Czy astrologia może przepowiadać ruchy na giełdzie?
Nie. Nie w tym sensie, w jakim słowo „przepowiadać” ma znaczyć: wskazać przyszłą cenę, dzień zwrotu albo kierunek indeksu. Piszę to jako astrologka, nie jako ktoś stojący w drzwiach astrologii z ironicznym uśmiechem. Kocham ten język właśnie dlatego, że nie chcę robić z niego maszyny do wydawania pewności. Astrologia może opisywać znaczenie, napięcie i ludzką postawę. Nie jest taśmą notowań.
Pytanie rodzi się tam, gdzie kończy się pewność
Przyszłość rynku jest pusta aż do chwili, gdy się wydarzy. W tej pustce człowiek szuka kształtu: cyklu, znaku, powtórzenia, czegokolwiek, co uciszy myśl, że wynik zależy od wielu sił i od cudzych decyzji. Nie dziwi mnie więc, że ktoś podnosi wzrok. Niebo jest starsze od giełdy i wygląda na uporządkowane. Kursy zaś potrafią zachowywać się jak stado spłoszonych ptaków.
To nie znaczy, że zbiorowe emocje są wymysłem. Badania nad rynkami pokazują, że nastroje inwestorów mogą wiązać się z cenami, zwłaszcza w częściach rynku trudniejszych do chłodnej wyceny. Robert Shiller opisywał też, jak opowieści rozchodzą się między ludźmi i wpływają na życie gospodarcze. Rynek naprawdę jest pełen lęku, nadziei i zaraźliwych historii. Z tego nie wynika jednak, że planety podają przyszłe notowania.
Ta tradycja ma metrykę, nie tylko legendę
Astrologia finansowa nie narodziła się w mediach społecznościowych. W 1912 roku brytyjski astrolog Sepharial wydał The Law of Values, książkę poświęconą wahaniom cen akcji i udziałów; jej rozdziały dotyczyły między innymi wartości planetarnych, tranzytów i aspektów. W 1938 roku Louise McWhirter opublikowała McWhirter Theory of Stock Market Forecasting. Za główny rytm koniunktury uznała około dziewiętnastoletni cykl północnego węzła Księżyca, a krótsze ruchy łączyła z lunacjami, tranzytami, kosmogramem New York Stock Exchange oraz kosmogramami spółek. To są prawdziwe książki i prawdziwe twierdzenia, nie późniejsza dekoracja dopisana do historii Wall Street.
Współczesnym kontynuatorem tego nurtu jest Raymond Merriman. Jego wydawnictwo podaje, że raport MMA Cycles ukazuje się od 1982 roku. Merriman opisuje geokosmiczne układy — koniunkcje, kwadratury, opozycje, trygony, sekstyle i zmiany ruchu pozornego planet — jako okresy zwiększonego prawdopodobieństwa zwrotu na rynku. Sam zastrzega, że taki układ nie rozstrzyga, czy chodzi o szczyt, czy o dno, i łączy go z cyklami cenowymi oraz obrazem wykresu. To ważne zastrzeżenie. Nadal jest to jednak twierdzenie praktyka i jego własnego wydawnictwa, a nie niezależne potwierdzenie zdolności przewidywania.
Gann zostawił dokumenty, ale legenda dopisała resztę
Największy cień rzuca tu William D. Gann. W grudniu 1909 roku magazyn The Ticker and Investment Digest opublikował obszerny profil młodego spekulanta. Gann mówił w nim o prawie wibracji, okresowym powracaniu zjawisk i prawach natury, które miały pozwalać wyznaczać cenę oraz czas. Autor profilu relacjonował także październikowy pokaz handlu: 286 transakcji, z których 264 miały zakończyć się zyskiem, a 22 stratą; kapitał końcowy magazyn opisał jako tysiąc procent kwoty początkowej. To robi wrażenie. Trzeba jednak nazwać dokument po imieniu: jest to relacja prasowa i świadectwo obserwatora, nie zaś zachowany i niezależnie sprawdzony wyciąg z rachunku maklerskiego.
W profilu z 1909 roku nie pada słowo „astrologia”. Jest mowa o cyklach, matematyce, przyrodzie i tajemniczym prawie wibracji. To rozróżnienie bywa wygodnie pomijane, bo legenda woli prostą historię: Gann znał kod planet i dzięki niemu zawsze wiedział. Źródło mówi mniej. Mówi też, że Gann odmówił ujawnienia metody i że żaden człowiek nie jest nieomylny.
Astrologiczny ślad istnieje, tylko nie tam, gdzie najczęściej się go umieszcza. W powieści The Tunnel Thru the Air z 1927 roku Gann zapowiedział sekret ukryty w zawoalowanym języku, a jego bohater mówi wprost o wierze w gwiazdy i astrologię przy spekulacji bawełną. W lekcji o kawie z 1954 roku, przypisywanej Gannowi i zachowanej w późniejszych kompilacjach kursu, pojawiają się pozycje heliocentryczne i geocentryczne, aspekty oraz Słońce, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Mars. Powieść dokumentuje obecność astrologii w jego własnym tekście; przypisywana mu lekcja pokazuje jej użycie w materiale rynkowym. Żadne z tych źródeł nie odsłania jednak jednego kompletnego „klucza”, który można niezależnie sprawdzić.
Dlatego oddzielam trzy rzeczy. Udokumentowane są jego publiczne twierdzenia o cyklach, astrologiczny język powieści i planetarne zapisy w przypisywanym mu późnym kursie. Nieudokumentowane pozostają opowieści o niezawodnym sekretnym kodzie, bezbłędnych datach wielkich załamań i fortunie, która sama miałaby stanowić dowód. W sprawdzonych przeze mnie źródłach nie znalazłam pełnego archiwum rachunku ani jawnej reguły, którą obca osoba mogłaby zastosować przed wydarzeniem i otrzymać ten sam wynik. To nie jest oskarżenie. To granica zapisu.
Co właściwie ma robić niebo
Pod wspólną nazwą astrologii finansowej mieszczą się różne pomysły. McWhirter traktowała dziewiętnastoletni obieg północnego węzła Księżyca jako szeroki rytm gospodarki, a fazy Księżyca i tranzyty jako krótsze tło. W materiałach przypisywanych Gannowi ceny bywają przenoszone na koło 360 stopni i zestawiane z heliocentrycznymi oraz geocentrycznymi pozycjami planet. Merriman szuka zbieżności między zwrotami a aspektami oraz stacjami Jowisza, Saturna, Urana, Neptuna i Plutona; im wolniejszy układ, tym dłuższego ruchu ma dotyczyć.
Inne odmiany przyglądają się nowiom i pełniom albo okresom wstecznego ruchu Merkurego. Jedni szukają kierunku ceny, inni dnia zwrotu, jeszcze inni zmienności, nastroju lub wolumenu. Jedni wybierają indeks, inni pojedynczy walor, surowiec albo walutę. Już tutaj widać trudność: nie ma jednego twierdzenia, lecz cała szafa ruchomych twierdzeń. Kiedy jedno nie pasuje, można sięgnąć po następne.
Samo powtarzanie się układu na niebie jest faktem astronomicznym. Spór zaczyna się dopiero przy zdaniu, że temu układowi odpowiada powtarzalny ruch ceny. Powrót planety do podobnej pozycji nie przywraca tych samych stóp procentowych, przepisów, zadłużenia, technologii, uczestników ani informacji. Niebo może powtórzyć kąt. Historia nie powtarza całego pokoju.
Stary wykres potrafi wyglądać proroczo
Dla mnie próba zaczyna się od prostego wymogu. Zasada musi być zapisana przed wydarzeniem: jaki układ, jaki rynek, jakie okno czasu i co dokładnie liczy się jako trafienie. Potem trzeba zachować wszystkie daty, także puste, i sprawdzić tę samą zasadę na późniejszym odcinku, którego autor wcześniej nie oglądał. Na końcu ktoś niezależny powinien umieć powtórzyć wynik. Bez tego mamy interpretację starego wykresu, nie przewidywanie.
Istnieją recenzowane prace, które znalazły związki między fazami Księżyca a stopami zwrotu. Badanie opublikowane w 2006 roku, obejmujące 48 krajów, raportowało niższe stopy zwrotu w pobliżu pełni niż w pobliżu nowiu, ale nie wykazało podobnego związku z wolumenem ani zmiennością; sami autorzy ostrzegali, że przy poszukiwaniu wielu wzorców część znaczących wyników może powstać przypadkiem. Badanie z 2011 roku na 62 indeksach, po innym ułożeniu porównania, znalazło wzmocniony efekt nowiu, lecz nie potwierdziło ogólnego efektu pełni. To nie jest stabilny zegar.
Podobnie jest z Merkurym. Praca dotycząca indyjskich indeksów w latach 1998–2018 raportowała dodatni związek okresów retrogradacji Merkurego ze stopami zwrotu. Wcześniejsze badanie amerykańskich indeksów z lat 1993–2012 znalazło niższą zmienność w tych okresach, czyli wynik przeciwny do badanej astrologicznej tezy o większym zamieszaniu. Dwa wyniki mogą być interesujące. Nie składają się jednak w jedną powtarzalną zdolność przepowiadania cen.
Korelacja w dawnych danych nie jest jeszcze prognozą. Może wskazywać przypadek, wybór konkretnego okresu, sposób podziału dni albo inną zmienną, której nie uwzględniono. Aby powiedzieć „to przewiduje”, potrzeba wyniku utrzymującego się w nowych danych, przy z góry ustalonych warunkach. Nie znalazłam niezależnego dowodu opartego na twierdzeniu zapisanym przed próbą, sprawdzonym na nowych danych i powtórzonym przez innych.
Im więcej swobody, tym łatwiej znaleźć cud
Wyobraźmy sobie badacza, który może wybierać spośród planet, aspektów, znaków, domów, stacji, nowiów, pełni, różnych szerokości okna, wielu indeksów i kilku możliwych znaczeń słowa „zwrot”. Nie musi niczego fałszować. Wystarczy, że długo szuka. W końcu jeden układ usiądzie na jednym wykresie tak pięknie, że aż poprosi o ramę.
To nie jest wada właściwa astrologii. Badacze finansów od lat ostrzegają, że po sprawdzeniu wielu pomysłów łatwo wybrać ten, który błyszczy w dawnych danych, a gaśnie poza nimi. Przeglądy badań pokazują też, że efektowne wyniki mają większą szansę trafić do druku, a liczba rzekomych anomalii gwałtownie maleje, gdy wymagania stają się surowsze i ktoś próbuje je powtórzyć. Astrologia finansowa dokłada do tego wyjątkowo szeroki katalog symboli i dat.
Dochodzi jeszcze częstość bazowa. Jeżeli każdemu układowi damy kilka lub kilkanaście sesji po obu stronach, a za sukces uznamy szczyt, dno, przyspieszenie, spadek zmienności albo wzrost zmienności, znaczna część kalendarza stanie się „trafieniem”. Uczciwe pytanie brzmi nie tylko: ile zdarzeń znalazłam w oknie? Brzmi także: ile takich zdarzeń i tak pojawia się w zwykłym okresie, ile okien niczego nie przyniosło i ile innych układów sprawdziłam po drodze?
Po fakcie niebo staje się zbyt posłuszne
Krach ma szczególną właściwość: dzień później wydaje się pełen znaków. Nagle opozycja była oczywista, Saturn musiał oznaczać granicę, a Uran nie mógł oznaczać niczego poza wstrząsem. Przed wydarzeniem każdy z tych symboli miał kilka możliwych znaczeń. Po wydarzeniu wybieramy to, które pasuje, i pamięć wygładza drogę prowadzącą do wniosku. Psychologia nazywa to błędem wiedzy po fakcie: znając rezultat, przeceniamy możliwość jego wcześniejszego przewidzenia.
Jest jeszcze apofenia, skłonność do widzenia wzoru w szumie. W serii eksperymentów Jennifer Whitson i Adam Galinsky wykazali, że utrata poczucia kontroli zwiększała dostrzeganie nieistniejących obrazów, związków, przesądów i fałszywych korelacji, także w informacjach o rynku akcji. To nie dowodzi, że każda zauważona regularność jest złudzeniem. Pokazuje jednak, dlaczego niepewność wymaga ostrzejszego sprawdzania, a nie łagodniejszego.
I działa pamięć zwycięzców. Udany wpis krąży latami. Nietrafiona data ginie w archiwum, zostaje usunięta albo otrzymuje nowe objaśnienie. Widzimy tych, którzy przeżyli selekcję opowieści, nie wszystkich, którzy stali na starcie. To błąd przeżywalności w najprostszej postaci. Bez pełnego rejestru przepowiedni legenda zawsze ma lepszą skuteczność niż człowiek.
Niepewność jest głodna opowieści
Rynek nie jest chłodnym globusem obracanym przez jedną rękę. Jest tłumem ludzi, instytucji, reguł i informacji, a każdy uczestnik patrzy także na pozostałych. Nastroje mogą wpływać na wyceny, a opowieści mogą rozchodzić się jak epidemie. Dlatego kosmiczna narracja ma tak silny urok: zamienia bezosobową niepewność w dramat z bohaterami, rytmem i przyczyną.
Rozumiem ten głód. Gdy coś ważnego wymyka się spod kontroli, nawet surowa opowieść jest przyjemniejsza od braku opowieści. Saturn przynajmniej ma twarz. Losowy ruch ceny nie ma. Problem zaczyna się wtedy, gdy ulga zostaje pomylona z wiedzą, a piękna metafora z informacją przysłaną z przyszłości.
Symbole mogą opisać obserwatora, nie cenę
Nie wyrzucam więc planet z pokoju. Przesuwam je tylko z ekranu rynku bliżej człowieka, który na ten ekran patrzy. Merkury jest dla mnie językiem wymiany, wiadomości, handlu i szybkości. Potrafi nazwać stan, w którym cudza opinia staje się moją, zanim zdążę ją rozpoznać. Nie mówi mi, jaka będzie cena. Pyta, co robi ze mną napływ słów.
Jowisz niesie obraz ekspansji, nadziei, szczęścia i przekonania, że więcej nadal znaczy lepiej. Saturn mówi o czasie, granicy, konsekwencji i ciężarze tego, co zostało odłożone. Te postacie pozwalają mi przyjrzeć się własnej chciwości, cierpliwości, lękowi i apetytowi na ryzyko. Nie są sygnałami cenowymi. Są lustrem.
Tak samo kosmogram nie jest mapą przyszłych notowań. Może być mapą napięć, które człowiek wnosi do spotkania z niepewnością: potrzeby kontroli, głodu potwierdzenia, skłonności do przesady albo paraliżu wobec straty. To jest uczciwe miejsce dla astrologii. Skromniejsze niż obietnica zysku. I znacznie bardziej ludzkie.
Niebo nie jest taśmą notowań
Moja odpowiedź pozostaje prosta: astrologia nie przepowiada ruchów giełdy w sposób, który spełniałby zwykłe wymagania przewidywania — jasno przed wydarzeniem, powtarzalnie i niezależnie. W sprawdzonych pracach nie znalazłam takiego dowodu. Istnieje prawdziwa, fascynująca tradycja astrologii finansowej: książki, praktycy, wykresy i konkretne twierdzenia o planetach. Istnieją też legendy większe od źródeł oraz pojedyncze wyniki statystyczne, które zmieniają się wraz z okresem i sposobem sprawdzania. Nie składają się one w wiarygodną zdolność wskazywania przyszłych cen.
Niebo nie jest taśmą notowań. Ale chciwość i lęk mają twarze. Znam ich imiona. I właśnie tam, po stronie człowieka, astrologia nadal ma coś prawdziwego do powiedzenia.