z
shiftem – external air padlock (tu
nie bardzo miałem pomysł/potrzebę, żeby
coś innego podpiąć).
Lewy
palec wskazujący – przycisk nr 8,
u mnie jako shift.
Przepustnica
obsługuje skok śmigła, kołyska ster
kierunku.
Generalnie
starałem się, żeby pod lewą dłonią
mieć funkcje związane z obsługą
maszyny jako takiej i jej funkcji, a pod
prawą – funkcje związane z walką.
Różne samoloty wymagają różnych
funkcji – ale łatwo się zmienia
przypisania i łatwo się przestawić.
Zestaw opisany powyżej wypróbowałem
na myśliwcach niemieckich, a teraz używam
go do Brewstera Buffalo z niebieskimi
swastykami na skrzydłach.
Urządzenie
nie wymaga sterowników w systemie
Windows XP (którego używam) –
jest rozpoznawany od razu i bez restartów
(podłączenie via USB). Ze strony
producenta warto ściągnąć program
Thrustmapper (wersja aktualna to 4.02),
po dociągnięciu dodatkowego pliczku całość
będzie po polsku. Przy pomocy tego
programu tworzymy profile z ustawieniami
przypisane do konkretnych gier, i po
ustawieniu trybu
„automatyczny” odpowiedni
profil ładowany jest w momencie
uruchomienia gry. Do IŁ 2 możemy
ustawić kilka profili, np. dla różnych
samolotów, i ładować je w zależności
od potrzeb – to umożliwia tryb ręczny
tego oprogramowania. Do przycisku można
przypisać: pojedyncze naciśnięcie
klawisza, naciśnięcie przycisku myszy,
można przenieść jakąś funkcję
– np. hata – do danego
przycisku, jakiś czas naciśnięcia
danego klawisza, ciąg dowolnych
klawiszy, zwolnienie lub wstrzymanie
jakiejś funkcji (tego nie używam).
Inaczej mówiąc, trudno mi wyobrazić
sobie coś, czego nie można przypisać
za pomocą tego programu. Obsługa jest
prosta, dwukrotne kliknięcie na jakiejś
funkcji otwiera okienko dialogowe
rejestrujące czynność (i pozwalające
wybrać rodzaj rejestracji – wg
funkcji powyżej), i tyle.
To,
co mnie dziwi, to brak funkcji
kalibrowania joysticka (kalibruje się
tylko podczas pierwszego podłączenia).
Po prostu producent nie przewiduje czegoś
takiego – ale nie darmo, bo to cały
czas działa jak powinno. Ciekawe, bo
zmieniałem już płytę główną, BIOS
płyty, a joy dalej pamiętał
ustawienia i nie trzeba było kalibrować
– nawet po reinstalacji systemu.
Czasem tylko ster kierunku pokazuje niewłaściwy
zakres – zdarzyło mi się to 2
lub 3 razy – i wtedy wystarczyło
przełączenie na chwilę „rudder
selector” na „joystick”
i z powrotem, i wszystko znów działało
poprawnie. Magia.
Po
2 latach intensywnego używania joy nie
wykazuje żadnych usterek czy zmian.
Jest tak samo precyzyjny jak był, nic
nie skrzypi – trochę się tylko
przykurzył (widać to na zdjęciach J
).
Na
niekorzyść zapisałbym niezbyt doskonałą
przepustnicę – zdarza się, że
zamiast płynnego zwiększania
przeskakuje od razu o 2 – 3 %, i
ustawienie żądanej wartości (np.
100%) wymaga „machania”
przez chwilę. Zwróciło to moją uwagę,
bo poprzednio miałem joystick Logitech
Wingman Attack 3D, gdzie przepustnica była
doskonale płynna. Dziwnie jest też
umieszczony nieszczęsny przycisk nr 3
na rączce joya – ale do tego można
się przyzwyczaić i nie jest to jakaś
specjalna wada. W tym urządzeniu przydałoby
się jakieś pokrętło/dodatkowy
potencjometr, na kierowanie skokiem śmigła
– i po poprawieniu płynności
przepustnicy uznałbym je za doskonałe.
Ale przecież w czasach projektowania
Afterburnera nie było symulatorów lotu
z kierowaniem skokiem śmigła (o ile mi
wiadomo). Zasugerowałbym też przy
jakiejś okazji zmienić nieco wygląd
– w czasach urządzeń
projektowanych tak, jak Logitech
Cordless, ten wygląda cokolwiek siermiężnie;
z drugiej strony – kto powiedział,
że to uroda jest najważniejsza w
joyach.
Podsumowując
– jeśli ktoś ma wydać powyżej
100 zł na joystick, i nie wie co wybrać,
to powinien poszukać tego właśnie
modelu; ja kupiłem w Empiku za 220 zł
(ostatnio nie mają – kaa pisał o
dostępności na giełdzie w Warszawie).
W porównaniu z Saitekiem X 45 za 370 zł
(cena na giełdzie komputerowej) wypada
Afterburner II nadzwyczaj korzystnie
– w Saiteku płacąc blisko
dwukrotnie więcej otrzymujemy urządzenie
znacznie mniej wygodne dla rąk, z większą
ilością przycisków i światełkami.
Autorem
tekstu jest: Zeke
Joystick
Logitech Wingman Attack 3
Od
kilku dni leży u mnie na stole nowiuteńki
Logitech Attack 3, fabrycznie
zapakowany.
Trzeci w kolekcji zresztą… Ha!
Wreszcie dowód wprost że Szmajser ma
nierówno, kto kupuje trzy identyczne
joy’e, po to by ich nie używać.
Otóż już wyjaśniam. We wspaniałej
sieci telefonii komórkowej Plus GSM
jest program pt. Punkty za Rozmowy czy
jakoś tak. Całość polega na tym, że
za każdą minutę wygadaną dają mi
jakieś punkty, które potem mogę
wymienić na nagrody. Jako że
jedyna sensowna nagroda z bogatej, skądinąd
oferty to joystick, z determinacją godną
lepszej sprawy, co pół roku zamawiam
wspaniałego Attacka 3, po to by go
potem wsadzić pod szafę.
Ale do rzeczy. Attack 3 to trzecia odsłona
najprostszego joysticka firmy Logitech.
I w zasadzie to stwierdzenie wraz z
pojawiającą się w kontekście nazwą
Logitech, wyczerpuje temat... Ale dajmy
im szansę :D.
Joystick niewielki, zgrabny, dobrze leży
w dłoni. Przypinamy go do komputera za
pomocą USB. Zakres ruchu identyczny jak
w poprzednich Wingmanach, co nie dziwi
zważywszy, iż trzecia odsłona ma
przegub identyczny jak dwie poprzednie,
a to z kolei nie wróży najlepiej.
Joystick jest wyposażony w przepustnicę,
umieszczoną w podstawie, bardzo
precyzyjną i wygodną zresztą, oraz 11
przycisków. Joystick nie posiada
selektora widoku w tradycyjnej formie ,
czyli tzw. HAT’a, jakkolwiek w
miejscu gdzie powinien się on znajdować,
umieszczone są cztery przyciski
‘symulujące’ hata. Ot taka
sobie innowacja - de facto HAT jest, a
jak nie zamierzamy go używać, to możemy
wykorzystać przyciski do innych
funkcji.
W podstawie znajdują się trzy
dwuprzyciskowe sekcje, umiarkowanie
wygodne w użyciu.
To, co cieszy najbardziej to fakt, iż
joystick współpracuje z Logitech
Profilerem, czyli istnieje możliwość
programowania i przypisywania
zaawansowanych funkcji, czy komend
cyklicznych do dowolnego przycisku.

Jak
się sprawdza całość w praktyce?
Zdecydowanie czuć iż rozdzielczość
sygnałowa najtańszego z możliwych
sterownika USB to całe 256 poziomów,
czyli 128 w lewo i 128 w prawo. (
Logitech Wingman Extreeme 3d ma 1024
punkty, analogowy joystick na midi może
mieć i 3000, a jakikolwiek joy z FU całe
128), do Sturmovika zdecydowanie,
przynajmniej dla mnie, za mało. W
Lock’u wystarcza w zupełności.
Wspomniane 11 przycisków wraz z
Logitech Profilerem daje nam naprawdę
dużą elastyczność konfiguracji
kontrolera.
Czy
w ogóle ten joystick jest wart uwagi?
Za 75 złotych , uważam że tak.
Dostajemy taki sobie produkt …ale
również dostajemy gwarancję Logitecha,
a to już oznacza że możemy sobie go
co pół roku na nowy wymieniać, a przy
odrobinie szczęścia może przestaną
go produkować i dostaniemy wyższy
model.
Joystick ten jest idealnym surowcem do
różnorakich przeróbek i innej
radosnej twórczości, ze względu na złącze
USB. Osobiście mam zamiar przełożyć
elektronikę tego joya do obudowy stareńkiej
przepustnicy, wyprowadzając na zewnątrz
potencjometry i uzyskując w ten sposób
bardzo funkcjonalna przepustnicę z 4
analogowymi osiami i 11 przyciskami, a
całość działająca jako niezależne
urządzenie, bez konieczności
przypinania doń głównego joya.
Autorem
tekstu jest: Schmeisser
Microsoft
Sidewinder Precision Pro

(ZAZNACZAM,
że joystick ten, jest już nie dostępny
w sklepach, trzeba szukać prywatnie)
Otóż, bo 5 miesiącach gry w ił-2,
rozleciał mi się nabyty za 50zł
Logitech Wingman Attack 3, a jeszcze 6
miesięcy wcześniej rozpadł się WA2,
a kolejne 5 wcześniej, rozpadł się
Wingman Attack bez cyferki. Więc zostałem
w krytycznej sytuacji, bez joy'a, grając
w ił-a na padu z analogową gałką:).
W moich poszukiwaniach dobrego taniego
joy'a (wiem bredzę, ale jednak jest to
możliwe) odrzuciłem Cyborga Evo, bo się
świecił, co mnie niezwykle wku.. tzn
dekoncentrowało. Ale szmoc była ze mną,
na forum ił2 przypadkiem znalazłem
ofertę kupna w.w produktu Microsyf'a.
Na integrze warszawskiej, joy uzyskał
dobre recenzje, więc zebrałem odwagę
i kupiłem tą „prawie nówkę”.
Jak się okazało, posiadaczem joy'a był
dosłowny 13-latek z Kans..., tfuu
Szczecina, który chciał tym w
samochodówki grać, ale po pierwszym wyścigu
odstawił joy'a:).
Czekałem
3 dni, 150zł przy odbiorze dałem
listonoszowi, natychmiast pobiegłem do
pokoju, podpiąłem przejściówkę
Serial COM-->USB i odpaliłem.
Szybka konfiguracja 8 przycisków +
shift'a i HAT-a i jazda jazda jazda biała
gwiazda!
Pierwsze wrażenia niezwykle pozytywne.
Jaka precyzja, jaki zaj.. ster kierunku,
ale hat fajny... (pamiętajcie, że latałem
na logitech'ach które po tygodniu już
udawały że działają.).
Przy długawy wstęp, teraz techniczny
opis:
W pudełku dostajemy:
1) Joystick
2) Przejściówkę Serial COM-->USB
3) Płytę CD z sterownikami
profile'erem (niestety nie działa pod
Windows XP, pełna kompatybilność
Microsoftu:).
Joystick
składa się z:
Drążka, na którym mamy duży przycisk
spustu, pod palcem wskazującym, 3
przyciski operowane kciukiem, oraz
8-kierunkowy HAT switch (PoV) też
operowany kciukiem.
Drążek jest też „skrętny”
i służy jako ster kierunku.
Podstawa ma 4 przyciski oraz przycisk
shift, który może mnożyć funkcję
reszty klawiszy. (jak uruchomimy
profile'era który nie działa pod XP).
Na podstawie jest też przepustnica,
bardzo wygodna i ładna pod postacią
obrotowego kółka. Podstawową zaletą
Precision Pro jest wytrzymałość.
Ponieważ jest to joy
„optyczny” na podczerwień,
pot-y się nie mogą zetrzeć, przez co
mamy dobry joy na długi czas. Kolejną
zaletą jest ergonomia konstrukcji
zapewnia dobry chwyt i podstawę pod rękę,
łapa mi się nie męczy nawet po kilku
godzinach latania. Ja mam duże łapki,
i leżą na nim idealnie, ale moja
siostra która, też się tym bawi (bez
skojarzeń bestie jedne:P też nie
narzeka na chwyt.)
Wadą
optyki jest ciut mniejsza precyzja
joysticka (choć i tak lepsza niż w
logitech'ach, ale pewnie gorsza niż w
Saitek'ach, choć po kilku miesiącach używania,
jak się pot-y na srajtku dotrą, to
wyrówna się stawka;). Skrętna rączka
jest bardzo dokładna i idealnie chodzi.
HAT w połączeniu z NewView spisuje się
doskonale, żadnych zeskoków. Dla mnie
pewną wadą jest w mojej opinii za słaba
sprężyna centrująca, ale na to
narzekam w każdym joy'u, włącznie z
x45 i x52 które miałem w moich podłych
łapkach. Jedynym (Jedyną:)? Który/a
by mnie zadowolił/a byłby/a chyba
Cougar, albo jakbym sam wymienił sprężynę,
ale jako że moim mottem przewodnim jest
sygnaturka wodza Apaczów
„Lenistwo motorem postępu”
poczekam, aż ktoś zrobi joy'a z
twardszą sprężyną:).
Konkludując,
jest to bardzo dobry joystick jak na
swoją cenę (w ogóle jest dobry).
Można go dostać w cenie od 120-150zł
w bardzo dobrym stanie, joystick chodzi
idealnie, na razie się nie psuje,
precyzja jest duża, a guzików
wystarczająco, i poza tym są dobrze
rozmieszczone (najlepiej na drążku, na
podstawie ciut gorzej, ale te są mniej
potrzebne).
Tragedią jest z Profile Managerem,
który nie rusza pod XP, i nie pozwala
na używanie Shift'a na joyu (shift możne
służyć tylko jako dodatkowy
przycisk).
Życzę miłych lotów Mein Herren, i dużo
Kufajek na ścianie.
Filip von Izabelin
Saitek
Cyborg Evo

Witam
i zapraszam do lektury recenzji jednego
z najciekawszych dżojstików jaki
pojawił się na ogólnodostepnym
polskim rynku- Saitek Cyborg Evo.
Na wstępie chciałem podziękować
sponsorowi mojego Cyborga- mojej Cioci
Ani.
Zacznę
może od podania przedziału cenowego.
Cyborg to bardzo dobry sprzęt za
nieastronomiczną cenę, co jest bardzo
miłym zjawiskiem na rynku. Obecnie w
polskich sklepach w Internecie Cyborg
Evo kosztuje ok. 170zł, co mnie bardzo
dziwi, ponieważ 10 miesięcy temu w
sklepie, w którym pracuje matka najniższych
cen (nie chce robić reklamy,
rozumiecie), cena wynosiła 150zł!
Pewnie wyłączność dystrybucji lub cuś
takiego, dlatego jeśli zdecydujecie się
na jego zakup nie dajcie się naciągnąć,
ruszcie tyłki do sklepu!
Różne fajne bzdeciki
W
pudełku znajdujemy joya, płytę ze
sterownikami i instrukcję. Instrukcja (ekhm..)
to kilkanaście kartek + polska wkładka
z instrukcją zainstalowania sterowników,
pomoc techniczna i kontakt z
dystrybutorem. Yeah. Na płycie
sterowniki dla Windowsów XP, 2000 i
98/Me, więc z kompatybilnością nie
powinno być problemu. Na płycie także
program umożliwiający np. podpisanie
pod guziki joya nawet całej wiązanki
przycisków z klawiatury i zapisać te
ustawienia jako profil i później tylko
wczytać odpowiedni do danej gry.
Profile można też zassać ze strony
Saiteka (także do „Medal of
Honor” i „Doom 3” lol,
ale z prawdziwych symulatorów to tam
jest tylko Falcon 4.0 i Flight Simulator
2004). Poniżej screeny programu
konfiguracyjnego:


Drąg
Kabel USB dla wtyczek 1.1 i 2.0, 175cm długości.
Przyciski: spust, 5 przycisków fire,
8-kierunkowy HAT, 6 przycisków w
podstawce w tym 2 „Shifty”,
czyli coś czym robimy kombinacje (np.
Shift + jakiś_inny_guzik = wypuszczanie
podwozia [kto tego używa?! chyba tylko
jacyś faceci bez jaj, heh...]).
Przepustnica jest duża, robi tak na oko
90 stopni, chodzi bardzo precyzyjnie. 3
osie of korz (hej Filip ty tam na górze!
O co ci chodzi z tą sprężyną centrującą?
Mam taką samą jak w X52 i jest ok!).
Obudowa to bardzo trwały plastik i
trochę blachy. Nie ma przyssawek, na
miejscu całość trzyma guma (wyjątkowo
dobra!), tak że spoko jest nawet
podczas gorących chwil nad Wyborgiem.

I
przechodzimy do rzeczy, która w dżojstiku
jest najważniejsza, a Cyborg Evo dzięki
niej jest jednym z najlepszych...
Ergonomia
Taaaaaaak. To dzięki swojej ergonomii
Cyborg jest full wypas. Ta ergonomia
jest full wypas, bo jest, hmm... A!
...bo jest ELASTYCZNA! Elastyczna bo
chyba wszystko co się chce da się
przestawić, poprzekręcać i takie tam.
Zacznę może od tego, że guziki na
wolancie są rozstawione bardzo prosto a
jednocześnie bardzo wygodnie. U
podstawy już tak pięknie nie jest, których
guzików używasz zależy czy jesteś
prawo czy leworęczny (bo podczas jazdy
rączek się nie krzyżuje! Hehe :).
Praktycznie jak jesteś praworęczny to
do guzików z prawej strony nie masz
dostępu, chyba, że puścisz drążek
(co może skończyć się utratą
jednego ze skrzydeł) i naprawdę
uwierzcie mi, dostępu praktycznie
podczas gry nie ma. Poniżej rozkręcane
elementy (tutaj podpórka pod dłoń):

Saitek Cyborg Evo jest zbudowany
symetrycznie, obie połowy są
identyczne, jednak profil wolanta jest
wygodny. To także zasługa warstwy
specjalnej gumy, która powoduje, że ręka
się nie ślizga, ale jednocześnie nie
poci. W Cyborgu można jak, już
wspomniałem, poprzestawiać prawie
wszystko. Jak dla prawo i leworęcznych
to oczywiście można zmieniać podpórkę
przykręcając ją w dziurkę z innej
strony oraz na dziurkę powyżej lub niżej.
Eee, najlepiej przedstawiają to zdjęcia.

Główkę
wolanta można przechylać na prawo lub
lewo (fotka powyżej), dodatkowo jeszcze
zmieniać kąt guzików 2,3,4. Wszystko
to daje nam możliwość idealnego
ustawienia sobie dżoja do swojej dłoni.
Teraz nawet Sherman ze swoimi długaśnymi
paluchami nie musi ich podwijać.
Wrażenia
po praktyce
Bardzo dobre. Może to dlatego, że to
moje pierwsze połączenie joy +
symulator od 7 lat? Może, ale jak
przymierzałem inne dżoje, to właśnie
Cyborg Evo był dla mnie najlepszym.
Podczas gry wszystko co trzeba mieć pod
palcem mam, drażniące w ciemnościach
niebieskie światełko można von
Izabelin zakleić, gdy nie naciskam na
spust mam gdzie podziać palec, ostatnio
grałem 4 godziny (tylko trzeba mieć
książkę pod łokieć, wtedy
zapominasz o nadgarstku) bolały mnie wyłącznie
palce od braku ruchu. Pot wyłącznie z
powodu sporej ilości kufajmańskiego ścierwa
w powietrzu.

Fotka
zapożyczona z serwisu Acealpha TUTAJ
(trochę też więcej zdjęć Evo)
Podsumowując
Podsumowując, Saitek Cyborg Evo to
udany zakup. Bardzo dobra ergonomia,
spora ilość przycisków (+
kombinacje), wygoda i dokładne
wykonanie. To jest to.
YoYo poprosił mnie (hek hę :] ), abym
napisał coś o Cyborg Evo Force. No cóż,
co ja mogę napisać, jest to po prostu
Cyborg Evo tylko tyle, że z Force
Feadbackiem i 2x droższy. Jest jeszcze
Cyborg Evo Wireless, to bezprzewodowy
Cyborg Evo.
Autorem tekstu jest: Sherman
Joystick
MT-161 Windstorm PRO
i
TRACER
Na
początku chciałbym zaznaczyć że dany
Joystick można też spotkać pod inną
nazwą i inną firmą (Tracer itp.)...
Lecz sterowniki nie pasują od
kontrolera innej firmy więc nie ma co
próbować gdyż trzeba będzie zmieniać
Windows (którego kocham :-) ). Osobiście
testowałem ten rodzaj joysticka
zarówno firmy TRACER (dłużej u
kolegi) jak i MEDIATECH (krócej bo
niedawno sobie kupiłem) i oto co zauważyłem.
Na starcie w przypadku MediaTech trzeba
wejść na stronę producenta i pobrać
najnowsze sterowniki bo przy włączeniu
efektu wibracji w IL2 gra nam się
wiesza :), w TRACER`ze nie zauważyłem
tego problemu. Po wgraniu ich owszem
wibracja działa ale tak spowalnia grę
że trzeba by mieć co najmniej 512 RAM
:( żeby nie cięło w obu przypadkach. Przyciski
są rozmieszczone ergonomicznie oprócz
2 dolnych, które lepiej by było umieścić
z boku.... no ale jest jak jest. Hat
Switch działa jak powinien ale i tak
lepszy efekt będziemy mieli jak
popatrzymy sobie „myszką”
:). Wychylenia kierunków działają
poprawnie i praktycznie nie trzeba nic
regulować. W przypadku TRACER`a po 6
miesiącach używania słychać
nieprzyjemny odgłos trącego o siebie
plastiku co jest zapewne winą
„wywietrzenia” smaru, dał
też się we znaki pewien mankament,
mianowicie zawsze na starcie mamy ok 5%
mocy silnika. Dzieje się to dlatego że
analog odpowiedzialny za ciąg w użyciu
jakby „przesunął” się o tę
5% do góry i za Chiny nie da się tego
skorygować, na szczęście nie
przeszkadza to w grze. W joysticku
MediaTech jeszcze nie wystąpił ten
efekt ale joystick maltretuje dopiero od
miesiąca :) więc wszystko przede mną
:).
Reasumując
Jeśli
nie masz pieniędzy jest to najlepszy
wybór dla Ciebie oba joysticki kosztują
w granicach 89 zł więc nie jest to majątek.
Wibracje co prawda się nie używa ale
to najmniejszy problem. JOY działa
dobrze i co najważniejsze ma orczyki
oraz regulacje ciągu na analogu co w
tym przedziale cenowym jest po prostu
nie spotykane. Najtańszy Logitech z
takimi parametrami kosztuje ok 200 zł
co może być wydatkiem nie do
przeskoczenia, a tak za mniejsze pieniądze
ma się namiastkę luksusu :)
Dane
producenta: TUTAJ
–
Joystick
3-osiowy
–
Efekt
wibracji „Vibration Force”
–
Hat
Switch
–
6
przycisków akcji
–
Pokryta
gumą przepustnica (analogowa)
–
Rączka
obracająca się wokół własnej osi z
funkcją orczyka
–
USB;
zgodny z 98/ME/XP/2000
Tyle
jeśli chodzi o dane producenta :), a
teraz w użyciu.
Komputer
testowy:
Mój
(MediaTech)
ksywa JOY
Płyta
MSI KT6
Procesor Athlon 2,4 XP
RAM
i tu buuuul 256/400
Grafika
Radeon 9200SE 64MB/128bit (w 3d marku
6356 ptk) (sterownik Catalyst 4.4)
Muzyka
zintegrowana
Kolegi
(TRACER) ksywa PITER
Duron
1300
Płyta
Gigabyte 7dxe
Grafa
Gigabyte 9000 64/128bit (sterownik Omega
4,4)
RAM
ok 400MB/266 Kingstone
Muzyka
zintegrowana
Obaj
ustawienie grafiki mamy na 800x600 32
bit przy full innych detalach, gra bez
wibracji chodzi tak jak powinna.
JOY

|