|
PORADY
PORADY
DOT. IL-2 STURMOVIK:

Poradnik
małego "nazisty"
Start
Według uznania, na dziko przez pola lub
jak Goering przykazał z profesjonalnym
taxi do pasa.
Podrywamy 109 przy ok 170 km/h w
przypadku G6AS lub 190 w przypadku F2 ,
potem rozpędzamy się bez wznoszenia do
ok 350 km/h
Dlaczego się nie wznosimy przy 230 km/h
? Ano dlatego ze jak ktoś nas napadnie
to nam te 300m które zdobylibyśmy na
nic by się zdały ,a z 350 km/h już można
cos zrobić :)
Wznoszenie
zależnie
od panujących warunków taktycznych
mamy do wyboru agresywne darcie do góry
przy 270 km/h, połączone z gwałtem na
sterach, ciśnieniem ładowania w
okolicach tzw. absurdalnego punktu i
generalnie nutką histerii lub dostojne
wznoszenie przy 310 km/h.
W pierwszym przypadku dajemy 100% i WEP
,otwieramy radiator i głośno wzywamy
na pomoc nordyckie bóstwa
,"pomagając" 109 we
wznoszeniu sterem wysokości, ta metoda
gwarantuje ze po trzech minutach jesteśmy
totalnie niezdolni do walki przez następne
cztery minuty ale zato na 3000 metrów z
300 km/h.
Druga metoda to przepustnica na 80%,
otwarty jak zwykle w przypadku bf-109
radiator, i trzymamy prędkość w
okolicach 310-320 km/h w zależności od
wersji, korygując tendencje do
podnoszenia nosa. Można po prawdzie
wytrymowac maszynę, ja jednak tego nie
robię.
Przy zastosowaniu tej metody 3000 metrów
osiągamy po 5,5 minuty, mamy zimniutki
silnik i jesteśmy "silni,zwarci i
gotowi"
Pomocne w tej metodzie jest wybranie
bazy odległej od strefy walki,wznosimy
się podczas "tranzytu".
Polowanie
Jak
wujek Hartmann powiedział ,dogfight
jest zbyt poważną rzeczą by pozwolić
przeciwnikowi na walkę kołową. I to
nasza pierwsza zasada.
Drugą zasadą dla pilota bf-109 jest
"jak nie wiesz co robić to zacznij
się wznosić"
Więc krążymy sobie na 2500-3000 m
przy 300km/h z otwartym radiatorem ,na
30% mocy.... i czekamy. Wypatrujemy
ofiary uszkodzonej, z przegrzanym
silnikiem lub kogoś kto 30 sek temu
odniósł zwycięstwo. Przykro mi, wiem
że to taktyka sępa ,ale gentlemani
wyginęli podczas Bitwy o Wielką
Brytanie.
Rozglądamy się ostatni raz dookoła,
czy w odległości 5 km nie ma kumpli
naszej ofiary... i "szybkim
wywrotem zwaliłem maszynę z rykiem
2000 koni mechanicznych na lecącego
poniżej przeciwnika, którego samolot rósł
w zawrotnym tempie ,otoczony czerwoną
poświatą celowniczych kręgów.
Uruchomiłem karabiny maszynowe w odległości
około 350 metrów nie przestając
strzelać do momentu w którym z wielką
prędkością w ciasnym duszonym skręcie
nie ominąłem mojej ofiary, wyrywając
po sekundzie pionową świecą w górę.
Gdy odzyskałem wzrok dostrzegłem tylko
smugę oleistego dymu, znaczącą
ostatnią drogę mojego
przeciwnika"
Czynność powtarzać aż do uzyskania
żądanego efektu, i upewnienia sie iż
przeciwnik "zaparkował"
poprawnie ...zicher ist zicher
powiedzial Manlicher i wynalazł karabin
maszynowy.
Powyższa metoda ma dźwięczną i
popularną nazwę boom&zoom,
profesjonaliści mówią o niej energy
fight, a pilot RAF'u z 1940 roku nazwałby
to "kicked tactics" , kopaną
taktyką.
Zasada działania jest prosta jak
konstrukcja ila-2, zamieniamy energie
potencjalną wysokości w energie
kinetyczną ruchu (prędkość)
wykonujemy atak a następnie separujemy
się od przeciwnika w pionie, zamieniając
prędkość na wysokość. Niewątpliwie
gwiazdą tutaj jest G6AS mit M108 30 mm
kanonen, jak na razie nie majacy sobie równych
jesli chodzi o prędkośc wznoszenia (
FLAMES ON,piloci la5fn ), aczkolwiek z
powodzeniem można stosować tą metode
na na g6. g6 late 43 czy g2. Odradzam F2
i F4 ze względu na ryzyko szybkiego
przegrzania silnika.
Powrót
do bazy
czyli .... "lepiej być żywym tchórzem
niż umarłym kawalerem Krzyża Żelaznego"
Po
udanym polowaniu, niezależnie od ilości
amunicji oraz stanu bf-109 warto zaliczyć
szybkie lądowanie w najbliższej bazie.
Jak to zrobić mając świadomość
faktu iż owe dwie tajemnicze kropeczki
lekko powyżej linii horyzontu, zdające
się powoli rosnąć, to bynajmniej nie
skrzydłowi.... Co robimy? Ano musimy być
zdecydowani i twardzi jak sprężynowa
stal od Manesmanna.
Zamykamy radiator 100 % mocy do momentu
osiągnięcia 450 km/h, potem można
zredukować do 40-60 % w zależności od
wersji, schodzimy na 500 m i rwiemy do
domu. W odległości kilometra od
lotniska wypuszczamy klapy, i robimy
szybki hard turn o 360 stopni z
przepustnicą na 0%, pozwoli nam to
skutecznie pozbawić się jedynej drogi
ratunku jaką jest prędkość, potem
wypuszczamy jeszcze szybciej podwozie i
uważając żeby nie przeciągnąć
(jakby to wyglądało gdyby Herr
Hauptmann zwalił się na płasko z 40
metrów na rozbiegówkę pasa) ,przy 170
km/h zawisamy metr nad pasem, na sekunde
dajemy pełną moc, następnie
delikatnie i z klasą sadzamy nasze
wunderwaffe na 3 punkty ( dwa koła i śmigło...rofl,
żartowałem),delikatnie hamując. Ze
względu na mały rozstaw kół w 109
odradzam gwałtowne ruchy sterem
....lepiej wyskoczyć z pasa niż
zaliczyć fikołka, potem tylko odłaczyć
iskrowniki, smiglo w chorągiewke
und...SIEG HAIL, własnie zdobylismy 110
punktów.
O
czym powinien pamiętać każdy Rycerz
Luftwaffe
Daimler-Benz
to keine russische Szewcow, tylko
skomplikowane gerat (niem.urządzenie),
jak go przegrzejemy to motor ist kaputt
a my razem z nim.
A
na poważnie, nawet 5 sekundowe
przegrzanie silnika w g6as objawia sie
trwałym spadkiem mocy maksymalnej o
okolo 20%. Starsze wersje są bardziej
odporne, ale w porównaniu z ruskimi
samolotam i tak bardzo wrażliwe. Jak
temu zaradzić?
Autorem
tekstu "Poradnik ...." jest :
inspektor lotnictwa Schmeisser

Poradnik
starego ścierwa
Jakoś
tak ze trzy, a może cztery lata temu o
tej porze siadłem i napisałem pierwszy
tekst traktujący o lataniu niemieckimi
samolotami w Sturmoviku. Praca bardzo
pionierska w ówczesnych czasach dodam,
a to za sprawa wrodzonej przekory,
zobaczywszy iż wszyscy latają na bliżej
nie znanych mi typach maszyn 'made in
haraszo', wsiadłem w pierwszego z
brzegu messerschmitta i tak mi zostało,
był to tekst zatytułowany Poradnik Małego
Nazisty. Tytułem requiem dla Sturmovika
, postanowiłem napisać jego drugą część.
To
jedziemy od początku , krok pierwszy,
czyli wybór maszyny.
Zostawmy
tutaj kwestie ideologiczne, pokroju 'nie
latam ruskim ,
nie tknę niemieckich', to było
owszem wzniosłe , ale tak bardzo dawno
temu, że w zasadzie juz chyba nie
prawda. Maszyna może być uzbrojona w
proce, nie wznosić się, nie skręcać
- to wszystko nieistotne detale, łatwe
do zniwelowania
umiejętnościami. Maszyna musi
być szybka z natury.
Amen.
Ile
paliwa? Ile się da.
Dużo
paliwa , to duża masa, masa zaś jak
zapewne nowe, lepsze pokolenie v- pilotów.
wychowane na FB doskonale wie, jest miarą
bezwładności, zaś ta ostatnia jest
miarą przeżywalności w manewrze
pionowym. Uzbrojenie ? Oczywiście działko
20 mm
, a najlepiej dwa, blisko osi długiej
maszyny. Szybkostrzelność
20 mm
wisienek
kontra siła rażenia
30 mm
kasztana. Statystyka oraz stosunek ilości
zabieranej amunicji jest bezlitosnym
wyznacznikiem skuteczności.
Wysokość
czy prędkość? A jaka różnica?
Wielkości
tożsame, czasem kurs wymiany jest
korzystniejszy, czasem wręcz
przeciwnie, jak to w życiu bywa. Oczywiście
z fizykalnego punktu widzenia.
Z punktu widzenia interesów
doczesnych, zdecydowanie prędkość,
raz że krócej będą do nas strzelać,
dwa , jeśli mamy prędkość i odrobinę
oleju w głowie to po chwili będziemy
mieli również wysokość. Generalnie
rzecz biorąc, uzyskanie jednego nie
powinno się odbywać znaczącym kosztem
drugiego. Co ma największy wpływ na
wynik walki? Kąt natarcia. Cichy,
przebiegły zabójca, żerujący na
ludzkiej słabości, którą jest chciwość.
Tym razem nie rozwinę tematu -
sens powyższych dwóch zdań prędzej
czy później odkryjesz.
Jak
prowadzić walkę?
Przede
wszystkim świadomie, żadnej
partyzantki czy improwizacji. Należy
mieć plan i konsekwentnie go realizować,
i zawsze mieć plan awaryjny na
wypadek nieprzewidzianych okoliczności.
Merge, czyli pierwszy atak , mający w
mojej opinii 85 procentowy wpływ na
wynik walki, zawsze wykonujemy po
kontrkursie w stosunku do celu.
Ataki
typu hit'n'run , atak na dużej prędkości,
czterosekundowa seria i separacja na
dystans około trzech kilometrów
, następnie plaski zwrot o dużym
promieniu. Obniżenie prędkości, lub
zamiana jej na wysokość w bezpośredniej
bliskości przeciwnika to proszenie się
o kłopoty. Jak trzymać wysoka prędkość
bez ryzyka przegrzania. Odpowiem
enigmatycznie - niech treścią twojego
latania stanie się trymowanie maszyny
na horyzont.
Latamy
cztero tonowym myśliwcem, wyposażonym
w silnik o mocy 2000 koni To bardzo
niebezpieczne urządzenie, w zasadzie
bez wyraźnej potrzeby nie powinno się
wsiadać do niego, skoro juz stało się
to pamiętajmy o tym by bez wyraźnej
potrzeby nie ruszać ani drążka ani
pedałów, a jeśli juz okoliczności
zmuszają, róbmy to spokojnie, płynnymi
ruchami, bez zbytniego pośpiechu, pamiętając
o tym iż kulka chyłomierza informująca
nas o energetycznej stronie każdego
manewru, to nie jakaś ciekawostka tylko
wyznacznik tego ile gubimy energii w każdym
manewrze,
a której na pewno nam zabraknie
w krytycznym momencie. Tak więc
trzymajmy ją nieruchomo.
Jak
się bronić jeśli już spieprzymy
atak?
Zapomnij
o horyzontalnych nożycach, czy
pionowych, to dobre dla krótkowzrocznych
gości których szczyt możliwości
wyznacza bezkrytyczne podążanie za
celem, jak złota rybka za palcem
przystawionym do ścianki akwarium. Swoją
drogą to też ważna uwaga, tyczy się
co prawda zagadnienia psychologii
prowadzenia walki, ale mimo to warto
podumać chwilę nad sensem analogii złotej
rybki. Jako że jest ona silnie
abstrakcyjna pozwolę sobie wstępnie
ustalić kierunek poszukiwań zadając
pytanie czy goniący , który biegnie
wolniej od uciekającego jest goniącym?
Jakie są kryteria stosowania określeń
uciekający oraz goniący?
I czy wszystko jest tym czym
wydaje się być. There
is no spoon...
Spirala
defensywna, upewnij się że wiesz jak
ona działa, i jak ją wykonywać -
lojalnie ostrzegam , to bolesny i długotrwały
proces, ale efekty są porażające.
Niezły jajcarz był z tego pacjenta który
nazwał ją 'defensywna'.
Czasem
się nie da spirali jednak zrobić
pozostają nożyce obrotowe, rolling
scissors , bardzo przebiegły manewr, którego
skuteczność jest wprost proporcjonalna
do prędkości na jakiej go wykonujemy.
Mutacja tego manewru to tzw. beczka
ofensywna. Również godna uwagi.
Pozostałe manewry są w zasadzie bezużytecznymi
opóźniaczami tego co nieuchronne.
Metoda
ostatniej szansy, jak ja nazywam bazuje
na zmianach zachodzących w mózgu goniącego
po uczepieni się naszego ogona. Lecimy
na
350 m
, jednocześnie dajemy klapy na landing
i rozpoczynamy
pętle do ziemi na zerowej mocy. W
trakcie manewru nasz promień pętli będzie
się zacieśniał za sprawa rosnącego
wypór klap,
a promień pętli pacjenta
pozostanie stały. Trudność polega na
wykonaniu tego manewru tak by wierzchołek
naszej pętli wypadł pół metra nad ,
a goniącego nas samolotu około
3 m
poniżej lokalnego poziomu gruntu.
Mądrości
ludowe mają to do siebie iż zawierają
pierwiastek pierwotnej wiedzy - i tak
mniej więcej się przedstawia sprawa w
przypadku powiedzonka 'Gdzie dwóch się
bije tam trzeci korzysta ...lub obrywa'
Wszystko zależy czy potrafimy
obiektywnie ocenić sytuację.
I
to w zasadzie chyba wszystko.
Autorem
tekstu "Poradnik ...." jest
Herr Schmeisse
|